Państwo Sobieszukowie od początku samodzielnie zajmują się swoim ogrodem. – Kiedy przeprowadziliśmy się do Kijewa 25 lat temu, zależało nam przede wszystkim na odgrodzeniu się od drogi – tłumaczy pan Jerzy. – Obok nie było jeszcze innych domów, wszędzie rosły chaszcze, chcieliśmy stworzyć własną, intymną przestrzeń. No i żeby sąsiedzi z bloków naprzeciwko nie mieli „kina” – dopowiada ze śmiechem pani Urszula i dodaje: – Potem, stopniowo, wykonywaliśmy nasadzenia.
– Żadne z nas nie miało doświadczenia w uprawie roślinności, ale oboje lubimy zieleń, żona wciąż systematycznie jeździ rowerem do lasu – opowiada pan Sobieszuk. – Kupowaliśmy to, co nam się spodobało. Proszę zobaczyć, jaki piękny jest na przykład perukowiec – wskazuje na drzewo zakończone charakterystycznymi pióropuszami pan Jerzy. – Jak zakwitnie, to coś wspaniałego! Hibiskusy, azalie, z różnokolorowymi kwiatami – od żółtych, przez burgundy, czerwienie i róże. Albo rododendron – pierwszy, fioletowy, przywieźliśmy z Holandii. W Polsce jeszcze wtedy nie można było kupić – siedzimy na tarasie i wodzimy wzrokiem po roślinach rosnących na tyłach domu, niczym widzowie słuchający przewodnika w muzeum.
– Kiedy lilie zaczynają kwitnąć – pachnie w całym ogrodzie! – zachwyca się pani Urszula. – A ta biała hortensja bukietowa ma ok. 15 lat, nie jest szczepiona, mąż ją tak prowadził, żeby rosła do góry – pokazuje krzew stojący niedaleko drewutni. Tylko tujom szmaragdom posadzonym wzdłuż ogrodzenia od strony ulicy pozwala się swobodnie rosnąć. Reszta żywotników oraz większość gatunków iglastych jest formowana w kule oraz stożki.
– Sam tnę, wchodzę po drabinie, wysoko i obcinam – uśmiecha się pan Jerzy. – Fizycznie dobrze się czuję, ale niedługo „8 z przodu”, więc muszę uważać – dodaje.
Żadna gałązka nie ma prawa wystawać poza obrys pożądanego kształtu. W ogrodzie nie widać też chwastów. Każdy zakątek jest zagospodarowany i zadbany. Dom i kompozycje roślinne tworzą spójną całość, a sam ogród, chociaż nie bardzo duży, przypomina uporządkowane założenia w stylu francuskim, projektowane przy dawnych rezydencjach. Ubrani w jasne kolory właściciele doskonale wpasowują się w charakter otoczenia. – Oboje lubimy ład i estetykę – mówi pani Urszula. – W domu również mamy poukładane. Nasz ogród to my, tacy jesteśmy – dodaje. A pan Jerzy żartuje, że znajomi czasem porównują wnętrze mieszkania do apteki.

Państwo Sobieszukowie poświęcają pielęgnacji roślin dużo energii, ogród jest dumą i pasją obydwojga małżonków. Nigdy nie korzystali z usług profesjonalnego architekta. Od początku pracują w zgodnym tandemie: pani Urszula decyduje co kupić i gdzie posadzić, a pan Jerzy pełni rolę wykonawczą. Efekt jest spektakularny. – Nam się to wszystko normalne wydaje – śmieje się autorka koncepcji. Rozmieszczenie gatunków w taki sposób, aby przeplatały się ze sobą różne odcienie zieleni, formy obłe sąsiadowały z wysmukłymi, kolorowe pąki rozkwitały przez cały sezon, jedne po drugich, zgodnie z kalendarzem i, na dodatek, umiejscowienie roślin adekwatne do potrzeb poszczególnych okazów, z pewnością wymagało znacznego nakładu sił i pogłębionych studiów.
– Nie zastanawiałam się, ciągle coś dokupowałam – skromnie tłumaczy pani Urszula. A pan Jerzy dodaje: – Moja żona jest estetką. Chodzi i mówi: Jurek, trzeba to zmienić – śmieje się pan Sobieszuk. – Jak w kwietniu zakwitła ta wielka magnolia, to był jeden wielki kwiat! – pani Ula skierowuje uwagę na rośliny. – A tego bonsaia mąż sam uformował, z sosny – wskazuje na efektowne drzewo przy tarasie. Najstarsze nasadzenia w ogrodzie w Kijewie mają ponad 20 lat, m.in. obie magnolie, biała i różowa. Krzewy hortensji również kwitną od dawna, niektóre nawet zdążyły się rozmnożyć.
– Ukorzeniłam patyczki i tak pięknie urosły – mówi pani Urszula. Na wysypanych białymi kamykami oraz korą rabatach rosną ozdobne trawy, a wzdłuż podjazdu zasadzono lawendy. W kilku miejscach uwagę przyciąga cyprysik nutkajski o charakterystycznych, zwisających pędach („nasz płaczek” – mówi pan Jerzy), a od strony północnej znalazło się miejsce dla berberysów i rododendronów. Nadchodzącą pomału jesień zapowiadają wrzosy.
– Lubię minimalizm, dlatego w ogrodzie mam ograniczoną liczbę kolorów – tłumaczy pani Sobieszuk. – Kwiatów ciętych nie mamy, za to posadziliśmy cebulki tulipanów i krokusów. Wiosną, kiedy wyrastają, to u nas jest jak na Jasnych Błoniach! – cieszy się pani Urszula.
Wkrótce przyroda zapadnie w sen zimowy, ale ozdobne dekoracje w drewnianych donicach z kratownicami zostają z gospodarzami do przyszłego sezonu. Małżonkowie mówią, że ogród jest już ukończony. Czasem zdarza się jeszcze pani Urszuli i panu Jerzemu coś dokupić, ale bardziej dla kaprysu, niż potrzeby. Z przyjemnością spędzają czas na tarasie, jedzą posiłki i oddają się relaksowi.
– Nie musimy wyjeżdżać do Hiszpanii – mówią z uśmiechem. Oboje małżonkowie zgodnie przyznają, że są zadowoleni z tego, co stworzyli na przestrzeni lat. Cieszą się, kiedy przechodnie podziwiają rośliny przez ogrodzenie, robią zdjęcia. Właściciele ogrodu nikomu nie bronią widoku, czasem zapraszają oglądających na teren posesji. W ubiegłym roku po raz pierwszy zgłosili się do konkursu „Kuriera Szczecińskiego”, zajęli wysokie, II miejsce.
– Robimy wszystko z sercem, nam się podoba, to może dlatego innym również? – podsumowuje para z Kijewa. ©℗
* * *
Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.
Monika KOŁACZ
