Pani Jolanta Werner przy ul. Niedziałkowskiego ma niewielki taras, w którym obok róż i surfinii rosną słoneczniki, zioła, a nawet papryka czy ogórki. Jest też mała fontanna, woda dla ptaków i sporo roślin - samosiejek. Część ogrodniczych sukcesów jest dziełem przypadku. Inne są efektem 20 lat doświadczenia i ciągłego eksperymentowania z ogrodnictwem.
Zainteresowanie roślinami narodziło się u pani Jolanty przed laty, a zieleń towarzyszy jej od początku, tzn. od momentu, gdy wprowadziła się do swojego mieszkania.
– Odkąd się tutaj sprowadziliśmy, czyli od około dwudziestu lat, zawsze coś robiłam na balkonie – opowiada.
Przez lata roślin przybywało, ale wcale nie dlatego, że uczestniczka kupuje jakieś wielkie ilości nowych gatunków. Stara się wykorzystywać to, co już ma, rozmnażać rośliny i pozwalać naturze działać według własnych zasad.
– Dużo mam samosiejek. Kupię na przykład jedną portulakę, później wystarczy wziąć malutki fragment i ona się rozrasta. Tak samo robię z surfiniami. Wiele z tych, które tutaj rosną, sama rozsadzam – wyjaśnia.
Zdarza się, że w tworzeniu ogródka na balkonie pomagają ptaki. Tłumaczy, że z rozsypanych nasion wyrosły między innymi słoneczniki, które osiągnęły imponujące rozmiary.
– Ptaki były karmione i słoneczniki same porosły. Zauważyłam też, że skoro ptaki tutaj przylatują i zostawiają odchody, to mamy naturalny nawóz. Mam działkę i tam w życiu takie słoneczniki mi nie wyrosły – śmieje się kobieta.
Jej balkon to przykład tego, że nawet na niewielkiej przestrzeni w centrum miasta można stworzyć nie tylko ozdobny, przydomowy ogródek, ale również mały warzywnik. Obok kwiatów rosną tu także ogórki czy papryka. Są też zioła i przyprawy: majeranek, mięta, tymianek, szczypiorek czy koper. Pojawiły się też pietruszka i szałwia. Świeże zioła, które może zerwać w dowolnej chwili to dla pani Jolanty ważny atut przydomowego ogródka.
Na balkonie rośliny ozdobne swobodnie mieszają się z użytkowymi. Nie ma sztywnego podziału, starannie zaprojektowanych rabat, precyzji projektowania. Coś się wysieje, coś zostanie rozmnożone, inną roślinę właścicielka dokupi - tak to działa.
Szczególne miejsce wśród roślin zajmują róże. To ulubione kwiaty pani Jolanty.
– Mam piękną różę, która kwitnie zawsze około 22 maja. Teraz już przekwitła, ale przy podcinaniu zauważyłam, że znowu wypuszcza pąki. Drugi raz nie kwitnie już tak obficie, ale i tak jest przepiękna – mówi.
Róże należą do nielicznych stałych elementów balkonowego ogrodu. Pozostała część kompozycji zmienia się każdego sezonu.
Pani Jolanta opowiada też o miechunce.
– Nie wiem nawet, skąd się u mnie wzięła. Strasznie się rozpleniła. To właściwie jedyny taki chwast, jaki mam na działce. Jest bardzo ekspansywna. Jeśli ktoś ją sadzi, powinien ograniczyć jej miejsce, bo u mnie poszła wszędzie – opowiada.
Mimo to miechunka nie jest zupełnie bezużyteczna. Jej dekoracyjne owoce wykorzystuje się we florystyce, dlatego pani Jolanta rozdaje ją znajomym.
Balkon pani Jolanty nie wymaga - wbrew pozorom - wielu nakładów pracy.
– Mam sporo innych zajęć, również kulturalnych, dlatego balkon jest dla mnie trochę "z doskoku". Tutaj właściwie nie ma chwastów, więc najważniejsze jest podlewanie – wyjaśnia.
Niedawno pojawił się kolejny element – niewielka fontanna kupiona "za grosze". Ciekawie urozmaica balkonową stylistykę. Woda, zieleń i kwiaty sprawiają, że balkon staje się szczególnie przyjemny rano i wieczorem. Kiedy kwitnie maciejka, dochodzi do tego jeszcze intensywny zapach.
Choć mieszkanie znajduje się w centrum Szczecina i słychać przejeżdżające samochody, gospodyni nie uważa tego za szczególnie uciążliwe.
– Wieczorem lubię sobie tutaj posiedzieć. Generalnie mam dużo zajęć i ciągle gdzieś chodzę, ale rano i wieczorem balkon to taki mój rytuał. Zwłaszcza rano – mówi.
To także miejsce dla jej pięknego, ogromnego psa rasy Cane Corso. Balkon to jego azyl, przy okazji może on - ponieważ mieszkanie mieści się na parterze - spacerować sobie po okolicy, nie przeszkadzając przechodniom czy innym psom. Okolica jest ogrodzona, i tylko czasem czworonożny olbrzym szczeka na pojawiające się w oddali psy.
Ponadto, balkon upodobał sobie także kot, który potrafi ukryć się wśród roślin i czekać na przylatujące ptaki.
– Parę razy widzieliśmy taką akcję. Siedzi sobie spokojnie, a później nagle próbuje polować. Na szczęście jeszcze mu się nie udało – opowiada pani Jolanta.
W konkursie "Cały Szczecin w kwiatach" pani Jolanta startuje po raz kolejny.
– Chyba przez dwa lata nie startowałam. W tym roku pomyślałam: spróbuję znowu, może jakiś nawóz dostanę – żartuje i pokazuje puchary z poprzednich edycji.
Balkon nie jest jednak kompozycją stworzoną na potrzeby konkursu. To ogród, który powstawał przez blisko dwie dekady i cały czas się zmienia – trochę dzięki pracy właścicielki, trochę dzięki ptakom, a trochę dzięki samej naturze. I właśnie to jest w nim najbardziej zachwycające. ©℗
* * *
Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.
Tekst i fot. Agata JANKOWSKA