Ten przydomowy ogródek to dzieło pani Krystyny i jej męża, ale bardzo ważne w tej historii jest także wsparcie sąsiadów. Dziś sąsiedzki ogród cieszy oko – również przechodniów – ale jeszcze niedawno w jego miejscu znajdowało się zwykłe gruzowisko, które szpeciło okolicę.
Ogródek znajduje się obok budynku przy ulicy Studziennej 12. To cicha, spokojna okolica, oddalona od centrum miasta. Niewiele się tu dzieje, a codzienność wypełniają sąsiedzkie relacje oraz wspólne aktywności.
Miejsce, które pani Krystyna Jastrzębska stworzyła wraz z mężem Krzysztofem oraz panem Mateuszem i panią Kazią, nie zawsze miało tyle uroku. Mówiąc wprost – nie zachęcało, czego dowodem są dziś już tylko stare zdjęcia.
– Najpierw zrobiliśmy jedną alejkę, później drugą. Początkowo nasadzenia też wyglądały inaczej, ale zaczęliśmy je zmieniać i przesadzać rośliny. Wcześniej ludzie składowali tutaj gruz i różne inne rzeczy. Mój mąż zaczął obkładać teren kamieniami. Pierwotnie miał powstać ogródek skalny, ale później bardzo zainspirował mnie ogród Moneta. Zachwyciła mnie różnorodność roślin, taki pozorny bałagan, który jest jednak niezwykle piękny. Cały czas coś kwitnie, ciągle pojawia się coś nowego. Na tyle, na ile możemy, staramy się tutaj działać - mówi pani Krystyna.
Rosną tu między innymi krokusy, tulipany, chryzantemy, wrzosy, astry, begonie, magnolia, liliowce, berberysy, zimowity, hortensje, różaneczniki, laurowiśnie i cyprysy.

Ogródek jest niewielki, ale jego kolory i sposób, w jaki został urządzony, pokazują ogrom pracy i energii włożonej w jego stworzenie.
– Wcześniej było tu miejsce dla psów i teren, którym po prostu przechodzili ludzie. Kiedy powstał garaż, zrobiliśmy przy nim rabatę i posadziliśmy pięć laurowiśni. I wtedy Krysia z Kazią napędziły całą sytuację – tłumaczy pan Mateusz. – Powstała jedna rabata, więc pomyśleliśmy: robimy drugą. Od jednej, drugiej rabaty doszliśmy do całego ogrodu. Nie będę jednak odbierał Krysi zasług, bo to ona zrobiła tutaj praktycznie wszystko. My z panią Kazią głównie kibicowaliśmy. To Krysia o wszystko dba i poświęca temu najwięcej swojego czasu.
Pani Krystyna o kwiatach wie dużo. Wcześniej zajmowała się własnym ogrodem, dlatego dobór roślin nie był dla niej trudny. Wiedziała, co ma szansę przyjąć się na dawnym gruzowisku.
– Mam już pewne doświadczenie, jeżeli chodzi o rośliny, bo mam własny ogród i warzywnik. Tam również zawsze coś uprawiam. Tutaj staram się przede wszystkim dobierać żywe kolory. Chciałam trochę wrócić do natury, do takich ogrodów, jakie kiedyś sadzono na wsiach. Rośliny są bardzo różnorodne zarówno pod względem gatunków, jak i barw. Myślę, że ten ogród ma w sobie coś wyjątkowego – od wiosny aż do późnej jesieni cały czas coś w nim kwitnie. I właśnie to podoba mi się w ogrodzie Moneta: jedno przekwita, a drugie zaczyna kwitnąć – mówi pani Krystyna.
Ogród Claude'a Moneta wspomina podczas naszej rozmowy wielokrotnie. Słynny malarz przez lata tworzył i przekształcał swój ogród w Giverny, a ogrodnictwo było jedną z jego wielkich pasji. Jedną z części posiadłości wypełnił rabatami z tysiącami kwiatów.
Możliwości pani Krystyny i jej sąsiadów są oczywiście skromniejsze, ale zapał i miłość do kwiatów zapewne porównywalne.
Niestety, nie wszyscy potrafią uszanować wysiłek włożony w stworzenie ogrodu przy Studziennej 12.
– Najbardziej niepokoi nas to, że ludzie kradną stąd kwiaty. Odcinają je, czasem podjeżdżają samochodami i wykopują całe rośliny. Nie myślą o tym, że Krysia wkłada w ten ogród całe serce. Trudno spokojnie patrzeć, kiedy ktoś przyjeżdża i po prostu zabiera efekty czyjejś pracy. Zwłaszcza że Krysia bardzo dba nie tylko o ogród, ale też o to, co dzieje się wokół budynku – mówi pan Mateusz. – Przykre jest to, że ludzie nie szanują czyjejś ciężkiej pracy. A przecież stworzenie tego ogrodu nie było łatwe. Tutaj było gruzowisko, wcześniej prawdopodobnie stał w tym miejscu drugi budynek. To, co Krysia z panem Krzysztofem zdołali tutaj wyhodować, zasługuje na ogromny szacunek. Wykonali naprawdę wielką pracę.
Efekty zauważają także mieszkańcy okolicy i przypadkowi przechodnie.
– Myślę, że to, co powiedział Mateusz, ma duże znaczenie. Wystarczy spojrzeć na stare zdjęcia i porównać, jak to miejsce wyglądało kiedyś, a jak wygląda teraz. Ogród zupełnie zmienił tę przestrzeń. Czasami, kiedy przy nim pracujemy, zatrzymują się ludzie i mówią: "Ojej, jak tu się zmieniło!". Nie ukrywam, takie pochwały też są dla mnie ważne. Ogród wymaga jednak ciągłej pracy. Trzeba wyrywać chwasty, pielęgnować rośliny, a przed nami jeszcze sporo pracy, żeby poprawić jakość ziemi – mówi pani Krystyna.
Do kosztów utrzymania ogrodu dokładają się również inni sąsiedzi. Kiedy pan Mateusz zorganizował zrzutkę, wiele osób chętnie przekazało pieniądze. Większość prac wykonuje jednak pani Krystyna. Lubi to. Widać, że ogród jest jej pasją, dla której potrafi zdobyć się na niemały wysiłek.
Pan Mateusz pamięta szczególnie historię jednego z cyprysów.
– Krysia bardzo rzadko jeździ samochodem, ale nie zapomnę jednej sytuacji. Ten cyprys rósł wcześniej w innym miejscu. Wieczorem odkopaliśmy go razem z Krzysztofem, mężem Krysi, a ona przeciągnęła go tutaj samochodem. Determinacja, żeby zagospodarować tę część terenu, była ogromna.
Bo w całym przedsięwzięciu nie chodzi wyłącznie o kwiaty. Ogród miał sprawić, żeby wszystkim mieszkało się tutaj trochę przyjemniej.
– Ten ogród został stworzony przede wszystkim po to, żeby nam się tutaj lepiej mieszkało i żeby dawał nam satysfakcję. W tej części dzielnicy nie mamy urządzonych rabat, dlatego postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Pierwotnie miał powstać tutaj skalniak, ale – jak mówiłam – zainspirował mnie ogród Moneta – podsumowuje pani Krystyna. ©℗
* * *
Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.
Agata JANKOWSKA
