Samodzielny Publiczny Specjalistyczny Zakład Opieki Zdrowotnej „Zdroje" po raz kolejny bierze udział w konkursie „Cały Szczecin w kwiatach". Ogród, który dr Zofia Piotrowska prowadzi wraz z pacjentami jest wyjątkowy - to miejsce, które ma wspierać terapię podopiecznych Dziennego Oddziału Psychiatrycznego. Ale korzystają z niego także pacjenci innych oddziałów szpitala w Zdrojach, bo to miejsce wyciszenia, pełne kwiatów, dobrze przemyślane i zaprojektowane.
W ogrodzie rosną hortensje, lawenda, róże, trawy, słoneczniki, liliowce, szałwia i wiele innych roślin.
- Jest trochę roślin ozdobnych, trochę warzywno-zielnych. Mamy też rośliny, które można zjeść: kocimiętka, nasturcja. Przekazuję taką wiedzę, że można kwiaty zjadać, są bardzo dobre. W Dobrzycy, w ogrodach Hortulus, jest festiwal kwiatów jadalnych. Kiedyś tam byłam, dwa czy trzy lata temu. Tam dopiero można zobaczyć, co można zjeść, ile jest różnych kwiatów jadalnych - tłumaczy Zofia Piotrowska, p.o. ordynatora Dziennego Oddziału Psychiatrycznego przy szpitalu w Zdrojach.

W przyszpitalnym ogrodzie rośnie także juka kalifornijska, nawłoć (inwazyjna roślina, ale na razie nikt jej nie usuwa), hibiskus czy miłorząb japoński. Ciekawe jest tak zwane motyle drzewko:
- To jest budleja Dawida. Teraz tych motyli może tak nie widać, bo roślina przekwitła. Ale rzeczywiście, jak zakwitnie, to nagle jest pełno motyli. Obserwowanie owadów latem to też jest relaksacja. Jak tu ludzie przychodzą, to właśnie usiądą i patrzą, jak te motyle przelatują. Podobnie jak ornitologia terapeutyczna, obserwowanie ptaków - tłumaczy Zofia Piotrowska.
Ogród przy szpitalu to przede wszystkim miejsce, które ma służyć wspieraniu terapii pacjentów oddziału, tak zwanej hortiterapii.
- Raz w tygodniu przychodzimy tu z pacjentami na zajęcia. I myślę, że najważniejsze nie jest to, że ten ogród jest piękny, tylko że służy terapii i jest na terenie szpitala. Takie miejsce jest ważne. My robimy hortiterapię, czyli taką terapię zajęciową, ale też psychoterapię w oparciu właśnie o ten ogród. Tutaj można dać takie zadanie: „Pielęgnuję ogród tak, jak pielęgnuję siebie”. W hortiterapii wykorzystuje się takie metafory. Jeżeli wyrywam chwasty, to nie tylko wyrywam chwasty, ale też mogę się zastanowić nad tym, co trzeba byłoby usunąć. Jakie myśli mi przeszkadzają czy „zachwaszczają” mój umysł? Co w życiu można byłoby zmienić, żeby moje życie było takim ogrodem, ale bardziej wypielęgnowanym? Więc te drobne prace, czy na przykład podlewanie… Podlewanie jest bardzo relaksacyjne. Nie wiem, czy pani próbowała, ale to jest też taki trening uważności: bierzemy i podlewamy. Często osoby, które mają natłok myśli czy trudną sytuację i ciągle ją przeżywają, mają tutaj chwilę wytchnienia. Zajmują się prostą czynnością. I też widzą: rośliny były takie omdlałe, podlejemy je i one powstają. To się podkreśla właśnie w tych działaniach. To jest takie zobaczenie siebie: jestem częścią natury i tak jak roślina mogę się gorzej czuć, może mi czegoś brakować. Jeżeli się tego dostarczy, można rozkwitać. Do tego dążymy - tłumaczy Zofia Piotrowska.
Pacjenci mogą tutaj odbyć rozmowę z terapeutą na specjalnie przygotowanych ławkach. Znajdują się one w odosobnionym miejscu, które niemal całkowicie zasłaniają rosnące tam rośliny. Jest też altanka, gdzie pacjenci w ramach zajęć zajmują się na przykład rękodziełem - tworzą wianki czy inne dekoracje z suchych kwiatów.
- Są z nich bardzo zadowoleni, bo nagle okazuje się, że człowiek, który nigdy nie zajmował się niczym kreatywnym potrafi zrobić taką piękną rzecz - podkreśla Zofia Piotrowska.
To właśnie pani doktor dba o to, aby ogród wyglądał tak, jak wygląda obecnie. Jest zadbany, ma wytyczoną ścieżkę, miejsca na rabaty, na owoce i warzywa (są tu m.in. pomidory), jest ścieżka do terapii, instrumenty do terapii muzyką. Wszystko jest tutaj zaprojektowane i przemyślane w najmniejszym detalu. To ogród sensoryczny, który daje odpoczynek, ukojenie i oddziałuje na zmysły.
Ogród daje pacjentom dużo motywacji do pracy nad sobą, ale i nad innymi projektami. Udział w konkursie "Cały Szczecin w kwiatach" jest jednym z takich wydarzeń.
- Celem hortiterapii nie jest przygotowanie ogrodu na konkurs, chociaż to też jest ważne, bo przecież zgłoszenie do konkursu to inicjatywa pacjentów. Pacjenci wysłali taki list, podpisywali się pod nim, więc macie w tym zgłoszeniu to, co wyszło od pacjentów. Robili też zdjęcia. Dopytywali się nawet: „A kiedy przyjadą z «Kuriera»?”. To też ich jako grupę zmotywowało. Muszę powiedzieć, że było większe zaangażowanie. Ale to właśnie na zasadzie takiego wspólnotowego działania, takiej społeczności. Jest tu 20 osób i jedni bardziej, drudzy mniej się tym interesują - mówi Zofia Piotrowska.
Ideą pielęgnowania ogrodu jest więc praca nad samym sobą, jak i umiejętność budowania wspólnoty. Natura jest w tym procesie ogromnym sprzymierzeńcem. ©℗
Tekst i fot. Agata JANKOWSKA
