Sobota, 12 września 2026 r. 
REKLAMA

Ogród na wyspie

Data publikacji: 10 września 2026 r. 13:14
Ostatnia aktualizacja: 10 września 2026 r. 13:14
Ogród na wyspie
 

Na początku był jeden wielki chaos, a w efekcie wielu lat starań wyłoniła się z niego działka inna niż wszystkie. Krystyna i Jerzy Baniewiczowie tworzyli swój azyl od podstaw, stopniowo porządkując teren, wybierając i sadząc kwiaty, urządzając go według swojej wizji. To miejsce pełne kolorów, gęste od roślin, uzupełnione elementami skonstruowanymi przez pana Jerzego.

REKLAMA

Rosną tu między innymi rododendrony, które zdaniem pani Krystyny nie powinny były się przyjąć.

– Walczę jak opętana z rododendronami. Całe życie, przez 20 lat. Tutaj się rododendrony podobno nie przyjmują. I to by się zgadzało, bo one są dwa-trzy lata i giną. A krzaki rododendronów są dla mnie tak piękne! Ja tak lubię rododendrony, one mi się tak podobają, że ja bym cały ogród miała w rododendronach. Ale one nie chcą. To taki przepiękny krzak, jest rok, jest dwa i zaczyna ginąć. W czwartym roku trzeba go wykopać, bo całkiem umiera. A ja kupuję następny – opowiada pani Krystyna Baniewicz.

Są też alstremeria, świerk srebrny, róże, begonie, pelargonie. Jest „diabelski krzew”, hiacynty, a wiosną pojawiają się krokusy.

– Krokusy w marcu zaczynają rosnąć, nasze trawniki są wtedy całe w kolorach tych kwiatów – tłumaczy pani Krystyna.

Ich ogród (znajduje się na ROD Stoczniowiec na Wyspie Puckiej) jest pełen kolorów i zapachów, a jego wygląd zmienia się w zależności od pory roku.

Pani Krystyna najbardziej lubi hibiskus o dużych, kolorowych kwiatach. Na działce rosną cztery krzewy tej rośliny. Z kolei o hiacyntach mówi, że ich „zapach narkotyzuje”. Wzdłuż płotu rośnie glicynia ze zwisającymi, białymi kwiatami.

Jednak urok tego położonego na Wyspie Puckiej miejsca budują też stworzone przez pana Jerzego „konstrukcje". Wchodząc na teren działki, przechodzimy przez drewnianą pergolę – oczywiście porastają ją kwiaty. Zaraz obok niewielka altanka, naprzeciwko studnia, latarnie, które stanowią jednocześnie estetyczne zabudowanie sanitariatów, i oczywiście domek. Ten już istniał, kiedy Baniewiczowie odziedziczyli działkę, ale swój obecny wygląd – nieco rustykalny – zawdzięcza pomysłom i inwencji obecnych właścicieli.

Przygotowanie działki do stworzenia ogrodu wymagało inwencji i pracy.

– Działkę mamy 25 lat, od 2001 roku. W spadku po ojcu po prostu wzięliśmy działeczkę. Starą, zaniedbaną, jak to było za komuny – brzydką działkę – wyjaśnia pani Krystyna. – Ale ja zobaczyłam potencjał w tej działce. Pomyślałam sobie: ja tutaj sobie zrobię letnie gniazdo. I tak rzeczywiście zaczęliśmy od ciężkiej pracy, od sprzątania, od zmieniania całego wystroju, wszystkiego. Wielkie szklarnie – po co nam te szklarnie? Puste zresztą były. Trzeba było to szkło zlikwidować. Tego szkła była wielka ilość. Mąż mówi: "Co my z tym zrobimy?". Ale przyszło mu do głowy, bo przecież mój mąż jest pomysłowy, żeby je wykorzystać. Tutaj były takie wąskie alejki, kamyczki poukładane, paskudne. Ja mówię: "Musimy mieć tutaj ładne dojście". I całe to szkło zostało zbite do wanny, która tu też stała, i potem zużyliśmy je w alejce. Alejka jest z betonu i szkła, taka umocniona, fajna. Tak że pozbyliśmy się tego kłopotu, bo tyle szkła – przecież coś z tym trzeba zrobić, na śmietnik tego nie wyrzucisz. I tak się wszystko po kolei zaczęło od alejki. Potem te miejsca trzeba było zagospodarować. Przekopaliśmy, posadziliśmy trawę. Myśmy nigdy wcześniej nie mieli działki, więc pomysłów takich od razu nie było. Wszystko powstawało po kolei.

To miejsce tworzone z precyzją, świadomie, dopracowane w każdym szczególe. Rabaty są starannie wydzielone, kwiaty rosną według ustalonego porządku. Ale jest to także ogród bardzo osobisty, tworzony z pasją i oddaniem. Nasadzenia są intensywne, ale nie ma w tym chaosu czy przypadku. Kolory, choć jest ich dużo, nie tworzą wrażenia nadmiaru czy przesady. Wszystkie elementy – altanki, elementy małej architektury, domek i przede wszystkim rośliny – tworzą spójną całość.

Pani Krystyna i pan Jerzy w ciepłe miesiące spędzają na działce całe dnie. Towarzyszą im trzy koty, niegdyś dzikie, dziś całkowicie oswojone. Zimą państwo Baniewiczowie zabierają je do siebie do domu. Mika, Zula i Rosa – to ich imiona. Zula i Mika to siostry, dość nieufne wobec obcych, Rosa jest bardziej towarzyska. Wolne chwile spędza w łazience, odpoczywając w kartonie. Siostry z kolei są dzikie, agresywne, potrafią atakować psy. Trudno w to uwierzyć, ponieważ wszystkie są dla mnie bardzo miłe, dopraszają się o głaskanie.

Na działce pojawiają się motyle, jeż czy szop pracz.

– Pewnego wieczoru zobaczyłem, że na stole siedzi jakieś zwierzę. Myślałem na początku, że to kot, ale gdy zapaliłem światło, zobaczyłem szopa. Wyjadał winogrona, które zostały na stole – opowiada pan Jerzy.

Niestety, pojawiają się też szkodniki, na przykład ćma bukszpanowa. Państwo Baniewiczowie wymyślili specjalne pułapki na te owady – na działce mają takie dwie, w jednej znajduje się co najmniej trzysta owadów. Dzięki tej metodzie szkody wyrządzone przez ćmy są znacznie mniejsze.

Działka to ważne miejsce dla państwa Baniewiczów.

– Ja lubię kwiaty. Po prostu otoczyłam się kwiatami. To jest nasz ogród – podkreśla pani Krystyna.©℗

***

 Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.

Tekst i fot.  Agata JANKOWSKA

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA