– Lubię pracować, kocham mieć kwiaty i być w kwiatach. Wieczorem sobie siadam, wszystkie lampy się pozapalają i ja tym żyję – mówi pani Honorata Lasota, mieszkanka Kijewa i prowadzi do przydomowego ogródka, do którego można zejść po schodach prosto z balkonu lub przez obsadzoną różami furtkę od strony podwórza.
Na kilkunastu metrach kwadratowych panuje sielska atmosfera, jest kolorowo. Na klombach kwitnie zadbana roślinność. Motyle i pszczoły zaglądają do kielichów kwiatów, a z uwagi na zachodnią ekspozycję promienie słoneczne do późnego wieczora penetrują każdy fragment przestrzeni. Bogactwo gatunków i cisza panująca wokół zdają się sugerować, że znajdujemy się w podmiejskim domu lub szeregowcu, nie w bloku na jednym z osiedli Prawobrzeża.
– Wprowadziliśmy się tu w 2004 r. – mówi pani Honorata. – Jeszcze wtedy nie było ogródków, teren był całkowicie niezagospodarowany. Nie mogłam na to patrzeć. Poprosiłam męża, żeby mi zrobił schody i zaczęłam wyrywać chwasty, kamienie usuwać. Mąż był taki kochany, że kosił też ludziom pod oknami, nie tylko przy naszym mieszkaniu. Potem wystosowaliśmy pismo do spółdzielni. Pozwolili nam zrobić ogródki, ale za wszystko sami musieliśmy zapłacić. Pociągnęliśmy też wodę. Jak sąsiedzi zobaczyli, że można – to każdy był chętny, żeby działeczkę wziąć – śmieje się pani Lasota. – Najpierw róże posadziłam na kijach, a potem stopniowo resztę. Co roku coś zmieniam, bo ja mam wizję – radośnie tłumaczy seniorka.
Na balkonie rosną różne gatunki pelargonii – w kolorze morelowym i nieco ciemniejszych odcieniach różu. Tuż przy schodach pnie się do góry na kratce róża – biała oraz różowa. – delikatne kwiatki – mówi pani Honorata. Obok kuszą zapachem pomarańczowe, fioletowe i czerwone cynie kołyszące się na smukłych łodygach. Jest też dziwaczek z białymi trąbkami, które otwierają się wieczorem, kusząc aromatem. Na obrzeżach rośnie różanecznik w kolorze biskupim, róże, cynie, gradiole, jeżówka. Marcinek zaraz będzie kwitł. - Ale go przesadzę, bo mi zagaja – uprzedza pani Lasota.
Są również floksy, i tuje przycięte w kule, a między nimi różne gatunki kwiatów. Większość kompozycji tworzą gatunki wieloletnie.
– Na przykład tutaj – pani Honorata wskazuje gazon w kształcie serca – po sezonie ścinam to co przekwitło, a potem wiosną wyrastają tulipany, drobniutkie niezapominajki... Ciężko mi się schylać – przyznaje. Dekoracje uzupełniają jednoroczne kwiaty w donicach.

Energiczna seniorka opowiada, że od dziecka przywykła do pracy.
– Ojciec był sołtysem w Płoni, w polu wszyscy robiliśmy. Miałam 13-14 lat, grzyby zbierałam, jechałam rowerem do Kijewa na przystanek i autobusem na Turzyn razem ze starszymi paniami, żeby sprzedać, zarobić, trumiaczki [zamszowe tenisówki – przyp. MK] sobie kupić albo spodnie rybaczki. A że były za ciasne – nie szkodzi! Gumkę przeciągnęłam i byłam zadowolona – śmieje się pani Lasota. – W domu było nas 5 sióstr, ja obiady gotowałam, mówiłam reszcie rodzeństwa co ma robić. I słuchały dziewczyny. Taka byłam rządzicielka! – wspomina. – Z mężem mieszkaliśmy najpierw w Podjuchach, mieliśmy tam działkę przy rynku. Uprawialiśmy pomidory, ogórki, paprykę. Tu wszystko można robić w ogródku, zabraniają tylko sadzić warzywa – tłumaczy.
Mimo ukończonych 77 lat pani Honorata wciąż żyje aktywnie. – Byłam założycielką i wieloletnią prezeską Klubu Kwadransowych Grubasów Prawobrzeże. Mam w sobie rządzenie – przyznaje ze śmiechem. Teraz decyduje co zrobić w przydomowym ogródku, a przyjaciel Jan pomaga plany wcielać w życie: kosi, przycina, wozi na zakupy.
Pani Honorata chętnie spędza czas w swoim ogródku. Cieszy się, jak słyszy słowa pochwały od przechodniów czy pracowników Spółdzielni Mieszkaniowej Płonia, do której należy blok.
– Wszyscy powtarzają: jak tu pięknie! Ale zwracają uwagę też, że pracy dużo. A ja tłumaczę: nic nie ma bez pracy – opowiada mieszkanka Kijewa. Już wcześniej namawiano ją, aby zgłosiła się do konkursu „Kuriera Szczecińskiego”: nie ma ładniejszego ogródka na osiedlu, przekonywali. – Nie lubię się wychylać, zawsze uważam, że są lepsi. Po starodawnemu robię, młodzi pewnie inaczej. Pelargonie sadzę, a zawsze mi się kojarzyło, że pelargonie to mają starsze panie – śmieje się pani Lasota.
Ale, oczywiście, jest ciekawa jak zostanie oceniona jej aranżacja. – Rano przychodzi do mnie na kawkę siostra, potem idę na przegląd do ogródka, patrzę, co potrzeba, sprawdzam, czy gdzieś nie jest za sucho. Pielę, obrywam. Wieczorem siedzimy sobie z Janem na bujawce, kolorowe lampki się palą, kwiaty pachną. Fajnie jest, naprawdę fajnie – wzdycha szczęśliwa pani Honorata.©℗
* * *
Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.
Monika KOŁACZ
