„Jaką ja jestem szczęśliwą kobietą, że żyję w ogrodzie z książkami, dziećmi, ptakami i kwiatami i w takim spokoju, żeby się tym wszystkim rozkoszować!” – zanotowała prawie 130 lat temu angielska pisarka, Elizabeth von Arnim*, mieszkająca w podszczecińskich Rzędzinach. To samo mogłaby powtórzyć dzisiaj pani Agata Sałyga, która w spokojnym zakątku Pogodna stworzyła swój mały raj.
Zielona oaza mieści się przy ul. Reymonta, zaprojektowanej przed wojną według spójnej, nowoczesnej – na owe czasy – wizji urbanistycznej. Na tyłach kilkurodzinnych budynków znajdują się ogródki, których istnienia ktoś niewtajemniczony, mijający kamienicę od frontu, nawet się nie spodziewa.
– Koncepcja na zagospodarowanie przestrzeni zmienia mi się co kilka lat – tłumaczy pani Agata. – Kiedy sprowadzałam się do tego mieszkania ok. 30 lat temu miałam inne priorytety, niż teraz. Na początku była więc trawa, wierzba płacząca i basenik dla dziecka. To wszystko. Potem pośrodku stanął platan, a wkoło niego posadziłam róże kaskadowe. Był stoliczek, lustro. Przepięknie to wyglądało! Romantycznie, prowansalsko. Rosły przetaczniki, szałwia – wspomnienie wywołuje uśmiech na twarzy właścicielki ogródka. – Niestety, okazało się, że mam uczulenie na platany. Teraz, na stare lata wymyśliłam sobie, że chciałabym mieć drzewa bez liści – dla wygody, ale wyszło, że jest więcej liści, niż było wcześniej – śmieje się energiczna pięćdziesięciokilkulatka. Obecnie ogród pani Agaty przypomina łąkę. Spośród barw dominuje biel, róż oraz fiolet. Rośliny rosną bujnie, przestrzeń podzielona jest na strefy.

– Kupuję to, co mi się podoba. Posadziłam nawet chrzan, ze względu na piękne, duże liście. Nie potrafię powiedzieć, ile mam sadzonek w ogrodzie, bo ciągle przesadzam, zmieniam… Nieraz zapomnę, co posadziłam. Uwielbiam to! – mówi pani Sałyga. – Wolę kupić roślinę, niż coś do ubrania. Pracuję przy ul. Łukasińskiego i wracając do domu, codziennie zaglądam do Rajskiego Ogrodu. Nawet na spacery chodzę w tamtym kierunku. Ludzie mogą myśleć, że jestem tam zatrudniona – śmieje się pani Agata. – Zawsze coś przytargam – dodaje z filuterną miną.
Przydomowy ogródek jest przedłużeniem mieszkania – utrzymany w podobnym stylu swobodnej elegancji zachęca do odwiedzin, budzi odczucia beztroski i relaksu. Na rabatach rosną hortensje, lilie, floksy, liatry, trawy, czosnki, ostróżki, cynie, szałwie… Ogrodzenie oplatają zwoje clematisów. Drzewa o koronach uformowanych w parasolki tworzą naturalną ochronę przed upałem. Na tyłach założenia znajduje się kącik, gdzie można wypocząć, spotkać się z przyjaciółmi i wspólnie zjeść posiłek. Dekorację całości dopełnia dobrana kolorystycznie ceramika oraz nastrojowe oświetlenie.
– Sypialnię mam od strony wschodniej, rano budzi mnie słońce. Ptaki śpiewają, jest cisza. Wstaję i wyglądam przez okno na ogród. Biorę kawę, wychodzę na zewnątrz, chcę usiąść pośród zieleni, ale nie mogę, bo zawsze znajduję sobie coś do roboty – śmieje się pani Agata. – Zawodowo zajmuję się kosmetologią, ale nie wyobrażam sobie „grzebać” w ziemi w rękawiczkach. Muszę wszystko czuć palcami, skórą. Podobnie z podlewaniem – mimo systemu nawadniającego poprowadzonego między roślinami wolę używać szlaucha – tłumaczy.
Między płatki kwiatów nurkują owady zapylające, białe motylki unoszą się bezszelestnie nad wielobarwną przestrzenią. Po trawie spaceruje kos.
Lubię obserwować, jak ptaki kąpią się w kałużach wody, która zbiera się na zadaszeniu. Nawet jeśli coś zniszczą, przebiją poszycie – to trudno – mówi pani Sałyga. Panuje błogi spokój. – Ale to nietypowe – śmieje się pani Agata. – U nas jest jak na wsi. Córka z wnukami mieszka naprzeciwko. W ciągu dnia dzieci biegają między domami: wspinają się na drzewo rosnące na podwórzu, robią sobie bazę, biegają, wiszą na płocie – opowiada z uśmiechem na ustach.
Do udziału w konkursie twórczynię kwietnej łąki namówiły sąsiadki – Ania i Kasia. Panie codziennie się spotykają, rozmawiają, żartują.
Powiedziały: tak ładnie u ciebie, zgłoś się! Pierwszy raz startowałam wiele lat temu, dostałam wtedy wyróżnienie – mówi pani Agata. Ogrodniczka z Pogodna nie traci zapału. Zdjęcia urokliwych widoków swojego królestwa udostępnia w mediach społecznościowych. Pięknie potrafi też opowiadać o roślinach: – Szałwia fioletem wylewa rzekę kwiatów, wabiąc pszczoły… Wieczorami niesie się zapach lilii, róż, floksów… Nie wyobrażam sobie mieszkać bez ogródka. Marzy mi się staw z rybkami i fontanna w kształcie baletnicy, ale każdego roku mam szał na coś innego, nie wiem, co jeszcze wymyślę – dodaje.
Monika KOŁACZ
* Cytat pochodzi z: Elizabeth von Arnim, Elizabeth i jej ogród, Wydawnictwo MG, 2011 r., tłumaczenie Elżbieta Bruska i Berenika Lemańczyk
* * *
Honorowym patronem konkursu jest Prezydent Szczecina, a partnerami: Miasto Szczecin, Szczecińska Agencja Artystyczna, Rajski Ogród, Fabryka Zieleni i Polski Związek Działkowców Okręg w Szczecinie.
