Ten ogród – bo słowo „ogródek” nie oddaje w pełni rozmiarów tego miejsca – powstał w 2017 roku. Znajduje się w oficynie kamienicy przy Alei Piastów 67, a opiekuje się nim pani Alina Madejewska. Właściwie przydomowy, kamieniczny ogród to jej pomysł, inicjatywa i efekt całkowitego zaangażowania. Z szarej, nieprzyjaznej oficyny zrobiła miejsce, w którym chce się spędzać czas w towarzystwie sąsiadów.
Rosną tu m.in. begonie, żurawki, hortensje, iglaki, rośliny o ozdobnych liściach, wiszące petunie i wiele innych. Wcześniej, zanim powstał ten ogród, w tym miejscu straszył stary garaż i beton.
– Ten garaż się rozwalił, więc go rozebrano. W podwórzu zostawiono nam podczas porządkowania miejsce na ogródek. Były tu posadzone tuje, ale pomarzły. Okazało się, że tuja musi mieć głębszą ziemię, a tutaj jest jej tylko na mały szpadel. Z tych wszystkich posadzonych tui została tylko jedna – opowiada pani Alina.
Obecny, bujny, pełen kwiatów ogród powstawał metodą prób i błędów. To także efekt nieustannej pracy, zmian i kreatywnych rozwiązań.
– Zaczęłam ustawiać doniczki. Było ich coraz więcej i więcej. Nasadziłam kwiatów, żeby było jak najładniej, żeby można było tutaj wejść i było na co popatrzeć. Wcześniej było szaroburo, wszystko takie samo, brzydkie. Teraz każdy, kto wchodzi na nasze podwórko, podziwia je. Ludzie robią zdjęcia i dziwią się, że można coś takiego zrobić na podwórku – tłumaczy kobieta. – Cały czas coś zmieniam. Na początku sadziłam na przykład niecierpki, bo u nas właściwie nie ma słońca, jest sam cień. Wyszukiwałam więc rośliny cieniolubne, bo wcześniej nie wiedziałam, które lubią cień, a które słońce.

To ważne, aby zaznaczyć, że pani Alina wybiera właśnie rośliny cieniolubne, ponieważ w oficynie przy Alei Piastów nie ma zbyt wiele słońca. Kwiaty, które potrzebują go w dużych dawkach, po prostu by nie przetrwały.
– Mam również różne rośliny zwisające, koleusy, dichondrę. Próbowałam też z funkiami, bo wyczytałam, że lubią cień. Z kolei o koleusach czytałam, że lubią słońce, a jednak u nas pięknie się trzymają i rosną. Komarzyce i paprocie także dobrze sobie radzą w cieniu. Niektóre rośliny zaczęły się nawet same wysiewać. Te, które wyrosły same, są czasem ładniejsze niż te sadzone przeze mnie. Są też hortensje, bo one również dobrze sobie radzą w cieniu. Wyszukiwałam informacje i metodą prób i błędów dobierałam wszystko tak, żeby tutaj rosło – wyjaśnia pani Alina.
Przeszkodą w prowadzeniu ogrodu bywają szkodniki.
– Okazało się, że niecierpki zjada opuchlak. Dosłownie w każdej donicy mieliśmy pełno tych robaków. Początkowo nie wiedziałam, co to jest. Dopiero w internecie znalazłam informację, że to opuchlak. Zaczęłam więc znowu szukać, tym razem roślin, których opuchlak nie zjada. Okazało się, że sprawdzają się begonie. Wiosną sadzę też bratki – mówi.
Roślin, które pani Alina zasadziła w podwórku przy Al. Piastów, jest mnóstwo. Praca włożona w przygotowanie tego ogrodu przyniosła fantastyczny efekt. Lokatorzy mają tutaj miejsce do spotkań, sąsiedzkich rozmów, pogaduszek… Wszystko w otoczeniu kwiatów i ozdób, bo warto zauważyć, że ogród urozmaicają także takie elementy jak meble czy dekoracje. Wiele z nich pani Alina adaptuje w ramach recyklingu. Ktoś wyrzucił stolik czy skrzynki? Przydadzą się w ogrodzie jako miejsce dla doniczek z kwiatami.
Praca w ogrodzie jest, jak przyznaje pani Alina, czasochłonna, ale sprawia jej ogromną radość.
– To jest pracochłonne, ale ja bardzo to lubię. Kocham to wszystko. Mam działkę i ona też nie jest rekreacyjna, tylko uprawna, można powiedzieć – rolna. Naprawdę bardzo lubię przy tym robić. Na działce pracuję w tygodniu, a podwórku najwięcej czasu poświęcam w niedzielę. Wtedy robię wszystkie porządki, usuwam to, co przekwitło, sprzątam, podlewam – opowiada pani Alina.
Najciekawsze w tym miejscu jest to, że mieszkanka w pełni oswoiła przestrzeń, która wydawała się ponura i nieprzyjazna. Nawet stojąca pośrodku oficyny wiata śmietnikowa obłożona jest kwiatami. Ten kontrast z otoczeniem jest fascynujący.
Pani Alina przyznaje, że jej ogród jest ważną częścią okolicy.
– Sąsiedzi chyba już się przyzwyczaili, bo mamy ten ogródek tyle czasu, że dla nich to już jest coś oczywistego. Jakby po prostu musiał tutaj być – podsumowuje. ©℗
Agata JANKOWSKA
