Dziś piątek trzynastego kojarzy się głównie z pechem, czarne koty mają złą prasę, kominiarze są na wagę złota, a wszystkie niepowodzenia mają jednego winnego. Mało kto wie, że ów „pechowy” piątek bardziej niż z magią związany jest z polityką i to nie byle jaką, bo średniowieczną, prosto z Francji.
W XIV wieku nikt nie mówił jeszcze o pechowych datach ani złych omenach zapisanych w kalendarzu. Był za to 13 października 1307 roku, piątek, kiedy król Francji Filip IV Piękny uruchomił jedną z najlepiej skoordynowanych akcji politycznych średniowiecznej Europy. O świcie, jednocześnie w całym kraju, rozpoczęły się aresztowania templariuszy. Zakon był wówczas potęgą. Dysponował pieniędzmi, siecią posiadłości i własnym zapleczem finansowym. Dla monarchy zadłużonego po uszy był nie tyle reliktem krucjat, ile realnym zagrożeniem. Oficjalnie zarzucano templariuszom herezję, bluźnierstwo i niemoralne praktyki. Nieoficjalnie chodziło o wpływy i majątek. Procesy, tortury i egzekucje zrobiły resztę. Kilka lat później papież Klemens V rozwiązał zakon, kończąc jego oficjalne istnienie.
Od historii do przesądu
Przez kolejne stulecia wydarzenia z 1307 roku funkcjonowały głównie w kronikach i opracowaniach historycznych. Piątek i liczba trzynaście nie tworzyły jeszcze złowrogiego duetu. To zmieniło się dopiero znacznie później, gdy europejska kultura zaczęła porządkować świat za pomocą symboli, znaków i uproszczeń. XIX wiek przyniósł literaturę popularną, a XX dołożył kino i masową wyobraźnię. Historyczna data została oderwana od kontekstu politycznego i przekształcona w uniwersalny znak pecha. Brutalna rozprawa z templariuszami stała się jednym z elementów większej układanki, w której piątek trzynastego zaczął żyć własnym życiem, już bez królów, papieży i realnej historii.
Zakon, który nie chciał zniknąć
Choć templariusze przestali istnieć jako organizacja, szybko zaczęli funkcjonować jako legenda. Tajemniczy, bogaci, otoczeni niedopowiedzeniami, idealnie wpisali się w potrzeby kolejnych epok. Brak dokumentów, niedokończone wątki i gwałtowny koniec zakonu sprawiły, że przez wieki obrastali kolejnymi mitami. Święty Graal, ukryte skarby, tajne rytuały i spiski na najwyższych szczeblach władzy do dziś działają na wyobraźnię. Historia templariuszy stała się wdzięcznym materiałem dla pisarzy, filmowców i autorów teorii, które z faktami mają często luźny związek, ale z emocjami odbiorców już znacznie większy.
Lokalna historia w cieniu wielkiej legendy
Tymczasem templariusze pozostawili po sobie także bardzo konkretne ślady, również na Pomorzu Zachodnim. Jednym z najcenniejszych jest kaplica w Rurce pod Chojną, powstała w XIII wieku, w okresie największego rozkwitu zakonu. To autentyczny obiekt związany z działalnością templariuszy, a nie późniejsza interpretacja czy romantyczna rekonstrukcja. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie tu komandorii oraz cmentarza użytkowanego przez zakonników i ich następców przez kilka stuleci. Rurka pozostaje jednym z najlepiej zachowanych i jednocześnie najmniej znanych świadectw obecności templariuszy w regionie. Właśnie takie miejsca przypominają, że za legendą piątku trzynastego i aurą tajemnicy stoją realne wydarzenia, konkretni ludzie i decyzje polityczne, których skutki odczuwamy w kulturze do dziś. I że historia, nawet ta najbardziej „pechowa”, zaczyna się zwykle bardzo przyziemnie. ©℗
(km)