Kariera Nikodema Dyzmy w reżyserii Jana Rybkowskiego, serial telewizyjny z roku 1980 według powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (1931), to już - podobnie jak książka - klasyka, a rola Romana Wilhelmiego, który grał w nim rolę tytułową, zapisała się nie tylko w dorobku aktora, a i w historii polskiego kina.
Nic dziwnego, że Andrzej Mielcarek, dyrektor Bałtyckiego Teatru Dramatycznego, w swoim krótkim wystąpieniu, wygłoszonym ze sceny przed premierą teatralnej tym razem adaptacji tej powieści, odniósł się do owego filmu i wybitnej roli - z jednej strony wyrażając nadzieję, że przedstawienie sprosta ich legendzie, z drugiej zaś, że grający Dyzmę Wojciech Rogowski pokaże swojego bohatera nie mniej ciekawie, a przy tym inaczej niż Wilhelmi.
Słowa dyrektora można by uznać nie tylko za naturalne nawiązanie do osiągnięć kina w tej mierze, ale też - co skądiąd zrozumiałe - za swojego rodzaju asekurację, na wypadek, gdyby ktoś chciał film i spektakl porównać.
Przyznaję, że i ja miałem obawy związane z tymi tak narzucającymi się porównaniami. Ale i nadzieję, że serial
...