Poszła na cmentarz jak do parku. Oglądając zachód słońca, na ławce się zasiedziała. Gdy w końcu dotarła do jednej z cmentarnych bram - od ul. Mieszka I - zastała na niej… łańcuch zamknięty na kłódkę.
Pani Krystyna (dane do wiadomości redakcji) jest seniorką, która regularnie odwiedza Cmentarz Centralny.
- Chodzę do niego jak do parku, od dekad. Bo to przecież „park umarłych" z fantastycznymi ścieżkami: dendrologiczną i historyczną, jeden z „cudów" National Geographic. Spaceruję, odwiedzam dawnych przyjaciół i bliskich, odpoczywam od zgiełku miasta - opowiada nasza Czytelniczka. - Bywam na Cmentarzu Centralnym o każdej porze roku, a gdy pogoda sprzyja nawet 2-3 razy w tygodniu. Ostatnio był tak piękny zachód słońca, że z przyjemnością go podziwiałam w ciszy, właśnie na terenie nekropolii, siedząc na jednej z ławek.
Gdy słońce już zaszło, chciała z cmentarza wyjść - jak na jego teren weszła - jedną z bramek od ul. Mieszka I.
- Fakt, zasiedziałam się. Jednak przez myśl mi nie przeszło, że zastanę bramę zamkniętą łańcuchem - wspomina. - Żadnej informacji, gdzie w razie takiej
...