Na nagraniu z fotopułapki widać, jak wielki kot swobodnie przechodzi leśnym duktem. W rejonie Strachomina, skąd pochodzi nagranie, Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze od lat prowadzi projekt reintrodukcji rysia euroazjatyckiego. Ale kot z nagrania jest przynajmniej dwa razy większy i nie ma charakterystycznych pędzelków na uszach, jakie cechują największego z kotowatych żyjących w Polsce. Postawą i muskulaturą najbardziej przypomina pumę. „Istnieje potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców” – w komunikacie przestrzega Gmina Będzino.
Fotopułapka leśników ze Strachomina (Nadleśnictwo Gościno) uchwyciła nocny obraz wielkiego kota jeszcze we wrześniu ub. roku. Potem był widywany kilkakrotnie przez mieszkańców okolicznych wsi – od Gąskowa po Wierzchomino (gm. Będzino). Jednemu śmignął tuż przed autem, gdy innych spotkania „trzeciego stopnia” odbywały się na leśnych drogach.
Jest, a jakby (jej) nie było
– Wielki dziki egzotyczny kot, którego tu być nie powinno – relacjonuje Renata Łuczak, sołtyska wsi Strachomino. – Był widywany na okolicznych polach. Świadkowie twierdzili, że szedł niespiesznie, swobodnym krokiem. Przebiegł tuż przy jednym z pracowników leśnych z Rusowa. Nawet mnie przed autem też coś przemknęło, ale to był ułamek sekundy: kot czy dzik, trudno stwierdzić. Ludzie o tych spotkaniach nie chcą opowiadać, bo inni robią z nich wariatów, jakby zobaczyli w lesie żyrafę. Jednak w relacjach wszyscy są zgodni: wielki kot nigdy nie podchodził do zabudowań. Nikt też nie zgłaszał szkód, choć krowy na polach były trzymane nawet do grudnia. Wielki kot wyraźnie unikał kontaktu z ludźmi. Faktem jest jednak, że nasz las zrobił się pusty: zwierzynę wymiotło jak po halnym.
Sygnały o wielkim kocie nie ustały wraz z nowym rokiem. Ostatni – zdjęcia niezidentyfikowanych leśnych tropów wielkiego kota w śniegu, w jakich posiadaniu jest Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinku – jest z minionego wtorku (3 lutego).
– Oglądaliśmy zdjęcia z fotopułapki. To na pewno nie ryś. Kot z nagrania jest dwa razy większy, nie ma szpiczastych uszu zakończonych charakterystycznymi pędzelkami, ani krótkiego sterczącego ogona – tylko długi, położony jakby na przyczajce. Na podstawie nagrania uznaliśmy, że to raczej samica, której wagę szacowaliśmy na ponad 50 kg, a długość ciała na około 1,2 m, może trochę więcej – relacjonuje Maciej Wiórek, rzecznik prasowy RDLP Szczecinku. – Najbardziej przypomina pumę. Poza tym gepard nie przetrwałby w naszych lasach mroźnej zimy. Wilki zrobiłyby z nim porządek. Może ktoś trzymał trzymał to zwierzę nielegalnie, a ono uciekło? Gdy w okolicy pojawiają się uciekinierzy z legalnych hodowli, natychmiast jesteśmy powiadamiani. Jak w przypadku alpak. Ale pomysłowość ludzka nie zna granic. Znajdowaliśmy porzucone w lasach egzotyczne węże, żółwie, żaby, więc… Z ostrożnością oceniamy, że prawdopodobnie chodzi o zwierzę z nielegalnej hodowli.
Komunikat o potencjalnym zagrożeniu dla mieszkańców
Sygnały o wielkim kocie, pojawiającym się na terenie Nadleśnictwa Gościno, były na tyle niepokojęce, że skłoniły nadleśniczego gościneckiego Bartłomieja Troczyńskiego do zwrócenia się do podległych leśniczych i podleśniczych o raportowanie dostrzeżonych tropów wielkiego kota. Takich obserwacji jednak nie było. Choć właśnie na śnieg ujawnienie tego rodzaju śladów oraz ich udokumentowanie byłoby najłatwiejsze i najbardziej oczywiste.
Jednak relacje naocznych świadków skłoniły wójt Gminy Będzino – Sylwię Halamę do wydania (29 stycznia) specjalnego komunikatu, ostrzegającego przed dzikim kotem. Czytamy w nim: „W związku z potwierdzonym zgłoszeniem dotyczącym występowania dzikiego kota (pumy/geparda) na terenie kompleksu leśnego w miejscowości Strachomino w stronę Wierzchomina, włącznie z obszarem chronionym NATURA 2000 – Warnie Bagno informujemy, że istnieje potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców. W związku z powyższym apeluje się o: powstrzymanie się od wchodzenia do lasu do odwołania, zachowanie szczególnej ostrożności w rejonach przyległych do terenów leśnych, niewypuszczanie zwierząt domowych i gospodarskich bez nadzoru, niezbliżanie się do zwierzęcia w przypadku jego zauważenia, niepodejmowanie prób fotografowania lub płoszenia zwierzęcia”.
Gmina zapewniała mieszkańców: „Sytuacja jest monitorowana przez odpowiednie służby”. I wskazywała: „Wszelkie informacje dotyczące miejsca przebywania zwierzęcia należy niezwłocznie zgłaszać pod numer alarmowy 112 lub do właściwego Nadleśnictwa. Prosimy o bezwzględne stosowanie się do niniejszego komunikatu”.
– Żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa mieszkańców nie możemy bagatelizować. To ostrzeżenie, zalecenie, prośba, a nie zakaz wstępu do lasu – komentuje Anna Pietkowska, wicewójt gminy Będzino.
Monitoring leśników – także przy pomocy dronów – nie wykazał obecności wielkiego kota na obszarze podległym Nadleśnictwu Gościno.
– Jednak nie dysponujemy kamerą termowizyjną, jak Ochotnicza Straż Pożarna Dobrzyce – zwraca uwagę Maciej Wiórek z RDLP w Szczecinku. – W minioną sobotę (31 stycznia) prowadziliśmy więc wspólne działania. Gdyby wówczas jakiekolwiek duże zwierzę było w monitorowanym kompleksie leśnym, to termowizja natychmiast by je zlokalizowała. Ale nie wykazała nic.
Rzecz w tym – jak zwraca uwagę zarówno sołtyska Strachomina, jak i wicewójt Będzina – że dokładnie tego dnia wielki kot miał się pojawić w bliskości zabudowań wsi Smolne. „Widziałem ją na własne oczy z około 20 m. Jest to czarna puma, więc nasza zima nie jest groźna dla niej. Przyjechała straż i policja. Widzieli jej ślady na śniegu” – na jednym z portali społecznościowych napisał właściciel gospodarstwa – Jurek L., na którego teren miało wejść zwierzę. Czego jednak nie potwierdził w bezpośredniej rozmowie z „Kurierem Szczecińskim”. Jednak m.in. właśnie ten sygnał, przekazany do gminy, stał się jednym z punktów posiedzenia gminnego zespołu zarządzania kryzysowego w czwartek (5 lutego).
Zespół kryzysowy a medialna sława
– Uczestniczyli w posiedzeniu przedstawiciele policji, nadleśnictwa, OSP oraz Polskiego Związku Łowieckiego. Jesteśmy ostrożni w ocenie, o jakiego dzikiego kota chodzi. Choć najczęściej pojawia się określenie puma. Potwierdzony sygnał ze wsi Smolne mówi o tym, że zwierzę podeszło bliżej posesji. Dlatego nie odwołujemy komunikatu ostrzegającego o potencjalnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa mieszkańców. I zalecamy zachowanie szczególnej ostrożności w rejonach przyległych do terenów leśnych – stwierdza Anna Pietkowska, wicewójt Będzina. – Na posiedzeniu zespołu ustaliliśmy, że nadal będzie kontynuowany monitoring kompleksu leśnego w miejscowości Strachomino w stronę Wierzchomina, włącznie z obszarem chronionym NATURA 2000 – Warnie Bagno, do czego zobowiązali się leśnicy oraz związek łowiecki. W sprawie dalszych kroków będziemy prosili o wsparcie wojewody oraz starostwa koszalińskiego. Jedną z rozważanych opcji jest odłowienie dzikiego kota.
Wieść o pumie grasującej w podszczecineckich lasach zelektryzowała nie tylko okolicznych mieszkańców. Za sprawą mediów, w tym ogólnopolskich, o wsi Strachomino oraz gminie Będzino zrobiło się głośno w całym kraju, co komentował m.in. Robert Maślak, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody i zespołu ds. reformy łowiectwa w Ministerstwie Środowiska.
– Jestem bardzo sceptyczny do doniesień o dużym kotowatym na Pomorzu Zachodnim, choć oczywiście wykluczyć tego na pewno nie można – stwierdził. – Zdjęcia i filmy znam od końca grudnia. Trzeba pamiętać, że kamera termowizyjna zniekształca i rozmywa obraz, zwłaszcza oddalony. W mediach pisze się o gepardzie lub pumie. Puma w naturze żyje także w regionach chłodniejszych niż Polska, np. w Kanadzie czy Patagonii. Jest gatunkiem bardzo plastycznym, żyjącym zarówno w gęstych lasach, jak i na terenach otwartych. Jest też odważniejsza w relacjach z człowiekiem. W naturze ataki na ludzi zdarzają się skrajnie rzadko (około 120 przypadków w ciągu 100 lat w USA), ale są możliwe – zwłaszcza gdy człowiek ucieka, co wyzwala instynkt pogoni. Zaszczuta puma będzie się bronić i realnie może być bardzo niebezpieczna. Jako potencjalny uciekinier wymieniany jest też lampart – „czarna pantera”. To zwierzę potencjalnie bardzo niebezpieczne. W naturze zdarza się, że lamparty żyją blisko człowieka, polując na psy i zwierzęta gospodarskie. Są mniej przewidywalne niż pumy czy gepardy. Jednak populacje w niewoli pochodzą zazwyczaj od przodków z ciepłego klimatu, więc i lampartowi byłoby w polskiej zimie bardzo ciężko. Musimy pamiętać, że nie mówimy o dzikim zwierzęciu w jego naturalnym środowisku, ale prawdopodobnie o zestresowanym uciekinierze z nielegalnej hodowli. Takie zwierzę może nie czuć naturalnego lęku przed człowiekiem (habituacja), co paradoksalnie zwiększa ryzyko przypadkowego kontaktu. Skoro jednak od jesieni – a już wtedy zaczęto mówić o „wielkim kocie”- do takiego kontaktu nie doszło, to być może wcale nie ma tam żadnego dużego drapieżnika. Potrzebne są lepszej jakości nagrania, ślady łap czy pozostawiona sierść, którą można byłoby poddać badaniom.
Podstawa: zachować spokój
Sygnał o wielkim kocie, pojawiającym się w podszczecineckim rejonie woj. zachodniopomorskiego nie dziwi Pauliny Seweryniak z Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt – Zwierzogród Wielgowo.
– Wiem, że koło Koszalina działa podmiot zajmujący się pośrednictwem w sprzedaży zwierząt egzotycznych, sprowadzanych m.in. z Czech. Oczywiście to działalność nielegalna. Podobnie jak nie można bez zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska przetrzymywać dzikich zwierząt, także egzotycznych. Ich sprowadzanie na teren naszego kraju bez stosownych zezwoleń – certyfikatów i zgód – również jest nielegalne – mówi Paulina Seweryniak ze Zwierzogrodu. – Niestety, wbrew prawu istnieje bardzo łatwa dostępność do tego rodzaju zwierząt, także drapieżników. Na granicy z Czechami nie ma kontroli, jak na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Zwierzęta z listy CITES trafiają stamtąd do naszego kraju w bagażnikach prywatnych samochodów. Puma? Wystarczy 20 tysięcy złotych dla zaspokojenia ludzkiej fanaberii. Zwierzę trafia wtedy w nieodpowiedzialne złe ręce i w złe nieodpowiednie warunki.
Ostatnie ujawnione na śniegu ślady wielkiego kota – z minionego wtorku – nie zostały jeszcze zidentyfikowane, czyli przypisane do określonego gatunku. Wykluczono jedynie psowate. Natomiast w rejonie podszczecineckich lasów przemieszczają się rysie euroazjatyckie, jakich około 60 par – od 2019 r. – zostało reintrodukowanych przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze.
– W przypadku spotkania z wielkim kotem warto zachować spokój. Odwrócić się, powoli odejść. Nie uciekać, co mogłoby w nim pobudzić instynkt łowiecki, by ofiarę dogonić i złapać. Radziłabym – zakładając, że wielki kot rzeczywiście jest w tym rejonie – żeby omijać lasy – radzi Paulina Seweryniak z Wierzogrodu.
Do chwili zamykania tego wydania „Kuriera” nie pojawiły się żadne nowe tropy w sprawie wielkiego kota. „Nikt nie widział nic” – jak przekazano nam w RDLP w Szczecinku. ©℗
Arleta Nalewajko