Z Wiktorią Glorią ORZECHOWSKĄ, zielarką-fitoterapeutką, rozmawia Wioletta MORADASIEWICZ
- Skąd wzięło się u Pani zainteresowanie ziołami i dziko rosnącymi roślinami?
- Jedno z moich pierwszych wspomnień związanych z roślinami pochodzi z czasu, kiedy miałam może cztery albo pięć lat. Pomagałam tacie plewić grządki i zapytałam go, dlaczego właściwie wyrywamy te wszystkie rośliny. Tata odpowiedział: „bo to chwasty". Mnie ta odpowiedź zupełnie nie satysfakcjonowała. Dopytywałam: ale dlaczego te są wysokie i mają białe kwiatki, inne są niziutkie i kwitną na żółto, a jeszcze inne zupełnie inaczej pachną? Tata mówił: nieważne, to chwasty, przeszkadzają roślinom na grządkach i trzeba je wyrwać. Pamiętam do dzisiaj, że było mi ich naprawdę szkoda. Wyrywałam je i segregowałam według wyglądu na oddzielne kupki.
Dzisiaj wiem, że moja dziecięca intuicja miała sporo racji. Nie wyrywałam po prostu „chwastów". Rosła tam gwiazdnica pospolita, żółtlica drobnokwiatowa, podagrycznik, tasznik i wiele innych dzikich roślin. Każda z nich ma swoją nazwę, swoje miejsce w przyrodzie, a wiele z nich
...