Z zewnątrz wręcz sielski obrazek. Piękne przestrzenie, konie, krowy, kolorowe ptaki. Wszystko to na ponad 500 hektarach chronionego obszaru Społecznego Rezerwatu Ptaków Polder Czarnocin. Łąki, bagienne lasy, rozlewiska, kanały, torfowiska. Punkty obserwacyjne i czatownia, z której można oglądać nieświadome podglądaczy ptaki.
Historia tego miejsca, a szczególnie jej przyrodniczej odsłony zaczęła się w latach 90. Ówczesny szef szczecińskiej Federacji Zielonych podczas międzynarodowego, ekologicznego wydarzenia poznał w Bułgarii dwóch Holendrów zajmujących się ochroną natury. To oni wskazali, po przyjeździe do naszego regionu, jaką drogą podążać, by objąć ochroną cenne przyrodniczo tereny w rejonie Zalewu Szczecińskiego i ujścia Odry. I potem pomogli także zdobyć z funduszy unijnych środki na zakup tychże, w tym także obszaru społecznego rezerwatu.
Od tej pory minęły już ponad trzy dekady, sielski obrazek nadal cieszy, bo okolica piękna, widoki urzekają, ptaki śpiewają i ci, którzy przyjeżdżają tu na krótki rekonesans, nie żałują. Ale pod tym sielskim obrazkiem jest sporo mroku. Dziesiątki spraw sądowych, konflikty personalne, pomówienia, skargi, zarzuty, złe emocje i, co martwi chyba najbardziej, dramat zwierząt – wolno żyjących krów i koni. Było ich stanowczo za dużo, miały za mało przestrzeni, brakowało dla nich świeżej karmy. Odporność stada spadała, chów wsobny powodował poważne zmiany genetyczne. Niektóre zwierzęta stawały się agresywne do tego stopnia, że nawet weterynarze obawiali się do nich podejść. I choć od 2022 roku trwa proces redukcji żyjącej tu populacji zwierząt, czyli krów i koni, to do pełnego uzdrowienia sytuacji droga daleka. Zwierząt jest ciągle za dużo. Wymagają dokarmiania, opieki weterynaryjnej, dostępu do wody.
Ale niepokojących sytuacji jest więcej. Jedną z nich jest… 200 ton podkładów kolejowych, które wylądowały na tym terenie w 2014 roku jako materiał do budowy około 10 kilometrów ogrodzenia. A wiadomo było, że jest to odpad niebezpieczny, co zapisano zarówno w polskim, jak i unijnym prawodawstwie. Jest on nasączony silnie toksyczną, rakotwórczą substancją, groźną dla ludzi i dla zwierząt. Te kolejowe podkłady ciągle straszą, a ich likwidacja jest niezwykle kosztowna. Jedyną legalną metodą jest utylizacja. Za jedną tonę trzeba zapłacić 1300 złotych. Ogrodzenie z tej trucizny wykonano. Podkłady wkopywano głęboko w ziemię, a między nimi rozciągnięte zostały druty kolczaste, co też jest niezgodne z przepisami w przypadku zwierząt gospodarskich. Do tej pory zarządzająca obecnie społecznym rezerwatem ekipa wyciągnęła z ziemi podkłady z mniej więcej połowy ogrodzenia. Złożono je na podwyższonym terenie i zabezpieczono od dołu folią. Ale zutylizować ze względu na koszty udało się dotąd tylko część tej trucizny.
Zadziwiającym przypadkiem, który łączy się z tym obszarem, jest także sprawa 35-hektarowej działki, która została zakupiona z funduszy EECONET Action Fund w 2007 roku.
...