Z Krzysztofem PIOTROWSKIM, prezesem holdingu stoczniowego, rozmawia Wojciech SOBECKI
- Uważa Pan, że to właśnie polityka doprowadziła do upadku stoczni i holdingu?
- Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Pierwsze sygnały pojawiły się już w roku 1994, kiedy kupiliśmy poradziecką bazę paliw w Świnoujściu, powołując spółkę Porta-Petrol.
Wówczas minister Jacek Piechota stwierdził, że „weszliśmy do nie swojego koryta". Prawidłowość nabycia bazy paliw próbowano kwestionować wielokrotnie na różnych szczeblach i w różnych instytucjach, ale żadnych znamion niezgodnego z prawem działania nie znaleziono.
W 2001 roku banki inspirowane przez rząd SLD pozbawiły stocznię kredytów. Pomysłodawcy tej decyzji doskonale zdawali sobie sprawę, że w ten sposób doprowadzają firmę do upadku. Zamknięcie finansowania nastąpiło w momencie, kiedy mieliśmy sprzedane dwie jednostki o łącznej wartości 60 mln USD, 17 statków w różnej fazie zaawansowania prac oraz prawomocne kontrakty na kolejne jednostki.
Rozpoczęły się protesty stoczniowców. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że wystąpienia
...