Zjawisko to staje się w Polsce już powszechne. Niedoszkoleni, a do tego przeceniający swoje umiejętności sternicy motorowodni są postrachem wód morskich i śródlądowych. Bo kupić używaną łódkę i doczepić do niej „wypasiony" silnik jest bardzo łatwo. Bogaty jest także rynek skuterów wodnych - idealnego narzędzia do szpanowania na wodzie...
No, ale trzeba mieć jeszcze „plastik" - czyli stosowny patent motorowodny upoważniający do prowadzenia jednostek silnikowych. Tymczasem wystarczy wziąć jakąkolwiek gazetę czy kliknąć w internecie hasło: jednodniowy kurs motorowodny. Przychodzisz rano, a wieczorem jesteś już po egzaminie... państwowym i czekasz tylko na przysłanie ci upragnionego „wodnego prawka".
Nawet AI w internecie podpowiada: „Większość szkół bazuje na systemie: część teoretyczna online (e-learning) przed zajęciami, a następnie praktyka na wodzie i egzamin państwowy podczas jednego spotkania".
Tym, którzy zawodowo związani są z wodą włosy stają na głowie. To dokładnie tak, jakby prawo jazdy na samochód wydawać każdemu chętnemu, który przyjdzie na jedno weekendowe spotkanie do
...