- Niech pani rozłoży wszystkie banknoty na stole, bo zanim pieniądze zabezpieczymy przed złodziejami, spiszemy ich numery. Jeżeli ma pani biżuterię, sztabki złota też proszę rozłożyć na stole. I proszę się nie rozłączać, cały czas będziemy panią instruować, co ma pani robić, zanim przyjedziemy - mówił mężczyzna podający się za komendanta policji w Szczecinie do dziewięćdziesięcioletniej kobiety.
W ostatniej chwili dzięki interwencji córki i zięcia udało się przerwać tę bezczelną oszukańczą procedurę „zabezpieczania pieniędzy". Na szczęście kilkadziesiąt tysięcy złotych nie trafiło w ręce bandytów, z których jeden podawał się za komendanta policji, a drugi za prokuratora. Niestety z relacji córki pokrzywdzonej kobiety wyłania się nieciekawy obraz szczecińskiej policji, której działania budzą - łagodnie mówiąc - zdziwienie.
W poniedziałek około godziny 14 w mieszkaniu dziewięćdziesięcioletniej kobiety, mieszkającej na osiedlu Książąt Pomorskich w Szczecinie zadzwonił telefon stacjonarny. Numer, z którego ktoś dzwonił, był zastrzeżony. Mężczyzna podał się za komendanta miejskiego
...