7 kwietnia 1990 roku, podczas rejsu z Oslo do Frederikshavn na pływającym pod banderą Wysp Bahama norweskim promie wybuchł pożar. W chwili katastrofy na pokładzie znajdowało się 482 pasażerów i członków załogi - zginęło 159 osób. Sprawa budzi emocje do dziś. W pozwie zbiorowym 47 poszkodowanych osób domagało się po 450 tys. koron (ok. 60 tys. euro) zadośćuczynienia od Duńskiego Urzędu Morskiego. Niedawno sąd w Naestved na wschodzie Danii orzekł, że rodzinom ofiar pożaru promu „Scandinavian Star" oraz ocalałym pasażerom nie przysługuje odszkodowanie od państwa duńskiego.
Zdaniem skarżących, państwowa administracja morska miała nie wywiązać się z obowiązku nadzoru nad nowo wprowadzonym do służby statkiem pasażerskim. Sąd, oddalając żądanie, stwierdził, że Duński Urząd Morski nie wiedział o nieprawidłowościach. Ponadto, jak podkreślono w uzasadnieniu orzeczenia, ewentualna kontrola w porcie nie zapobiegłaby pożarowi, a jedynie mogłaby mieć wpływ na jego skalę.
Statek o burzliwej historii
Prom nie zawsze nosił nazwę „Scandinavian Star". Zwodowany we Francji w
...