Adam Wycichowski był szczecińskim architektem, który w stanie wojennym przez komunistyczne władze został zmuszony do wyjazdu z Polski. Jego losy zarówno w Polsce, jak i w Szwecji - tam osiadł po wygnaniu - przedstawiliśmy na łamach „Kuriera Szczecińskiego" kilka tygodni temu. Na obczyźnie zaprojektował dwa najbardziej spektakularne obiekty sportowe w Sztokholmie. Wybitny architekt zmarł w 2016 roku. Udało nam się skontaktować z jego żoną, mieszkającą w Karlskronie.
Teresa Wycichowska opowiedziała nam o dramatycznych chwilach związanych z internowaniem męża, koniecznością opuszczenia Polski oraz życiu na obczyźnie.
Pani Teresa jest Szczecinianką, a jej mąż pochodził z Poznania. Poznali się na I roku studiów, gdy otwarto wydział Architektury na Politechnice Szczecińskiej w 1969 roku.
Zabrany sprzed deski kreślarskiej
– Grudzień 1981 roku to był straszny czas, chyba nie tylko dla nas, ale dla większości Polaków – wspomina pani Teresa wprowadzenie stanu wojennego. – Adam nie został zatrzymany 13 grudnia, tak jak kilkoro naszych znajomych, ale kilka dni później. Pamiętam jak esbecy wparowali do Biura Studiów i Projektów Służby Zdrowia, które mieściło się przy ulicy Kapitańskiej w Szczecinie. Na deskach kreślarskich mieliśmy różne rzeczy, również takie związane z aktywną działalnością Solidarności przeciwko komunistycznej władzy. Mieliśmy dostęp do bibuły, czyli nielegalnych wydawnictw opozycji. Rysowaliśmy dowcipy na papierze, robiliśmy quizy typu – kiedy padnie komuna. Adam tworzył rysunki satyryczne dla kilku pism – Jedności, Solidarności i Politechnika. Tamtego dnia esbecy wpadli do biura i od razu zrobili rewizję. Sprawdzali kartki papieru, znaleźli rysunki treści politycznej i zabrali męża. Nie zdawałam sobie sprawy, że to może skutkować tym, że będzie pół roku siedział w więzieniu – wspomina pani Teresa wydarzenia sprzed 44 lat.
31-letni wówczas architekt trafił do aresztu przy Małopolskiej.
– Nalegali, żeby podpisał zajawkę o współpracy, czyli, że będzie donosił na kolegów. Mówili, że jeśli podpisze, to będzie miał szansę wyjść i swoje imieniny, wigilię oraz święta spędzi w domu.
Ścieżka zdrowia i bicie pałkami
Wycichowski nie dał się złamać służbie bezpieczeństwa i po kilku przesłuchaniach został przewieziony do więzienia w Goleniowie.
– W tym czasie grupa zatrzymanych w stanie wojennym już była w tym strasznym więzieniu. Mąż siedział w nim parę dni, a później zawieźli go do Ośrodka Odosobnienia w Wierzchowie Pomorskim.
W ośrodku położonym w powiecie drawskim żona mogła go odwiedzać. Jak wspomina, działy się tam różne rzeczy.
...