Z twórczością Andrzeja Fogtta zetknąłem się - jak wielu szczecinian - jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy na XII FPMW w Szczecinie otrzymał on Grand Prix. Jeszcze tego samego roku malarstwo Fogtta trafiło do Wenecji, gdzie w pawilonie polskim na słynnym Biennale zaprezentowano monumentalną kompozycję - „Żywiołem opętanie". Wielu zetknęło się z tą twórczością incydentalnie. I nie rzadko nieświadomie. W szczecińskim zamku przed wejściem do siedziby dyrekcji wiszą dwa duże wibrujące obrazy. Obydwa wyglądają na pierwszy rzut oka na kompozycje abstrakcyjne. Po chwili jednak zauważamy, że z tych wibrujących krótkich, przerywanych i falujących linii wyłania się zanurzony w rozświetlonym, zielonym powietrzu fragment pejzażu z ludzką postacią. Scena niczym ze starego renesansowego malarstwa opowiedziana niejako zapożyczonym pędzlem malarza z Arles. Kadr ukryty pod warstwami falującej kompozycji, rysunku markującego świat konkretnej formy, rozpoznawalnej jednak tylko do pewnego stopnia. To kompozycja czytelna ale przez filtry i kalki. No i znany niemal wszystkim