Z Krzysztofem PIOTROWSKIM, prezesem holdingu stoczniowego, rozmawia Wojciech SOBECKI
- Z tymi budowami w nowej stoczni coś jednak nie wyszło?
- Nie wyszło, bo okazało się to, o czym wszyscy od dawna wiedzieli: politycy i ich nominaci nie potrafią budować statków. Przypomnę, że w 2002 roku nowa stocznia przekazała armatorom 4 statki: 2 ro-paxy i 2 kontenerowce, których budowę rozpoczęła Stocznia Szczecińska SA jeszcze pod moim zarządem. Kontrakty na te jednostki również podpisał nasz zarząd. Rok później stocznia zbudowała 7 z planowanych 10 jednostek. W kolejnych latach liczba budowanych statków utrzymywała się na podobnym poziomie. Potem było jeszcze gorzej. To, co politycy zrobili w stoczni, nie miało najmniejszych szans powodzenia. Żeby osiągnąć choćby minimalny zysk, Stocznia Szczecińska musiałaby budować co najmniej 12-14 statków. Przy budowie siedmiu czy nawet dziewięciu jednostek firma przynosi straty.
- Król, a raczej prezes nowej stoczni, okazał się nagi?
- Nie mogło być inaczej, bo nagi był od samego początku. Fotel prezesa w ładnym gabinecie, służbowy samochód z
...