Nad ranem w niedzielę, 1 lutego, około 4.20 doszło do próby podpalenia domu działacza Ruchu Obrony Granic w miejscowości Trzynik, koło Siemyśla w powiecie kołobrzeskim. Dom działacza organizacji ROG zaatakowano dwoma koktajlami Mołotowa. „Prowadzone są czynności, by ustalić okoliczności i sprawców. Straży pożarnej nie było" - poinformowano nas następnego dnia w Komendzie Powiatowej Policji w Kołobrzegu.
Wypowiedź Roberta Fijałkowskiego, działacza ROG, właściciela domu i zarazem współpracownika Roberta Bąkiewicza sama w sobie wiele mówi o emocjach, które wywołał ten - najprawdopodobniej motywowany politycznie - atak: „Chcieli mnie pozbawić życia. Mówię to głośno i wyraźnie, apeluję do organów ścigania o zmianę kwalifikacji czynu". Emocje te - co ciekawe - wywołała nie tylko sama próba podpalenia domu, w którym spali lokatorzy, ale również kwalifikacja czynu dokonana przez policję, która uznała, że było to tylko „uszkodzenie mienia".
- Byłem w tym czasie domu. O godzinie mniej więcej 4:20 usłyszałem straszny huk, więc obudziłem się, chwała Bogu, że się obudziłem. Wyjrzałem przez
...