O izbach wytrzeźwień powstało wiele legend, czy w każdej jest mityczne ziarno prawdy? Raczej nie, ale z pewnością „trudna" przeszłość tych instytucji położyła cień na ich dzisiejszy PR. Na przykładzie Szczecina próbujemy odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule.
- Byłem na izbie kilkadziesiąt razy - opowiada nam długoletni członek wspólnoty Anonimowych Alkoholików. - Ostatni raz wiele lat temu, ale muszę przyznać, że przez lata zmieniało tam się wiele, użyłbym stwierdzenia, że dotarła tam cywilizacja, bo byłem ich klientem przez dobrych kilkanaście lat, regularnie - wskazuje mężczyzna, który pierwszy raz na izbie miał jeszcze w latach 90. Inny mężczyzna, który zgodził się z nami porozmawiać o tych trudnych dniach, mówi wprost - najgorsze miejsce na ziemi.
- Czułem się fatalnie, ale to nie wina tej instytucji tylko mojego picia, przecież na izbę wcale nie tak łatwo trafić, ja trafiłem kilka razy i zawsze czułem się podle mentalnie, ale bezpiecznie - wskazuje Rafał i mówi o głównej różnicy, jakiej doświadczył, trzeźwiejąc na izbie i na ulicy.
- Na izbie wytrzeźwiałem, byłem
...