Młodsza córka była niemowlęciem, kiedy sprowadziłam się do Bezrzecza 15 lat temu. Dużo spacerowałam z wózkiem po okolicy, a moją uwagę od początku przykuwała osobliwa dekoracja w ogrodzie jednego z przedwojennych domów przy ulicy Rozmarynowej, w należącej do Szczecina części dzielnicy. Zastanawiałam się, po co ktoś ustawia piramidę z pluszowych zabawek na drzewie?
Nie znałam właścicieli posesji, nigdy też nie miałam na tyle determinacji, żeby zapukać do drzwi i zapytać. Przechodząc obok, zawsze przyglądałam się kompozycji i miałam satysfakcję, kiedy dostrzegałam zmiany w układzie elementów. Misiaki stały na dworze cały rok, mokły na deszczu, schły pod wpływem promieni słonecznych, traciły kolory. Czasem pojedyncze okazy znikały w nieznanych mi okolicznościach, a w ich miejsce pojawiali się nowi lokatorzy, którzy bez cienia buntu wchodzili w rolę i prezentowali uśmiechnięte buźki przechodniom.
Mijały lata, a tajemniczy twórca instalacji nie tracił zapału do pracy. I wreszcie zagadka rozwiązana! Szłam niedawno ulicą Rozmarynową. Zagadnął mnie starszy pan, ten sam, z
...