W szczecińskim muzeum techniki od najbliższego piątku można oglądać silnik, który miał uratować Smyka. To S-13, jednostka napędowa zaprojektowana do mikrosamochodu Smyk B-31.
Historia zaczyna się od wcześniejszej wersji, Smyka B-30. Ten blaszany prototyp miał napęd z motocykla Junak - i to właśnie ten silnik okazał się jego największą słabością. Warszawskie Biuro Konstrukcyjne Przemysłu Motoryzacyjnego przetestowało we wrześniu 1957 roku siedem egzemplarzy tej jednostki. Wyniki były fatalne.
Pierwszy silnik wytrzymał miesiąc i 1644 km, zanim uszkodziło się łożysko korbowodowe. Drugi przejechał niespełna trzy miesiące i 5481 km, zanim sworzeń tłokowy zarysował gładź cylindra. Trzeci wysiadł już po dziesięciu dniach i 887 km - znów uszkodzenie łożyska korbowodowego. Czwarty przepracował trzy tygodnie i 9060 km, z tym samym efektem. Piąty działał półtora miesiąca i przejechał 1541 km, zanim uszkodziły się wałki rozrusznika i dmuchawy. Szósty wytrzymał dwa miesiące i 4930 km, znów z uszkodzonym łożyskiem korbowodowym. Siódmy, jako jedyny, przetrwał próbę - w styczniu 1959 roku, po
...