Z Krzysztofem PIOTROWSKIM, prezesem holdingu stoczniowego, rozmawia Wojciech SOBECKI
- Później nastał czas rozliczeń…
- Wcześniej był jeszcze okres wzmożonej propagandy, w której mnie i członków zarządu oskarżano o kradzieże, niegospodarność, wyrządzenie szkód wielkich rozmiarów i inne wymyślone przestępstwa.
Nacisk na nasze aresztowanie stawał się coraz silniejszy. O naszym aresztowaniu mówił już nawet minister spraw wewnętrznych. Zatrzymano nas w lipcu 2002 roku. Nie było filmowego pościgu, brygady antyterrorystycznej, rzucania na maskę samochodu - nic takiego się nie wydarzyło.
Zostaliśmy zatrzymani w pobliżu Torunia, w drodze na spotkanie z prezesem BRE Banku, Wojciechem Kostrzewą, z którym chcieliśmy rozmawiać o możliwościach finansowania stoczni. Moment naszego zatrzymania z pewnością nie był przypadkowy. Politycy SLD doskonale zdawali sobie sprawę, że jeżeli nasze rozmowy zakończą się sukcesem, to ich scenariusz przejęcia holdingu nie zostanie zrealizowany.
- Podobno proponowano Panu ucieczkę za granicę?
– W czerwcu 2002 roku przyjechał do mnie Andrzej Hass, właściciel firmy Hass Holding, który powiedział mi, że prawdopodobnie wkrótce zostanę zatrzymany przez służby. Zaoferował mi wówczas możliwość ucieczki promem do Danii. Od początku naszej rozmowy miałem podejrzenia, że jest to prowokacja i oczywiście na żadne propozycje się nie zgodziłem. Doskonale pamiętałem, że nieco wcześniej antyterroryści zdjęli z promu na Bałtyku używając helikoptera znanego przestępcę. Spodziewałem się, że propozycja Hassa może prowadzić do tego, aby zatrzymać mnie w równie widowiskowy sposób.
...