Z Krzysztofem PIOTROWSKIM, prezesem holdingu stoczniowego, rozmawia Wojciech SOBECKI
- Skąd się wziął pomysł na budowę holdingu?
- Przesłanek budowy struktury holdingowej było wiele, ale wymienię dwie najważniejsze. Pierwszą była obawa przed wrogim przejęciem. Było to realne zagrożenie choćby ze strony koreańskiego koncernu Daewoo, który chciał kupić stocznię, ale nie po to, aby produkować w niej statki, ale żeby przejąć kontrakty, które następnie można będzie realizować w Korei. Podobny scenariusz Koreańczycy zrealizowali w Rumunii, gdzie przejęli stocznię produkcyjną w Mangalii, przekształcając ją w stocznię remontową i tym samym pozbywając się konkurencji. Drugim powodem była konieczność dywersyfikacji źródeł przychodu. Chcieliśmy, aby holding w przypadku dekoniunktury na rynku okrętowym mógł generować przychody z innych źródeł. Tak działała większość naszych konkurentów, w tym koreańskie czebole i japońskie grupy przemysłowe, które oprócz stoczni miały w swojej strukturze bardzo różne przedsiębiorstwa, a często nawet banki. To doskonały sposób nie tylko na zarabianie
...