Szczecin to miasto wolności – zapomniane, leżące gdzieś na końcu tej naszej polskiej drogi, ale od zawsze w czołówce. Pokolenia lat 50. i 60. miały to szczęście (i odwagę), że mogły do tej wolności realnie dołożyć cegłę. Każdy na swój sposób i według własnych możliwości. Jeden rzucił kamieniem w milicyjną sukę, drugi coś tam w piwnicy drukował, trzeci agitował, by zerwać kajdany i połamać bat.
I proszę – udało się.
Zresztą nie tylko u nas. We Francji już w 1793 roku Wolność, Równość i Braterstwo zaczęto haftować na proporcach. Te trzy słowa, nierozerwalnie związane z Wielką Rewolucją Francuską, szybko trafiły na fasady budynków publicznych. Po to, by naród nie zapomniał, o co walczył i co jest ważne. Podobnie na Haiti. Argentyna swoją siłę widzi w haśle „W zjednoczeniu i wolności”. Czeczenia i Cypr – odległe od siebie geograficznie i religijnie – artykułują swoją postawę radykalnie: „Wolność albo śmierć!”. Przykładów wspólnych dewiz państwowych, narodowych czy regionalnych można mnożyć znacznie więcej.
Bo duch wolności unosi się nie tylko nad państwami, ale przede wszystkim nad ludźmi. I to od wieków. Jest obecny w literaturze, filozofii, myśli politycznej. „Bo kto siedzi w Ojczyźnie i cierpi niewolę, aby zachować życie, ten straci Ojczyznę i życie” – pisał Adam Mickiewicz w Księgach pielgrzymstwa polskiego. Seneka Młodszy przypominał, że „ciało niewolnika należy do pana, ale jego duch jest wolny”. Sartre dorzucił swoje: „Człowiek jest skazany na wolność”.
Nawet patron współczesnego kapitalizmu, Milton Friedman, nie miał wątpliwości: „Brak wiary w wolny rynek jest brakiem wiary w wolność”.
I właśnie o tej wolności – także tej wolnorynkowej, mimo permanentnego braku środków – debatowano ostatnio w Szczecinie podczas trzydniowej imprezy pod nazwą Kultura Wolności. W zamyśle organizatorów miało to być forum poświęcone kulturze, z udziałem fachowców, praktyków i twórców, również spoza miasta, by zderzyć różne punkty widzenia.
Jednym z panelistów był Jakub Skrzywanek – reżyser teatralny, twórca instalacji performatywnych, dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie, a od września także zastępca dyrektora artystycznego Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Jego słowa, że za zamkniętymi drzwiami szczecińskiego Urzędu Miasta usłyszał, iż kultura „nikogo nie interesuje i nie jest ważna”, wywołały spory ferment.
W sieci odniosła się do nich Aleksandra Kopińska-Szykuć, architekt od lat zaangażowana w poprawę jakości życia w Szczecinie. Zauważyła, że wypowiedź Skrzywanka jest odważna, dodając przy tym: „Ciekawe, że kiedy inni, tu mieszkający, mówią w podobnym duchu, to zamiast odwagi ludzie widzą hejt”.
Podczas Kultury Wolności sporo mówiono o wolności twórców i ich relacjach z instytucjami. Wszystko to działo się w czasie, gdy zimowy atak sparaliżował szczecińską komunikację miejską. Mieszkańcom dano więc wolność wyboru: albo zamarzasz na przystanku i czekasz do wiosny, albo idziesz pieszo, licząc, że po drodze – na przykład z Pomorzan na Niebuszewo – nie połamiesz sobie nóg.
Bo w Szczecinie wolność jest jak sztuka: wszyscy się na nią powołują, chętnie używają jej w nazwach wydarzeń, ale gdy ktoś zaczyna traktować ją serio i mówi głośno, co myśli – robi się niezręcznie. A przecież wolność nigdy nie była od tego, żeby było miło. Była od tego, żeby było prawdziwie. ©℗
Krzysztof ŻURAWSKI
Krzysztof Żurawski, dziennikarz i publicysta "Kuriera Szczecińskiego".