Sobota, 07 marca 2026 r. 
REKLAMA

Plac zabaw, czyli piaskiem po oczach

Data publikacji: 2026-03-07 12:00
Ostatnia aktualizacja: 2026-03-07 12:00

Kolega zmarł. A ponieważ nie znałem terminu pochówku więc postanowiłem zadzwonić do administracji szczecińskiej nekropolii mieszczącej się przy ul. Ku Słońcu 125A. No bo gdzie, jak gdzie, ale tam na pewno będą wiedzieli, kiedy odbędzie się ceremonia pogrzebowa. Korzystając z telefonu komórkowego chwilkę poszukałem w internecie i znalazłem stosowny numer. Brzmi on 91 48 48 294.

Dzwonię. Sprawa jest administracyjna więc prostuję plecy, żeby nawet sam dla siebie wyglądać godnie. Zerkam na ekran. A tam jak wesoły konfetti komunikat: „Plac Zabaw”. Rozłączyłem się będąc przekonanym, że źle wybrałem numer. Dzwonię jeszcze raz. Pojawił się ten sam napis „Plac zabaw”. Postanowiłem odczekać na połączenie. W słuchawce usłyszałem męski głos zapowiadający, że „Witamy w Zakładzie Usług Komunalnych w Szczecinie”. I dalej ten sam męski głos podpowiada, żebym wybrał cyfrę od zera do osiem, aby połączyć się ze stosownym działem…

Czekając na połączenie przyszła mi do głowy taka myśl: może to żaden błąd tylko brutalnie szczera aktualizacja rzeczywistości? Może telefon i sterujące nim fale wiedzą coś, czego ja jeszcze nie wiem?

Bo jeśli przyjrzeć się uważnie, cmentarz rzeczywiście ma w sobie coś z placu zabaw. Tylko sprzęt jest cięższy, a zabawki droższe. Jedni budują grobowce jak fortyfikacje – wyraźnie zależy im, żeby w tej dzielnicy pośmiertnej zabudowy nikt nie miał większego metrażu. Inni rywalizują kompozycją zniczy: minimalizm skandynawski kontra barok zniczowy. Jest też sekcja „zawsze świeże kwiaty” oraz sekcja „wieczna sztuczność”. Każdy ma swoją piaskownicę. Tylko piasek bardziej symboliczny.

Na placu zabaw dzieci uczą się zasad świata: trzeba poczekać na swoją kolej, ktoś zepchnie cię z huśtawki, czasem łopatka trafia w głowę. Na cmentarzu dorośli uczą się tego samego, tylko w ciszy i z paragrafem regulaminu w tle. „Miejsce wygasło”. Brzmi jak komunikat z karuzeli: przejazd zakończony, prosimy opuścić wagonik.

Technologia rzadko bywa poetycka, ale bywa bezlitosna. Telefon potrafi rozpoznać twarz po trzech latach i jednym kilogramie więcej, a tu nagle bez mrugnięcia okiem mówi: „Plac Zabaw”. Może algorytm ma bardziej stoicki stosunek do życia niż my. Dla niego to tylko punkty na mapie. Tu ludzie zaczynają. Tam kończą. Interfejs bez sentymentów.

Najgorsze, że w trakcie rozmowy próbuję zachować powagę, a z tyłu głowy wciąż widzę kolorową zjeżdżalnię. „Dzień dobry, chciałbym zapytać o przedłużenie miejsca rodzinnego”. I tylko czekam, aż usłyszę: „Niestety, limit czasu minął, ale w pakiecie mamy inne atrakcje”.

Może więc telefon wcale się nie pomylił. Może tylko skrócił narrację. Bo między pierwszym krzykiem na prawdziwym placu zabaw a ostatnią ciszą na tym drugim różnica polega głównie na tym, kto nas przyprowadza i kto odbiera.

Reszta to regulamin. I łopatka. Jak to na placu zabaw… ©℗

Krzysztof ŻURAWSKI

 

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj