Poniedziałek, 12 stycznia 2026 r. 
REKLAMA

Grzybek, czyli początek miłości

Data publikacji: 2026-01-11 11:30
Ostatnia aktualizacja: 2026-01-11 11:30

Czasy są takie, że chętnie wracamy do bezpiecznej przeszłości. Szczególnie dotyczy to pokolenia urodzonego w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Młodszych oczywiście też. Bezpieczne wspomnienia dotyczą nie tylko rodziny czy rówieśników. To również miejsca, które zachowały się w dobrej pamięci. O jakie miejsca chodzi?

Niedawno podzieliłem się na facebooku własnym wspomnieniem: Na randki umawialiśmy się pod „Grzybkiem”, na filmy chodziliśmy do „Kosmosu”, na deser do „Duetu”, a na balety do „Bajki”. Jakie były Wasze inne ulubione miejsca?”. Odpowiedziało kilkaset osób.

„Bajka” nie była tylko lokalem. Była etapem. Wiesława wspomina, że miała tam praktyki, Danuta i Grażyna – że właśnie tam odbyło się ich wesele. Waldemar pisał wprost, że „Bajka” była jego ulubionym miejscem, z którego rano jechał prosto do pracy. Irena pamięta z kolei, że do „Bajki” przychodzili szwedzcy marynarze, a Mikołaj dodaje już półżartem, że w czasach „prohibicji” biegało się tam po wódkę, gdy na domówce jej zabrakło.

„Zamkowa” miała inną aurę. Bardziej oficjalną, bardziej „na wyjście”. Ewa wspomina ekskluzywne studniówki, Roman pyta wprost: „A balety w Zamkowej?”. Zbigniew przywołuje sylwestra 1970 roku na Zamku – smutny, z pustymi miejscami przy stolikach, naznaczony wydarzeniami, o których nie dało się zapomnieć. „Zamkowa” była także miejscem popularnych Bali Zamkowych odbywających się pod egidą „Kuriera Szczecińskiego”.

Kino „Kosmos” było miejscem wagarowiczów i szkołą dorosłości. Czasem wbrew metryce. Karolina pisze o tęsknocie za „Kosmosem” i „Colosseum”, Irena przyznaje, że właśnie tam – mając jedenaście lat – zobaczyła swój pierwszy „dorosły” film dozwolony od lat 14. Artur pamięta „Bitwę o Midway” i pierwsze kino z efektami w systemie Dolby Surround, a Ad Rian – był tam tylko na jednym seansie i jest mu żal, że kina już nie ma. Po filmie szło się do mieszczącego się wówczas vis-à-vis kina „Pasztecika”.

„Duet”, „Lucynka i Paulinka” to z kolei miejsca zapamiętane jako te, gdzie najlepiej smakowały desery. Z tą opinią zgadzają się m.in. Elżbieta, Asia i Kazimierz. Agnieszka napisała, że chodziła tam z babcią, a Iwona z chłopakiem. Natomiast Blandyna i Artur mieli tam szkolne praktyki.

Był jeszcze „Grzybek” – bez niego starsi szczecinianie nie wyobrażają sobie swojego życia uczuciowego. To nie tylko miejsce, to przede wszystkim początek wielkich miłości. Monika przypomina, że „jak trzeba było się umówić na mieście, to wiadomo gdzie”.

Miejsc i lokali było znacznie więcej; „Trans”, „Jubilatka”, „Kontrasty”, „Pod Masztami” – o których piszą m.in. Aldona, Halina, Waldemar. Były też Domy Kultury jak np. „Kolejarz” czy DK Budowlanych, gdzie szczecińska publiczność mogła zobaczyć pierwszą polską rock-operę „Naga” zagraną przez grupę „Niebiesko-Czarni”.

We wspomnieniach zachowały się również takie miejsca jak Dom Rybaka i Dom Marynarza. Były też kina „Delfin”, „Bałtyk” i „Polonia”. Oczywiście na tej liście nie brakuje również „Kaskady” ze słynnymi Balami Kapitanów.

Dziś bardzo wielu z tych miejsc nie ma. Zostały w opowieściach, komentarzach i zdaniach zaczynających się od „pamiętasz?”. Jednak miasto, którego nie ma już na mapie, nadal istnieje w języku. Wystarczą słowo-klucze i Szczecin sprzed lat wraca cały. Z imionami, nazwiskami i wspomnieniami ludzi, którzy go takim zapamiętali. ©℗

Krzysztof ŻURAWSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj