Poniedziałek, 16 marca 2026 r. 
REKLAMA

W niebie też będzie Portowcem

Data publikacji: 2026-03-15 22:46
Ostatnia aktualizacja: 2026-03-15 22:47

Zmarł Marian Kielec. Śmierć wybitnego piłkarza i prawego człowieka zasmuciła Szczecin. Kiedy zacząłem interesować się sportem, a tym najbliższym tematem dla mnie była Pogoń, to poznawanie drużyny i jej składu zaczynało się od Mariana Kielca. Później byli Krzystolik, Kasztelan, Mańko, Wolski i następni. Miałem okazję zobaczyć Czarną Perłę z Wielgowa dwa czy trzy razy na boisku, a później nastąpiła długa przerwa, aż do momentu, gdy mieszkając w Kanadzie zatęsknił za Szczecinem i zaczął pojawiać się tu częściej. Za prezesury Jarosława Mroczka gościł w klubie, starał się być inspiracją dla młodych. Można było go słuchać bez końca, gdy barwnie wspominał przeszłość, przypominał najbardziej wryte w pamięć mecze i mówił o tym, czego mu brakuje w obecnej Pogoni, a konkretnie piłkarzy z jego pokolenia w roli trenerów młodzieży, takich jakich miał on - Janusza Przybylskiego czy Zbigniewa Ryziewicza. Jego wspomnienia były ciekawsze i miały więcej wspólnego ze sportem niż obecna rzeczywistość piłkarska zdominowana przez wszechobecne pieniądze. Wojenki o wysokość kontraktów piłkarzy, wojenki między właścicielami klubu, włączający się w to wszystko dziennikarze, szukający korzyści dla siebie. Znamy to ze szczecińskiego podwórka.

Był Pan Marian przedstawicielem innych czasów, niestety już bezpowrotnych w sporcie. Mam przed oczami widok jego uśmiechniętej twarzy i rozłożonych ramion, jakby chciał nimi objąć nie tylko siedzących rząd niżej na trybunie kolegów z drużyny, ale całą pogoniarską społeczność. Miał cechy przywódcze, potrafił natchnąć innych. Nie mógł żyć bez piłki i Pogoni. Kiedy na przełomie listopada i grudnia zadzwoniłem do niego, żeby przekazać pozdrowienia od innej legendy, Jacka Gmocha i zweryfikować fakty z meczu, w którym grali przeciwko sobie ponad pół wieku temu, telefon odebrała jego żona. Pan Marian narzekał na dolegliwość dróg oddechowych, ale żona chętnie oddała mu telefon licząc, że rozmowa o piłce podniesie go na duchu i zdrowiu. Tak było, głos z każdym wypowiadanym zdaniem ożywiał się coraz bardziej, a w planach miał wizytę na zbliżającym się meczu pucharowym z Widzewem.

W miniony piątek Marian odszedł od nas i zamknął za sobą drzwi od innej piłkarskiej epoki. Opuścił tych co znali go z boiska, wczytywali się w poniedziałkowe gazety po kolejnym meczu, chcąc sprawdzić skład Pogoni. Panie Marianie, będzie Pan w nim zawsze, bo przecież reprezentował Pan tylko Portowców. Żadnego innego klubu nie ma w Pana piłkarskiej biografii. Dziękujemy.

Jerzy CHWAŁEK

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj