Czwartek, 01 stycznia 2026 r. 
REKLAMA

Uśmiech z broszką

Data publikacji: 2016-06-08 10:55
Ostatnia aktualizacja: 2016-06-10 12:18

Razem obronimy Polskę – obiecuje Grzegorz Schetyna uśmiechnięty na billboardach… Zastanawiam się, jak bardzo pijarowcy PO muszą być uzależnieni – nie służbowo, ale mentalnie – od swego szefa, że przyjęli taki projekt obywatelskiej w założeniu kampanii. Przecież trudno by wymyślić głupszy, co więcej – bardziej szkodliwy dla PO – pijarowski zagryw.

Pominę już nawet to, że lider Platformy nie ma zbyt wiarygodnego uśmiechu – jak na obrońcę czegokolwiek. No cóż, ma, jaki ma. Ale przecież z tej przypadłości można by zrobić atut – to uśmiech napastnika, a kto atakuje, może być zwycięzcą.

Gorzej, że w haśle billboardu pojawia się słowo „razem”, a nie pojawia się nikt inny oprócz Schetyny.

* * *

Rozumiem oczywiście, że hasło wyraża nadzieję, iż to my – wszyscy inni obrońcy demokracji – pójdziemy razem ze Schetyną i PO.

Ale co innego rozumieć, a co innego podlegać emocjom. A billboardy tego rodzaju odwołują się przecież do emocji wynikłych z pierwszego wrażania. W tym zaś przypadku pierwsze wrażenie jest takie, że Schetyna chce nam się ukazać jako Wódz.

W przypadku partii takich jak PO, która jednym ze swych zarzutów wobec partii władzy uczyniła to, że PiS rządzi niepodzielnie Wódz Jarosław Kaczyński – wymachiwanie sztandarem z własnym Wodzem jest błędem zdumiewającym.

Zwłaszcza gdy nie wydaję się, iżby to był wódz dzierżący buławę z tytułu rzeczywistych zwycięstw oraz swej charyzmy, a  raczej przywódca, który swą pozycję zawdzięcza wojenkom kuluarowym i bezlitosnym rozprawom z wewnętrzną opozycją.

* * *

Komentatorzy Polsatu Sport uparli się, by błędy, które w siatkówce przyczyniają się do utraty punktu przez drużynę, która je popełniła, nazywać błędami własnymi. O idiotyzmie tego określania pisałem nieraz. Przecież mówienie: „straciliśmy punkt po błędzie własnym” nie ma sensu. Nie możemy wszak punktu stracić po błędzie cudzym.

Wystarczyłoby więc w takich przypadkach – a w siatkówce takich przypadków jest mnóstwo – rzec po prostu, że straciliśmy ów punkt (punkty) po błędzie.

Owszem, rozumiem, że sprawozdawcy chcą podkreślić, iż chodzi im o taki błąd, który popełniony został bez – że tak to ujmę – współudziału rywala. Ale nie jest przecież trudno tę myśl wyrazić inaczej – i poprawnie. Jak robią to np. komentatorzy tenisa, którzy używają w takich razach określenia: „błąd niewymuszony”. W domyśle: przez przeciwnika.

Takim właśnie błędem – nie własnym, bo to oczywiste, ale – niewymuszonym – trzeba by nazwać najnowszą kampanię Schetyny.

* * *

A propos Schetyny i uśmiechów politycznych.

Brzydkie rzeczy z uśmiechem – wyrazem uczuć przyjaznych przecież – politycy PiS robią już od dawna.

To co z nim zrobił Antoni Macierewicz, to w ogóle mistrzostwo galaktyki, więc porównywanie go – na przykład – do uśmiechu krokodyla, który oszalał, zbyt długo zalegając na bagnach – byłoby nie dość mocne. A uśmiech Beaty Kempy? Przylepiony do jej ust jak guma do żucia przyklejona do siedzenia w tramwaju – sztywny, nie do usunięcia i dawno wyprany ze słodyczy i świeżości. A uśmiech Jacka Sasina, ten nerwowy uśmieszek szóstoklasisty złapanego przez panią nauczycielkę na pluciu ryżem przez rurkę? A uśmiech Zbigniewa Ziobry? Zimny niczym drań, którego minister miałby ochotę za chwilę rozstrzelać, ale woli tę przyjemność odłożyć na później.

Coście zrobili z uśmiechem, panie i panowie politycy!? Już się człowiek sam uśmiechnąć boi, aby nie wypaść przed innymi jak Schetyna czy Macierewicz.

* * *

Nie przepadam też, przyznaję, za uśmiechami premier Beaty Szydło. Przynajmniej za niektórymi. Choćby tymi, które posyłała jakiś czas temu w Brukseli „obrońcom polskiej suwerenności” – wywodzącym się z partii, które Unię Europejską uważają za potwora i wroga narodowej wolności.

Fałszywe to były uśmiechy. A jeśli szczere, to tym gorzej.

* * *

Najlepiej wyglądają uśmiechy sportowców. Uśmiechnięci Stephan Antiga i jego chłopcy – właśnie jak chłopcy, którzy dostali zasłużony i długo oczekiwany prezent – po meczu z Wenezuelą, który ich wyjazd do Rio przypieczętował. To były uśmiechy prawdziwie uśmiechnięte, roześmiane pięknie. Uśmiechnięty Talant Dujszebajew i jego Vive po niesłychanym triumfie w Lidze Mistrzów piłki ręcznej! To były uśmiechy wspaniałe i najszczersze.

Dużo gorzej wyglądają uśmiechy sportowców w reklamach. Robert Lewandowski uśmiecha się ostatnio w tylu, że aż śmieszno i smutno, że wciąż, biedak, musi.

Życzę mu, i całej naszej drużynie, by na Euro 2016 miał okazję do wielu uśmiechów naprawdę roześmianych i – jak błąd – niewymuszonych. Bo przecież potem – również dzięki temu, że na Euro miał do nich okazję – będzie mógł się uśmiechać z jeszcze korzystniejszych dla siebie reklam.

* * *

Broszki premier Szydło, noszone przez panią premier niczym ordery, tak już się wpiły w klapy jej żakietów, że wypiąć ich stamtąd nie może. Choćby dlatego że wielu sobie z tych broszek żartuje, a przecież – zgodnie z deklaracjami prezesa Kaczyńskiego – w PiS nie lubią słowa „kapitulacja”. Wypięcie broszki przez panią premier ona sama uznać więc pewnie by musiała za „wywieszenie białej flagi” (inne słowa z narracji PiS).

Na szczęście dwie broszki – zdarzyło się – przypięła tylko raz (chyba).

Skądinąd rozumiem trochę i tych, którzy mogliby tu zapytać, co lepsze: czy dwie broszki w klapach premier Szydło, czy dwa kolczyki w uchu dowodzącego KOD-em Mateusza Kijowskiego?

* * *

Adam Hofman, kiedyś PiS, główny bohater „afery madryckiej” – dziś szara eminencja wspierająca tę partię – został wiceprezesem ZPRP, czyli Związku Polskiej Piłki Ręcznej. Powinno być: PZPR – czyli Polski Związek Piłki Ręcznej – zgodnie z zasadą, według której stworzono nazwę PZPN – ale jakoś, kiedyś, ten PZPR nie przypasował komuś. Ciekawe dlaczego.

Wiceprezesura Hofmana ma za to swój związek – ze spółkami Skarbu Państwa. No cóż, taki wiceprezes to dla związku skarb.

* * *

Ryszard Czarnecki – europoseł PiS, w przeszłości członek paru innych partii – kandydował w swoim czasie na prezesa PZPN. Widać tendencja sportowa w PiS-ie jest. Czarneckiemu się jednak nie udało.

A jakby tak prezes najważniejszy, Jarosław Kaczyński, został jakimś prezesem sportowego związku? Na przykład koszykówki! ©℗

Komentarze

Piotr Wójcicki
2016-06-10 12:18:29
@Staruszek portier Zgadza się! Kiedy słyszałem tę "Mojkę", to myślałem, że mnie szlag trafi! Krzysztof Wanio (bo to on komentował mecz) mógłby się nauczyć podstaw hiszpańskiej wymowy...
Aby odpowiedzieć na komentarz, musisz być zalogowany.
Staruszek portier
2016-06-10 09:59:34
Do "błędów własnych" komemtatorów Polsatu Sport dodałbym lawiny banialuków wypowiadanych koszmarnym językiem: "TE zagranie", "wŁANcza się do gry" i cały szerek podobnych. Na dodatek czytanie hiszpańskojęzycznych nazwisk siatkarek Portoryko: Mojica czytana uparcie jako "mojka", Oquero czyatana równie konsekwentnie jako "okłero". Czy w całym Polsacie nie ma jednego człowieka, który mógłby zapamiętać niewielką w sumie ilość zasad języka hiszpańskiego? gue, que => ge, ke gui, qui => gi, ki j = h h nieme ch = cz y = i (j) n z tyldą powyżej = ni (trener Nuniez nie Nunez) ll = li lub j (dzi) (canalla = kanalia lub kanadzia) Che Guevara = cze gewara Więcej nie pamiętam. Nie jestem znawcą języka. Zaledwie go liznąłem!
Aby odpowiedzieć na komentarz, musisz być zalogowany.
nuws
2016-06-09 09:25:13
A dlaczego autor nie uwzględnił najpopularniejszego ostatnio uśmiechu -reklamującego pracę najwyższej klasy protetyków?
Aby odpowiedzieć na komentarz, musisz być zalogowany.
Jarun
2016-06-08 12:15:35
Rzeczywiście jest problem dla pana Artura L. z tym uśmiechem. Szczęśliwy to człowiek no i kraj jeżeli problemem jest uśmiech prominentów.
Aby odpowiedzieć na komentarz, musisz być zalogowany.
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj