sobota, 23 czerwca 2018.
Strona główna > Alfabet > (Z) biletem w dłoni, czyli bolączki emigranta

(Z) biletem w dłoni, czyli bolączki emigranta

(Z) biletem w dłoni, czyli bolączki emigranta
Data publikacji: 2016-02-09 11:52
Ostatnia aktualizacja: 2017-12-29 22:27
Wywietleń: 1383 117315

Dzień w dzień zadajemy sobie pytanie czy nie spakować walizy i nie wrócić. Potem jednak przychodzi refleksyjne: do czego. Następnie: że przecież rodzina, przyjaciele, życie przeszłe, kot, książki. I myśl, że jak oni tam to i ja… A po kilku minutach wielkie otrzeźwienie, że funty się szybko rozejdą, zostanie kanapa u mamusi i widmo pracy za naprawdę maleńkie pieniądze (o ile w ogóle!). I serce rozdarte, i tęskno. W portfelu milionów nie ma, kolejny rok stoisz przy garach w restauracyjnej kuchni, a przyjaciele z Polski powoli zapominają jak wyglądasz. Emigracja czasem doskwiera. Trzy razy „P”: praca, pieniądze, przyjaźnie bez koloryzacji.

Praca (nie) dla każdego
W Wielkiej Brytanii nie jest łatwo o (dobrą) pracę. Jeśli nie jesteś pielęgniarką, stomatologiem, informatykiem lądujesz w fabryce, hotelu, restauracji i kolejny raz plujesz sobie w brodę po co u licha pchałeś się na historię, filologię polską, socjologię. Wydawałoby się, że w kraju niewykształconych ignorantów, w którym większość kończy edukację na poziomie gimnazjum i ledwo umie czytać i liczyć do dziesięciu, z otwartymi ramionami przyjmą magistrów i inżynierów. Nic bardziej mylnego! Przyjmą Polaków do pracy – owszem, ale jakiej? Fizycznej. Bo pracujemy szybciej i wydajniej, bo nie chorujemy non stop, bo bierzemy dziwne zmiany i nadgodziny, bo jesteśmy niezawodni, punktualni. Przy taśmie produkcyjnej, za ladą w sklepie, w recepcji. Jeśli ktoś chce wyżej, bardziej, lepiej – musi się natrudzić. Ofert pracy nie brakuje! Kiedy jednak wczytujesz się w kolejne i już, już wydaje ci się, że masz to czego szukają (bo i magistry, i języki obce, i doświadczenie nawet spore) na końcu widnieje okrutne: perfekcyjny brytyjski akcent. I schodzi z ciebie powietrze. Nawet za milion lat brytyjskiego akcentu mieć nie będziesz, bo czort wie jak on brzmi. Bełkoczący Angole sami z sobą się nie potrafią dogadać, ale obcokrajowca eliminują z miejsca. W białych rękawiczkach. Trzeba więc siły woli i pracodawcy z otwartą głową, który w twoim cv zobaczy coś więcej niż obco brzmiące nazwisko. Do tego czasu zasuwaj emigrancie do restauracji na zmywak.

Pieniążki kochane…
Po prawie dwóch latach życia w Wielkiej Brytanii wiedzieć powinna, że o pieniądzach sza! Czas jednak rozwiać wszelkie mity i powiedzieć co też emigrant ma w portfelu. Otóż ma mamonę wielką jeśli… zamieni funty na złotówki. Minimalna pensja w Wielkiej Brytanii to około 6,60 funtów za godzinę (łatwo policzyć, że będzie to 30 złotych). Nic dziwnego, że krewni przy świątecznym stole zarzucają cie pytaniami o ogromne oszczędności, które już zapewne poczyniłaś/łeś i patrzą z niedowierzaniem, kiedy opowiadasz, że po opłaceniu rachunków niewiele zostaje. Masz więc opinię sknery, co wyjechała za granicę, dorobiła się i a teraz udaje „bidoka”, bo nie chce się podzielić. Panie i panowie prawda jest taka, że przeciętnie Polak na emigracji zarabia około dziewięćset funtów – jest to minimalna pensja za cały etat. Najczęściej stać go przy tym na wynajęcie pokoju – od 300 do 500 funtów miesięcznie, opłaca telefon, jedzenie i wszystko co do życia niezbędne, i po wypłacie. Oczywiście jeśli pomyślimy, że „wyciąga” miesięcznie ponad pięć tysięcy złotych i to w zawodzie kelnerki lub sprzedawcy w sklepie to jest „panisko”. Oj nie, to jest ten „bidok”, bo za dach nad głową musi zapłacić połowę z tego. Łatwiej kiedy jest się we dwoje. Kupno domu, samochodu, wakacje są realne i osiągalne, bez wielkich oszczędności. Minimalna pensja w Wielkiej Brytanii pozawala Polakom spokojnie żyć: gdzieś pojechać, wyjść kilka razy w miesiącu całą rodziną do restauracji, spędzić wieczory w pubie, kinie, kupić sobie drogi ciuch czy oryginalne perfumy. Zwyczajnie żyć! Minimalna pensja w Polsce (byłam – zarabiałam) wegetować. Ale milionerami nie jesteśmy! Cieszy jednak fakt, że nawet najmniejsza pensja krajowa w Wielkiej Brytania wystarcza właściwie na wszystko. Choć niewiele z niej zostaje.

Przyjaciel potrzebny od zaraz!
Niestety odległość powoduje, że nawet przyjaźnie i znajomości wystawione są na próbę. Owszem można przez Internet, ale najzwyczajniej w świecie ciężko jest opowiedzieć na czacie co słychać. Trudno opowiadać o ludziach, miejscach, których druga strona nie miała okazji poznać. Anegdoty i historyjki z życia codziennego nie będą bawić kogoś kto za wodą, a i często ekran monitora jest blokadą nie dającą nam szansy otworzyć się przed przyjacielem. Brakuje wspólnych wieczorów przy kieliszku wina, grze planszowej, wypadów do kina czy teatru. Wiem, wiem – można próbować pogadać na osławionym „skajpaju”, bo i głos słychać i na kamerce widać. Ale łącza płatają figle, mikrofon nie działa, a obraz się zawiesza prezentując nasze lico w nie najładniejszym wykrzywieniu. Można spróbować pisać list, maile, dzwonić… ale to wszystko nie zastąpi wypadu na Deptak, leniwego wieczoru ze wspólnym gotowaniem, wielogodzinnych dyskusji o wszystkim i o niczym. Oczywiście można też spróbować zaprzyjaźnić się z Anglikami. Trzeba jednak pamiętać, że mentalnie nam do siebie okropnie daleko. Anglik nie zaprosi cię do domu, nie przyniesie kwiatka na parapetówkę, jeśli chcesz się z nim umówić musisz to zrobić z wielkim wyprzedzeniem, żeby mógł cię wpisać w swój diary (nie, nie to nie pamiętnik, to zazwyczaj internetowy dziennik, w którym Brytyjczycy zapisują najdrobniejsze spotkania nawet z rocznym wyprzedzeniem!). Musisz też uważać o czym mówisz, bo lista „czego mówić nie wypada nawet przyjacielowi swemu” jest tutaj bardzo długa. Najczęściej Anglik staje się twoim kumplem, z którym odgrywasz codzienne pitu pitu i small talk, wpadasz do pubu na kilka piw i jakiegoś burgera. Jeśli chcesz z kimś pogadać od serca – wisisz na tym nieszczęsnym „skajpaju” na przekór powolnemu Internetowi, godzinami przeglądasz facebooka i ze zdziwieniem odkrywasz, że twoi przyjaciele albo się pożenili, albo się rozmnożyli, albo dawno już nie są parą, choć kiedy widziałaś/łeś ich ostatni raz rok temu tak strasznie się kochali… I widzisz biedaku ile tracisz, pakujesz walizkę i fru do Polski, by zobaczyć kochane gęby i naładować akumulatory na kolejne kilka miesięcy.
Z biletem w dłoni. Powrotnym.©℗
Joanna Flis

Fot. Dariusz Gorajski

 

 

 

 

 

Komentarze

Piotrek UK
Straszne nieporozumienie! Polacy pracują na zmywakach, to prawda. Przeważnie nie dłużej niż rok, góra dwa lata potrzebne do doszlifowania języka, którego w polskich szkołach uczą słabo. Potem praca w zawodzie, spokojne utrzymanie, kredyt na duże mieszkanie, albo mały domek. Fakt, że filologie się nie przydadzą. Inne kulturoznawstwa też zapewnią pracę na barze na długie lata. Zaś fizyka i pokrewne, biologia, energetyka, informatyka, elektronika, czy inżynieria ruchu nawet! Prawda jest taka, że jak potrafisz wbić gwóźdź w deskę, to znajdziesz porządną, nieźle płatną pracę. Samochód nie jest potrzebny. Łatwo znaleźć pracę blisko tego domu w kredycie, ale w centrum trudno zaparkować. Czasem znajdzie się luka na krążownik, ale 5 przystanków autobusem trzeba dojechać, bilet kupić. Do tego MOT, ubezpieczenie, road tax i parking permit, a no i paliwo - prawie bym zapomniał, bo na miesięczne dojazdy, paliwo kosztuje 3 godziny pracy. Przyjaciele to inna sprawa. Tamci zostali w Polsce, ale tu są nowi! Polaków w UK jest bardzo dużo! Nie meneli i ochlajów, ale ludzi na poziomie. Przyjaciel z Polski ma urodziny? Jadę! Bilet w obie strony i prezent, to dwa dni pracy. Po kiego licha narzekać ciągle? Co to ma na celu? Kiedy potrzebuję samochód, to idę do wypożyczalni. Jak potrzeba przywieźć duże zakupy, to zamawiam taksówkę. Konkurencja jest olbrzymia. Każdy taksówkarz jest uprzejmy i jedzie tak, żeby nie upaparać sobie bagażnika moim masłem. Cena niższa niż za butelkę wina z dolnej półki. Nostalgię to czuł Szopen, czy inny Mickiewicz, a autorka artykułu zwyczajnie narzeka. Nie ma przymusu. Reszta Polaków żyje w kraju, je i kupuje samochody i jest szczęśliwa!
2017-12-29 22:17:29
Jan na emigracji od 35 lat
Pieknie ! Prawdziwie az do bolu .
2017-12-29 14:48:58

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
11
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy