Czy szczecińscy restauratorzy są zamknięci na wiosnę? Od niemal dwóch miesięcy pogoda dopisuje, mimo to w mieście trudno wypić kawę na ulicy, w ogródku. Stolików przed lokalami w większości brak.
– Jeszcze nie mamy ogródka, bo czekamy na pozwolenie od ZDiTM – mówi właściciel kawiarni w pobliżu Książnicy Pomorskiej. – Każdego roku każdy restaurator musi występować o nowe pozwolenie na zajęcie pasa drogowego. To absurd.
Te słowa częściowo potwierdza właściciel jednej z kawiarni w Alei Fontann. W tym lokalu jest już jednak ogródek.
– U nas można już usiąść na zewnątrz. Uważam, że wydawanie pozwolenie działa sprawnie. Gdyby ktoś chciał, mógłby postawić stoliki nawet w lutym. Faktem jest jednak, że jest to proces mocno zbiurokratyzowany. Każdy wniosek jest osobno rozpatrywany przez konkretnego urzędnika. Czy nie wystarczyłoby wprowadzić przepisu zezwalającego a ustawianie stolików, przy odpowiedniej szerokości chodnika? Myślę też, że opłaty są zbyt wysokie. To także może zniechęcać do otwierania ogródków.
Zajrzeliśmy też do jednego z lokali przy Placu Grunwaldzkim. To kawiarnia franczyzowa. Druga podobna znajduje się w Bramie Królewskiej. W obu tych miejscach ogródków brak. Przed lokalami straszą puste, brzydkie placyki. Jak się dowiedzieliśmy, stoliki staną tu dopiero w majówkę. Właściciel kawiarni z Placu Grunwaldzkiego tłumaczy, że nie otworzył ogródka, bo na pewno nikt by w nim nie usiadł.
Można zadać sobie pytanie, czy taki kształt szczecińskiej kultury kulinarnej jest spuścizną czasów słusznie minionych, swego rodzaju ciepłolubnością ludzi żyjących w nieco tylko ostrzejszym klimacie czy może po prostu nadpodażą procedur i rygorów administracyjnych. Opłaty za zajęcie pasa drogowego to osobny temat.
W innych krajach UE, a nawet w innych polskich miastach stoliki na ulicy stoją cały rok. Normalnym jest widok ludzi w płaszczach pijących kawę na chodniku. I nie trzeba tutaj nawet tak lubianych w Polsce podestów – krzesła i stoły ustawione są bezpośrednio na bruku. ©℗
Karol CIEPLIŃSKI