Wtorek, 01 września 2026 r. 
REKLAMA

Wyjątkowy dzień 12-letniego Maćka. Pokonał raka, został żołnierzem [GALERIA]

Data publikacji: 01 września 2026 r. 15:21
Ostatnia aktualizacja: 01 września 2026 r. 15:21
Wyjątkowy dzień 12-letniego Maćka. Pokonał raka, został żołnierzem
Fot. Dariusz GORAJSKI  

To był dzień pełen niespodzianek, wojskowych emocji i wzruszeń. Dwunastoletni Maciek Cupryś, który po pięciu i pół roku walki pokonał nowotwór mózgu, spełnił jedno ze swoich największych marzeń. Chłopiec, który od dawna interesuje się wojskiem, najpierw poleciał wojskowym śmigłowcem, a później trafił na Plac Ćwiczeń Taktycznych Krzekowo, gdzie żołnierze 12. Brygady Zmechanizowanej przygotowali dla niego prawdziwie wojskową niespodziankę.

REKLAMA

Na poligonie czekały dwa kołowe transportery opancerzone Rosomak i żołnierze 12. Brygady Zmechanizowanej. Maciek został potraktowany jak jeden z nich. Dostał hełm, kamizelkę, ochronniki słuchu i wzroku. Chwilę później rozpoczęła się dynamiczna inscenizacja działań bojowych. Był kontakt ogniowy z przeciwnikiem, ruch żołnierzy, Rosomaki i akcja ewakuacyjna. Maciek został „ranny” i zgodnie ze scenariuszem musiał zostać szybko wywieziony z pola walki. Wszystko wyglądało bardzo realistycznie, choć tym razem chodziło przede wszystkim o emocje i spełnienie marzenia chłopca.

– Trochę mnie zaskoczyło, ale jestem bardzo zadowolony. Dziękuję bardzo wszystkim – mówił po zakończeniu wojskowej części wydarzenia Maciek.

Na tym jednak jego wyjątkowy dzień się nie skończył. Wcześniej chłopiec został zabrany do Darłowa, gdzie czekał na niego wojskowy śmigłowiec AW101 z 44. Bazy Lotnictwa Morskiego. Lot był kolejnym elementem wielkiej niespodzianki przygotowanej przez żołnierzy i organizatorów. Maciek nie znał wcześniej szczegółów tego, co się wydarzy. Wiedział jedynie, że wraz z rodziną ma pojechać do Darłowa. Cała reszta była utrzymywana w tajemnicy.

– Maciek wykazał się ogromnym hartem ducha i determinacją, a to cechy, które tak naprawdę na co dzień towarzyszą naszym żołnierzom – mówi starszy chorąży sztabowy Ireneusz Tomaszewski z sekcji prasowej 12. Dywizji Zmechanizowanej. – Połączenie sił wojsk lądowych oraz Lotnictwa Marynarki Wojennej było naszym hołdem dla jego postawy. Chcieliśmy w ten sposób towarzyszyć mu w jego zwycięstwie nad chorobą i pomóc spełnić jego marzenia.

Jak wyjaśniał, przygotowania do wydarzenia trwały zaledwie około tygodnia. Żołnierze dowiedzieli się o całej akcji niedługo przed jej rozpoczęciem. Nie oznaczało to jednak wielkich przygotowań, bo – jak podkreślali wojskowi – żołnierze 12. Dywizji Zmechanizowanej są przygotowani do realizacji takich zadań.

W przedsięwzięciu uczestniczyli żołnierze 12. Dywizji Zmechanizowanej, w tym pluton zmechanizowany 1. Batalionu Zmechanizowanego 12. Brygady Zmechanizowanej. Na miejscu były dwa Rosomaki. Ważną częścią całego przedsięwzięcia była także współpraca z 44. Bazą Lotnictwa Morskiego w Darłowie.

Dla Maćka była to jednak przede wszystkim niezwykła przygoda. Chłopiec, który przez lata musiał mierzyć się z chorobą, tego dnia znalazł się w świecie, który znał dotąd głównie z opowieści i zainteresowań. Mógł wejść do wojskowego pojazdu, założyć wyposażenie żołnierza, obserwować działania na poligonie i poczuć atmosferę wojskowej akcji.

Za tym uśmiechem kryje się jednak historia pięciu i pół roku niezwykle trudnej walki. Maciek zachorował jako sześciolatek. W styczniu 2021 roku zdiagnozowano u niego rdzeniaka zarodkowego, złośliwy nowotwór ośrodkowego układu nerwowego. Przeszedł operację neurochirurgiczną, wielomiesięczną chemioterapię i radioterapię oraz długą rehabilitację. Kiedy wydawało się, że najtrudniejszy czas jest już za nim, pod koniec 2024 roku choroba powróciła. Konieczna była kolejna operacja, następne cykle chemioterapii i radioterapia. Leczenie zakończył we wrześniu 2025 roku, a badania kontrolne nie wykazują nowych niepokojących zmian.

Ten dzień był więc dla całej rodziny symbolicznym zamknięciem tego trudnego rozdziału. Mama Maćka nie kryła wzruszenia i dziękowała wszystkim, którzy przez lata pomagali jej synowi.

– Chciałam podziękować wszystkim lekarzom, pielęgniarkom i całemu zespołowi, który przez pięć i pół roku walczył razem z nami. Dziękuję też wszystkim, którzy byli przy nas, naszym bliskim i oczywiście Muszkieterom Szpiku, bez których tego dzisiejszego święta by nie było. No i przede wszystkim Maćkowi chciałam podziękować za to, że się nie poddał – mówiła.

Wydarzenie było inicjatywą Muszkieterów Szpiku, którzy postanowili połączyć symboliczne zakończenie leczenia z jednym z największych marzeń chłopca. W przygotowanie akcji włączyły się m.in. 12. Dywizja Zmechanizowana, 12. Brygada Zmechanizowana, 44. Baza Lotnictwa Morskiego, a także inne służby i instytucje.

Po wojskowej części dnia Maciek ruszył w dalszą drogę do szczecińskiego szpitala. Tam czekał na niego najważniejszy punkt całego wydarzenia – Dzwon Zwycięstwa. To właśnie jego dźwięk miał symbolicznie zakończyć pięć i pół roku walki z chorobą.

Zamiast szpitalnych procedur były jednak Rosomaki, żołnierze, poligon i wojskowy śmigłowiec. Maciek mógł na jeden dzień zapomnieć o tym, że jeszcze niedawno był pacjentem oddziału onkologicznego. Został bohaterem własnej wojskowej misji. A kiedy na koniec zabrzmiał Dzwon Zwycięstwa, było jasne, że ta najważniejsza walka naprawdę się skończyła.

(dg)

 

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA