Sobota, 17 października 2026 r. 
REKLAMA

W procesie w sprawie katastrofy drogowej pod Konotopem obrona podważa ustalenia biegłego

Data publikacji: 17 października 2026 r. 13:29
Ostatnia aktualizacja: 17 października 2026 r. 13:41
W procesie w sprawie katastrofy drogowej pod Konotopem obrona podważa ustalenia biegłego
Fot. archiwum  

W procesie czterech oskarżonych o katastrofę drogową z września 2023 r. w pobliżu Konotopu przed Sądem Okręgowym w Koszalinie w piątek zeznania składał biegły z zakresu wypadków drogowych. Sporządził siedem opinii i w sądzie je podtrzymał. Obrona głównego oskarżonego podważała zawarte w nich ustalenia.

REKLAMA

Do katastrofy doszło 13 września 2023 r. po godz. 16.00 na drodze wojewódzkiej nr 175 w pobliżu Konotopu (woj. zachodniopomorskie). Samochód ciężarowy zderzył się z liniowym autobusem PKS, którym młodzież wracała do domów ze szkoły w Kaliszu Pomorskim. W autobusie poszkodowanych zostało 17 osób, w tym najciężej kierowca, który zmarł dzień później w szpitalu w Szczecinie. Pierwsi na miejscu katastrofy byli polscy, amerykańscy i czescy żołnierze, którzy w tamtym czasie wyjeżdżali z pobliskiego poligonu. Oni udzielali pierwszej pomocy.

W procesie czterech oskarżonych, który przed Sądem Okręgowym w Koszalinie toczy się od 20 maja 2025 r., zeznawali już wszyscy planowani świadkowie. W piątek pod przysięgą składać je zaczął przed sądem biegły z zakresu wypadków drogowych, o którego wezwanie wnioskowały obie strony postępowania.

Biegły to nauczyciel, diagnosta i przedsiębiorca, który na etapie śledztwa sporządził do sprawy siedem opinii, bo, jak powiedział w sądzie, wynikało to z potrzeb policyjnego śledztwa. Był na miejscu wypadku w dniu, w którym do niego doszło, sporządzał oględziny, potem sprawdzał stan techniczny zabezpieczonych pojazdów. W sądzie zaznaczył, że nie dysponuje swoimi egzemplarzami opinii, bo zniszczeniu uległ dysk zewnętrzny, na którym przechowywał te dane.

– Podtrzymuję co do treści i zawartości wszystkie sporządzone opinie – powiedział na sali rozpraw.

Na polecenie przewodniczącej rozprawie sędzi Sylwii Dorau-Cichoń pokazane zostały zdjęcia i odtworzone nagrania przesłane przez rejon dróg wojewódzkich z odcinka DW175, gdzie doszło do katastrofy. Celem była analiza pionowego oznakowania drogi w obu kierunkach.

Biegły potwierdził, że wszystkie pokazane na zdjęciach i nagraniach znaki ostrzegawcze i informacyjne (ograniczenie prędkości do 60 km/h, uwaga zakręty, śliska nawierzchnia, piesi, wypadki) stały na drodze przed wypadkiem. Dodał, że nowa nawierzchnia drogi została wykonana już po wypadku, przy czym profil łuku się nie zmienił. Naprawiony został uskok, który był na jezdni przy barierach energochłonnych.

Potwierdził, że w opinii umieścił zdjęcie fluorescencyjnego znaku ostrzegawczego, który przed wypadkiem nie miał takich właściwości. Zaznaczył w odpowiedzi na pytania sądu, że nie miało to wpływu na jego ustalenia i wnioski zawarte w opiniach.

– Zrobiłem to, by zaznaczyć, że na tym odcinku dalej występuje niebezpieczeństwo – powiedział biegły.

Mec. Marcin Stopa, obrońca głównego oskarżonego Marcina B., wytykał biegłemu na rozprawie nieznajomość oznaczeń znaków drogowych i odległości, w jakiej te ostrzegawcze stoją od miejsca, w którym doszło do wypadku, kwestionując przy tym ustalenia biegłego.

– Nie pamiętam drogowego znakowania. Nie dokonałem pomiaru odległości od znaku do miejsca zdarzenia – miał to zrobić technik. Rozmieszczanie znaków drogowych reguluje rozporządzenie o znakach i sygnałach drogowych. Zgodnie z rozporządzeniem znaki ostrzegawcze poza obszarem zabudowanym powinny znajdować się w odległości od 150 do 300 metrów przed zagrożeniem – powiedział biegły.

Po ponownym odtworzeniu nagrań przyznał, że licząc słupki hektometrowe, odległość konkretnie wskazanego znaku to ok. 550-600 m.

– Ja go nie ustawiałem. Ale według mojej wiedzy i doświadczenia kierowca został znacznie wcześniej ostrzeżony o występującym niebezpieczeństwie. Ten znak został odwołany za miejscem zdarzenia – zaznaczył biegły.

Mec. Stopa w oświadczeniu ocenił, że „odpowiedź biegłego stanowi podstawę do uznania, że opinia biegłego jest niejasna i nie znajduje uzasadnienia w obowiązujących przepisach”.

– Odpowiedź biegłego świadczy o tym, że biegły powołuje się na przepisy ruchu drogowego, których albo nie zna, albo z nieznanych powodów nie potrafi ich przedstawić. Gdyby biegły prawidłowo odczytał zakres znaków ostrzegawczych oznaczonych na zdjęciu, to wówczas powinien uchylić swój wniosek z opinii, że kierowca nienależycie obserwował znaki ostrzegawcze przed miejscem wypadku co do śliskości jezdni, ponieważ w przepisach ruchu drogowego ten znak po 300 metrach już nie obowiązywał – oświadczył adwokat oskarżonego.

Biegły nie odwołał wniosków zawartych w opiniach. – Jakby kierowca wiedział, co te znaki oznaczają i zastosował się do ograniczenia prędkości do 60 km/h, to by zwolnił tym pojazdem – skwitował.

Biegły 20 listopada będzie kontynuować zeznania.

W procesie 26-letni Marcin B., który był kierowcą tira, odpowiada przed sądem za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. Za umyślne sprowadzenie realnego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oskarżeni są właściciel firmy transportowej z Piły 30-letni Adam K., do której należał pojazd, oraz dwaj jej pracownicy Roman K. i 27-letni Maksymilian F. Wszyscy odpowiadają z wolnej stopy.

Logo PAP Copyright

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA