Dyrekcja Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 PUM w Szczecinie oraz pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, w którym kilka dni temu doszło do ataku 75-letniego mężczyzny, odnieśli się do piątkowych wydarzeń. Podkreślili, że agresja ze strony pacjentów jest ich codziennością, choć nie zawsze przybiera taką skalę, jak ostatnio. Nie zgadzają się także ze społeczną, ich zdaniem niesprawiedliwą, oceną swojej pracy. - Nie jesteśmy wrogami pacjentów. Jesteśmy tu, aby ratować życie - mówi dyrektor szpitala.
Swoje stanowisko w sprawie niepokojącego incydentu i hejtu wobec lekarzy w sieci dyrektor szpitala oraz zastępca lekarza kierującego SOR-em wyrazili w poniedziałek (15 czerwca).
- To, co najbardziej mnie zmartwiło, to to, co później pojawiło się w tzw. mediach społecznościowych, oraz wszystkie komentarze dezawuujące naszą pracę. SOR-y w praktyce są podstawą funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, choć nie powinny nią być. To tutaj pacjenci mogą znaleźć ratunek w przypadku nagłego pogorszenia stanu zdrowia. Znacie państwo naszą historię jako największego szpitalnego oddziału ratunkowego w Polsce, z tysiącami przyjęć pacjentów, których stan zdrowia - w mojej ocenie - niekoniecznie kwalifikuje się do natychmiastowego zgłoszenia się na SOR. Część z nich mogłaby korzystać także z innych form pomocy dostępnych w systemie ochrony zdrowia - mówił dr hab. Konrad Jarosz, dyrektor naczelny USK nr 1 PUM w Szczecinie.
Dr Jarosz mówi nawet o setkach pacjentów przyjmowanych każdego dnia.
Szczególnie niepokoi go jednak ocena internautów, którzy zamiast solidaryzować się z personelem, rozpowszechniają - jego zdaniem - niesprawiedliwe opinie na temat pracy medyków.
- Komentowanie, że ludzie muszą tu długo czekać i że nie są odpowiednio zaopiekowani, jest bardzo krzywdzące. Zwłaszcza dla mojego personelu, który dokłada ogromnych starań, by każdego dnia pomagać ludziom. Dlatego zdecydowałem się wystąpić i zaapelować. My naprawdę każdego dnia pomagamy ludziom, a to, że ktoś czasami wypije kawę, nie jest przestępstwem - zaznaczył.
O zdarzeniu z piątku, 12 czerwca, opowiedział dr n. med. Grzegorz Czajkowski, zastępca lekarza kierującego Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym USK nr 1 PUM.
- Pacjent został przywieziony przez zespół ratownictwa medycznego. Nic nie wskazywało na to, że dojdzie do jego pobudzenia i zachowań agresywnych. Przebywał na sali intensywnego nadzoru, ponieważ wymagał takiej opieki. Wszystko wydarzyło się nagle. Mamy duże doświadczenie w pracy z agresywnymi pacjentami, jednak nic nie zapowiadało, że ten pacjent nagle stanie się agresywny - powiedział. - Musieliśmy przede wszystkim chronić innych pacjentów. Najpierw przeprowadziliśmy ewakuację, a później, na szczęście, policja dotarła na czas i pomogła nam opanować sytuację.
Dr Czajkowski potwierdził, że 75-latek zaatakował jednego z ratowników, jednak ten zdołał samodzielnie się obronić. Przypomnijmy, że mężczyzna zniszczył również sprzęt medyczny, w tym kosztowne urządzenie do pomiaru parametrów krytycznych, niezbędne na SOR-ze, ponieważ pozwala ono szybko uzyskać wyniki badań. Jego posiadanie jest także wymogiem NFZ. Na szczęście Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 PUM przy ul. Unii Lubelskiej dysponuje zapasowym urządzeniem tego typu.©℗
Agata Jankowska