Sobota, 28 lutego 2026 r. 
REKLAMA

Szczecin opowiedziany przez pasjonatów. Tłumy na XIII Dniu Przewodnika Miejskiego [GALERIA, FILM]

Data publikacji: 28 lutego 2026 r. 14:52
Ostatnia aktualizacja: 28 lutego 2026 r. 14:58
Szczecin opowiedziany przez pasjonatów. Tłumy na XIII Dniu Przewodnika Miejskiego
Fot. Bartosz Panuś  

Kilkaset osób zgromadziło się na Placu Lotników, gdzie rozpoczął się XIII Międzynarodowy Dzień Przewodnika Miejskiego pod hasłem „Osobowości Szczecina”. Organizowane przez Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Pilotów i Przewodników wydarzenie po raz kolejny udowodniło, że historia miasta potrafi fascynować i przyciągać tłumy. W tym roku trzydziestu kwalifikowanych przewodników poprowadziło 36 grup różnorodnymi trasami, odsłaniając przed mieszkańcami i turystami znane oraz mniej oczywiste oblicza Szczecina.

REKLAMA

Jednym z najpopularniejszych punktów programu okazało się zwiedzanie odrestaurowanego północnego skrzydła Zamku Książąt Pomorskich. Na trasę z Tomaszem Wieczorkiem przyszło ponad 200 osób, które – aby zwiedzanie mogło przebiegać sprawnie – podzielono na trzy grupy. Już na dziedzińcu było widać, że dla wielu uczestników to pierwsza okazja, by zobaczyć z bliska efekty wieloletniego remontu.

– Nie byłam tu jeszcze po remoncie, a bardzo chciałam zobaczyć, jak zamek wygląda dziś – mówiła pani Alina, która specjalnie czekała na tę wycieczkę. – Słyszałam wiele opinii, ale to, co zobaczyłam, przeszło moje wyobrażenia. Największe wrażenie zrobiła na mnie Sala Bogusława. To coś niesamowitego – nie wiedziałam, że może wyglądać tak pięknie. Te detale, światło, przestrzeń… Człowiek nagle uświadamia sobie, jak wielką historię noszą te mury. Dobrze, że mamy przewodnika, który potrafi o tym opowiedzieć z taką pasją, bo wtedy to nie są tylko ściany i sklepienia, ale żywe dzieje naszego miasta.

W zupełnie inny klimat wprowadzał uczestników pan Alfred, uczestnik trasy śladami Johannesa Quistorpa, który pojawił się na wydarzeniu w stroju stylizowanym na XIX-wiecznego dżentelmena. Cylinder, laseczka i surdut przyciągały spojrzenia przechodniów.

– No tak, trzeba się odpowiednio "pokroić", czyli założyć cylinder – to nakrycie głowy, bez którego trudno wyobrazić sobie prawdziwego dżentelmena tamtej epoki – mówił. – Laseczka była nieodzownym atrybutem. Nie każdy mógł ją nosić. To był pewien symbol – człowieka wykształconego, który zdał maturę, który znał zasady dobrego wychowania. Pod płaszczem mam surdut, czyli wyjściowy strój dzienny. Bo przecież były jeszcze stroje wieczorowe. Do tego odpowiednie spodnie i buty. To wszystko budowało wizerunek człowieka swoich czasów.

Jak podkreślał, historią interesuje się od dziecka.

– Odkąd nauczyłem się czytać, sięgałem po książki historyczne - dodał. – A kiedy sprowadziłem się do Szczecina, zafascynowały mnie dzieje Pomorza i jego mieszkańców, Idę ich śladami, zgłębiam wiedzę cały czas. To miasto ma w sobie coś, co wciąga bez reszty.

Nie wszyscy wybierali dziś zorganizowane grupy. Józef Smolański postanowił zwiedzać indywidualnie.

– Kolano trochę boli, więc idę swoim tempem – tłumaczył z uśmiechem. – Zajrzałem do informacji turystycznej, potem chcę przejść w stronę Bramy Królewskiej, dalej do filharmonii, do kościoła i na zamek. Zejdę też na Nowe Miasto. Lubię takie dni, kiedy można spokojnie pochodzić i przy okazji zebrać pieczątkę do pamiątki.

Wspominając swoje najtrudniejsze wyprawy, wrócił pamięcią do górskich wędrówek.

– Raz szedłem w Bieszczadach – piękna pogoda, słońce. Innym razem deszcz nas dopadł na granicy Ukrainy, Polski i Słowacji, było ciężko – wspomina. – A w 1982 roku wchodziłem na Śnieżkę. Śniegu było dużo, dojście trudne, ale miałem wojskowe buty z kolcami i jakoś się udało. Takie chwile zostają w człowieku.

Sporą grupę zgromadziła także autorska trasa „Zegary Szczecina”, prowadzona przez Ryszarda Zubę. Spacer rozpoczął się przy Bramie Królewskiej, a jego uczestnicy odkrywali, jak na przestrzeni wieków odmierzano czas w mieście.

– Na początku zegary nie miały tarcz – one po prostu wydzwaniały godziny – wyjaśniał przewodnik. – Chciałem pokazać najpierw dzieciom, jak różnorodnie można mierzyć czas, dlatego ta trasa powstała właśnie z myślą o najmłodszych. Mamy zegar muzealny, zegar kulkowy zbudowany przez pasjonata przez trzy lata, a na dziedzińcu zamkowym zegar, który nie tylko pokazuje godziny, ale i fazy księżyca oraz aktualną datę. Co ciekawe, wskazówka godzinowa jest tam mniejsza od minutowej – to rzadkość.

Jak przyznał, choć prowadzi tę trasę już drugi raz, za każdym razem odkrywa w niej coś nowego. 

Wśród uczestników był także Edmund Gorczyca, który wybierał się na trasę poświęconą dawnemu ziemstwu pomorskiemu.

– Historia jest dla mnie najważniejsza – podkreślił. - Interesują mnie ludzie, którzy budowali to miasto – urzędnicy, przedsiębiorcy, książęta, ale też zwykli mieszkańcy. Chcę zrozumieć, jak funkcjonowało dawne PKO, jakie znaczenie miały instytucje finansowe dla rozwoju regionu. To nie są suche daty – to opowieść o ambicjach, marzeniach i odwadze. Za każdą fasadą kryją się konkretne losy. Dlatego takie spacery są bezcenne. Można stanąć przed budynkiem, który mija się codziennie, i nagle zobaczyć go zupełnie inaczej.

Tegoroczny Dzień Przewodnika tradycyjnie zakończy koncert organowy w Bazylice Archikatedralnej św. Jakuba oraz wieczorna wystawa w Muzeum Techniki i Komunikacji. Jednak już dziś w południe było jasne, że największą wartością wydarzenia są ludzie – przewodnicy i uczestnicy, którzy wspólnie tworzą żywą opowieść o mieście. Szczecin, dzięki ich pasji, na kilka godzin stał się przestrzenią spotkania z historią, która wciąż trwa. ©℗

(dg)

Realizacja filmu Piotr Sikora

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA