- Nie ma dnia, żebym nie myślała o Marysi. Sama jestem matką i nie pogodzę się z tym, że nie dałam rady uratować dziecka - przekonywała ze łzami w oczach wykładowczyni Akademii Sztuki w Szczecinie Marta K. Jest oskarżona o to, że nieumyślnie przyczyniła się do śmierci studentki Marii Majcher, która zginęła w wyniku ran odniesionych w wybuchu w pracowni uczelni. Obok Marty K. na ławie oskarżonych zasiadła rektor, prof. Mirosława Jarmołowicz. Proces w sprawie najtragiczniejszego wydarzenia w historii Akademii Sztuki rozpoczął się w środę w Sądzie Okręgowym w Szczecinie.
25 czerwca 2023 roku podczas prac nad historycznymi technikami graficznymi w budynku Akademii Sztuki przy ul. Kolumba doszło do wybuchu. Zapaliły się przedmioty i odzież osób przebywających w pomieszczeniu. Ucierpiały dwie nauczycielki akademickie, w tym Marta K., i Maria Majcher, której ciało było poparzone w ponad 90 proc. Studentka przez kilka miesięcy walczyła o życie. Zmarła w grudniu 2023 roku.
Prokuratura uznała, że do tej śmierci przyczyniły się dwie osoby.
- W zakresie pani wykładowczyni akt oskarżenia zarzuca sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu w pracowni druku wklęsłego w budynku przy ul. Kolumba w Szczecinie - poinformował w środę prokurator Radosław Ogielski.
Wedle oskarżyciela Marta K. złamała przepisy BHP. Nie zapewniła odzieży ochronnej, nie sprawdziła, czy wentylacja działa prawidłowo, dopuściła do tego, że w pomieszczeniu było za dużo chemikaliów, nie sprawowała właściwego nadzoru nad Marią. Śledczy dysponują opiniami biegłych z zakresu pożarnictwa i BHP, z których wynika m.in., że źródłem ognia był używany przez studentkę tygielek, który był dziurawy.
- W zakresie pani rektor zarzuty opierają się o kwestie zaniechań systemowych w zakresie braku sprawowania należytego nadzoru nad przestrzeganiem BHP w budynku przy ul. Kolumba. Sama rektor w wywiadzie udzielonym magazynowi "Szum" wskazała, że budynek nie spełnia norm w zakresie BHP i zajęcia nie powinny się tam odbywać - dodawał prokurator.
Mirosława Jarmołowicz, podobnie jak Marta K., do stawianych zarzutów się nie przyznała. W środę nie miała jeszcze okazji zeznawać, ale podczas przerwy porozmawiała chwilę z dziennikarzami.
- To bez wątpienia bardzo ważna sprawa. Dla naszej społeczności akademickiej ten wypadek był wielką tragedią, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Mamy satysfakcję, że po trzech latach od wypadku rozpoczął się proces, który z pewnością wskaże okoliczności i wszelkie aspekty, również odpowiedzialność, tego wypadku - mówiła rektor. - Budynek był dostosowany do prowadzenia zajęć. Mamy dokumenty, które przedstawimy. Co roku odbywają się kontrole i tylko na podstawie tych dokumentów mogę dopuścić budynek do zajęć dydaktycznych. Takie dokumenty były. ©℗
Alan Sasinowski