Jak się rysuje przyszłość prasy papierowej, którą trudniej kontrolować i cenzurować? Dla części polityków prasa papierowa – jeśli nie jest pod ich kontrolą – jest trudna do zaakceptowania. Łatwiej walczyć z wydawcami w internecie. Tych, którzy wydają dziennikarskie treści na papierze można tylko… zagłodzić, odciąć od źródeł finansowania. Prasa traci jedną ze swoich podstawowych funkcji jako tzw. czwarta władza – funkcję kontrolną. To alert dla społeczeństwa. Niestety, w największym stopniu utraciła ją niezależna prasa regionalna, która z wyjątkiem „Kuriera Szczecińskiego”, już w Polsce praktycznie nie istnieje, przynajmniej na rynku dzienników. Prasa umiera w ciszy.
Rolę mediów dziennikarskich w Polsce, o zgrozo, przejęły quasi-media, udające media dziennikarskie, a w istocie będące mediami handlowymi, gdzie większość treści to treści opłacone przez konkretnych nadawców, media propagandowe i promocyjne, których nadawcami są samorządy operujące pieniędzmi podatników, agencje PR-owskie, które pracują głównie dla tych podmiotów i spółek Skarbu Państwa, również za pieniądze podatników oraz biura prasowe władz lokalnych i administracji rządowej jak również instytucji budżetowych. Większość środków, które służą generowaniu tych propagandowych i promocyjnych treści to pieniądze podatników. Ale te pieniądze nie trafiają do dziennikarzy, którzy jeszcze niedawno byli nazywani czwartą władzą, lecz do PR-owców, pracowników biur prasowych oraz tych „słusznych” wydawców handlowych. Tak zamiast informacji powstaje promocja i propaganda. Pieniądze podatników nie służą zatem kontroli społecznej, lecz generalnie lukrowaniu rzeczywistości na użytek władzy, która coraz bardziej odrywa się od społeczeństwa jak za czasów słusznie minionych, za komuny. Malowanie trawy na zielono to już niemal norma w kontrolowanych przez samorządy wydawnictwach.
W Zachodniopomorskim Urzędzie Marszałkowskim w Biurze Prasowym jest oficjalnie 6 pracowników. Pracę w zakresie obsługi informacyjnej samorządowych władz regionu wykonuje jednak pośrednio znacznie więcej osób. Na rzecz obsługi medialnej i informacji pracują też osoby zatrudnione w biurze marszałka. Urząd zleca ponadto różne usługi „medialne”, oraz akcje promocyjne podmiotom zewnętrznym. Korzystają na tym lokalne i regionalne media, w tym „Kurier Szczeciński”… tyle że w śladowych ilościach. Stosunkowo niewiele zyskał też „Głos Szczeciński”. Jednak wydawca tego ostatniego – Polska Press ma potężne wsparcie, gdyż należy do spółki Skarbu Państwa – koncernu PKN Orlen. Orlen stać, by pokryć stratę w wysokości 82 mln złotych za 2024 r. własnymi środkami, czyli pieniędzmi z zysku ze sprzedaży swoich produktów. Innymi słowy: im więcej jeździmy i zużywamy paliwa, tym lepiej dla Polski Press. Gazety należące do tego koncernu de facto finansują w paliwie nawet ci, którzy tych gazet nie czytają. Czy to uczciwa konkurencja dla „Kuriera Szczecińskiego”, ostatniej niezależnej gazety codziennej w Polsce? Kontrolę nad Orlenem mają kolejne rządy, one też miały i mają nadal kontrolę nad dwudziestoma regionalnymi dziennikami w Polsce.
Najwięcej zleceń zachodniopomorski Urząd Marszałkowski kieruje do jednego lokalnego portalu specjalizującego się w publikacji treści sponsorowanych i promocyjnych oraz osobno do jego właściciela – osoby prywatnej, która stanowi odrębny podmiot gospodarczy. Jedynie w latach 2018-2024 Wojciech Wirwicki oraz wszczecinie.pl (W. Wirwicki jest też właścicielem tego portalu) zainkasował z tytułu zleceń od ZUM ponad 1,5 mln złotych. Nikomu tam nie przeszkadza, że dziennikarz tego portalu jest jednocześnie rzecznkiem prasowym w kilku podmiotach. Sporo zleceń kierowanych jest też do Agory – w latach 2018 – 2024 miały wartość prawie 600 000 zł.
„Kurier Szczeciński” jest ostatnim niezależnym dziennikiem regionalnym w Polsce. Działa na rynku wydawniczym zdominowanym przez potężną konkurencję jaką jest państwowy monopol.

W trakcie V Forum Mediów Lokalnych Lokalsi 4.0 w marcu 2025 r. padło stwierdzenie, że „źródła przychodów z ogłoszeń, które są głównym źródłem utrzymania mediów lokalnych zaczynają się kończyć.” Jeden z uczestników debaty zauważył, że firmy stawiają na własne rozwiązania, w tym media społecznościowe. Tymczasem już oficjalnie analitycy rynku przyznają, że media społecznościowe opanowali sprzedawcy. Podobne stało się już wcześniej z innym źródłem przychodów, to znaczy z administracji samorządowej, rządowej oraz z instytucji im podległych. Wydawcy prasy papierowej, którzy wydają też swoje portale w internecie, są często pomijani na rzecz wspomnianych wyżej podmiotów niedziennikarskich – własnych lub handlowych.
Złą sytuację wydawców lokalnych i regionalnych pogłębia likwidacja punktów sprzedaży gazet.
– Jak wy to sprzedajecie? – pytał w czasie debaty dotyczącej mediów jeden z czytelników, który nie chce się pogodzić ze śmiercią prasy papierowej.
– Nie ma jak sprzedawać – odpowiadał wydawca z Łowicza. – Ludzie stoją pod redakcją i chcą kupić gazetę w redakcji.
W desperacji wydawca gazety stworzył własny kolportaż i sam rozwozi gazety po terenie, bo ze sprzedaży gazety papierowej miał większy przychód niż z wydawania portalu.
„Kurier Szczeciński” jest gazetą regionalną, problemy ma jednak bardzo podobne. Tym większe, że jest ostatnią niezależną regionalną gazetą codzienną w Polsce należącą do pracowników i zmaga się z potężną konkurencją monopolisty – państwowego koncernu zasilanego pieniędzmi z paliw.
Ludzie są odcinani od prawdziwego świata i karmieni na przemian reklamą i propagandą. Są zainteresowani obiektywną informacją, ale nie chcą za nią płacić. Symboliczne są sceny dziejące się pod stoiskami prasowymi w dyskontach i sklepach wielkopowierzchniowych, które wyglądają jak czytelnie. Klient po przeczytaniu gazety, odkłada ją i idzie dalej.
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że oszczędzając 4 złote na gazecie, odetną się od informacji, bo gazety po prostu padną. Rządzący nic w tym zakresie nie robią, bo nie mają motywacji. Niezależne redakcje nie są w Polsce wspierane systemowo. Parlamentarzyści, którzy mają usta wypchane frazesami o wolności słowa i społeczeństwie obywatelskim, od wielu lat też w tej sprawie nic nie zrobili. Tymczasem w innych krajach, w tym na Litwie, czy we Francji, prasa dziennikarska jest wspierana przez państwo niezależnie od tego, jaką opcje reprezentuje wydawca.
Dochodzi do patologii; w redakcjach gazet wydawanych przez samorządy za pieniądze mieszkańców-podatników pracują radni, a nawet zarządzający gminami samorządowcy.
Reklama programatyczna, z której coraz częściej korzystają wydawcy portali, zazwyczaj nie jest w stanie wypełnić dziury w budżetach niezależnych podmiotów. Inna sprawa, że w sieci zarabiają często treści o niskiej wartości. Uczestnik wspomnianej debaty – Piotr Wrotek z firmy IDM Media podał przykład tekstu o kurczaku z dyskontów, który niemal pozbawiony treści, a rozdmuchany powtórzeniami i wielosłowiem wygenerował w ciągu 15 godzin ponad milion odsłon.
Patryk Ślęzak, że Stowarzyszenia Mediów Lokalnych na pytanie, dlaczego ludzie nie chcą płacić za dostęp do informacji na portalach, odpowiedział anegdotą; jeden z czytelników zapytał wydawcę lokalnego portalu: dlaczego mam płacić za informacje, skoro płacę za internet?
Mateusz Orzechowski, wydawca portalu 24Wspolnota.pl z Łowicza sam rozwozi wydawane także gazety, bo system kolportażu jest w rozsypce. Zanika tez kultura sprzedaży takiego produktu jak gazeta.
Piotr Wrotek stwierdza wręcz: – Urzędy Marszałkowskie same wydają media i gazety. Na kongresie mazowieckich mediów lokalnych padły stwierdzenia, że „z jednej strony miasta mówią, że będą wspierać media dziennikarskie, a z drugiej wydają pieniądze podatników na własne media”.
W zachodniopomorskiem temat jest znany. Na przykład w Nowogardzie wydawana jest gazeta, którą redagują radni. Podobnie jest w gminie Kołbaskowo i w wielu innych.
– Kiedyś firmy motoryzacyjne kupowały całe okładki, ale jak przyszedł kryzys, wypowiedziały umowy. Pojawia się problem w firmie, od razu następuje wyłączanie kampanii. Przykład: promocja branży motoryzacyjnej dziś to śmiech na sali. Jak artykuł z lokalnego portalu trafi do Discovera to są pieniądze – wyjaśnia Piotr Wrotek.
To pokusa, która rodzić może i często rodzi patologię, bo portal staje się papką treściową wygenerowana głównie przez AI.
Niezależne media i dziennikarstwo niszczy nie tylko lokalna administracja, władza polityczna, urzędy i instytucje utrzymywane z pieniędzy podatników, ale również giga podmioty z branży big-tech, które wykorzystują tak zwaną sztuczną inteligencję, która tak naprawdę powinna nazywać się raczej sztuczną złodziejką, bo okrada twórców na całym świecie, w tym dziennikarzy zupełnie bezkarnie, z czego korzystają wielkie podmioty, takie jak choćby Google. Powstają w ten sposób pseudo-dziennikarskie treści, wtórne, eklektyczne, częściowo prawdziwe półprodukty nie pierwszej świeżości. A już na pewno nie newsy, bo sztuczna inteligencja, która penetruje odmęty Internetu jest w stanie wygenerować tylko to, co znajdzie w sieci. Nie napisze informacji o zdarzeniu, o którym nikt nic nie napisał wcześniej. Prawdziwym przełomem może być jednak sytuacja, kiedy sztuczna inteligencja będzie w stanie monitorować ziemski glob za pomocą różnego rodzaju czujników i kamer, mikrofonów i innych narzędzi, wchodzić ze swoim okiem i uchem do domów, sądów, mieszkań, a nawet pod kołdrę i zdolna będzie sama podejmować decyzje, czy to, co się właśnie dzieje i co obserwuje, godne jest, by znaleźć się na ekranie, łamach czy wyświetlaczu smartfona.
To już nie jest tylko teoria i science fiction. To się dzieje na naszych oczach. Sytuacja ta to – wbrew temu co mówią entuzjaści sztucznej inteligencji – nie tylko szansa. To ogromne zagrożenie dla wolności ludzi, a nawet całych społeczeństw, którym grozi nie tylko hiper-kontrola na wzór orwellowskiej antyutopii pokazanej w „1984”, ale odcięcie od informacji prawdziwych i włączenie do świata fałszu, który staje się szybko środowiskiem zniewolenia na globalną skalę, co można porównać tylko z czasami komunizmu.
Władza, którą póki co wybieramy w wyborach, powinna być świadoma zagrożenia i jeśli jej deklaracje o służbie wolnemu społeczeństwu i o obronie praw obywatelskich są szczere, powinna wspomóc te prawdziwe dziennikarskie media oparte o zasady etyczne.
Pojawiły się zupełnie nowe zjawiska. Media społecznościowe opanowane zostały przez sprzedawców nazywanych dziś influenserami. Handel przeniósł się w dużym stopniu do sieci. Coraz gorzej mają się nawet centra handlowe. Już w 2023 roku Stowarzyszenie Mediów Lokalnych ostrzegało przed nasilającym się zjawiskiem faworyzowania swoich redakcji w dystrybucji reklam przez spółki Skarbu Państwa i urzędy. Mediów i quasi-mediów lub inaczej nazywanych – biur prasowych, które same w sobie stanowią biura propagandy, namnożyło się. Każda spółka Skarbu Państwa, czy spółka komunalna ma przynajmniej jednego rzecznika, a niektóre z nich całą masę pracowników zajmujących się przetwarzaniem faktów, w taki sposób, by były one korzystne dla pracodawcy, czyli urzędów i spółek de facto publicznych. Słowem finansują to podatnicy oraz konsumenci produktów wytwarzanych przez państwowe podmioty (PKN Orlen – to pośrednio największy de facto wydawca prasy w Polsce).
Radio i telewizja publiczna to worki bez dna – w dużym stopniu dofinansowywane są przez podatników, nie tylko z abonamentu, ale i z budżetu państwa.
Wydawcy małych lokalnych i regionalnych mediów niezależnych zastanawiają się tymczasem jak przeżyć kolejny rok. Stworzyć aplikacje na napiwki dla dziennikarzy jak dla kelnerów, a może na mikropłatności za lekturę konkretnych treści, czy subskrypcje, wpłaty patronów/darczyńców? Jak monetyzować przestrzeń w aplikacjach mobilnych?
A do tego wszystkiego dochodzi cenzura, profilowany i kontrolowany politycznie hejt trolli. Dysponenci naszych publicznych pieniędzy wolą zapłacić agencji niż podsunąć temat prasie lokalnej, która to jest bardziej krytyczna, weryfikuje informacje. Tymczasem agencja preparuje treść zgodnie z życzeniem zleceniodawcy, w ten sposób odcina społeczeństwo od bardziej obiektywnej informacji, albo od informacji w ogóle, serwując mu wizję świata fikcyjnego.
Mieszkańcy miast i wsi w Polsce coraz bardziej odcięci są od informacji, mają coraz mniejszy wpływ na to, kto i jak zarządza ich pieniędzmi, kto i czy uczciwie sprawuje władzę lokalną i regionalną. Tymczasem zamykane są kolejne tytuły, niekorzystna jest polityka big techów i AI. Do tego w ostatniej chwili z ustawy medialnej wykreślono zapisy dotyczące zakazu wydawania prasy samorządowej. Chciałoby się powiedzieć – Amen. Ale nie, trzeba walczyć o wolną prasę. ©℗
Roman CIEPLIŃSKI