W środę pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zorganizowali strajk ostrzegawczy. W oddziałach w całej Polsce, także w Szczecinie. Domagali się podwyżek. Żal mają przede wszystkim do rządu.
Strajk odbywał się w g. 8 - 10. Podstawowy postulat protestujących to podwyżka pensji o 1200 zł brutto.
W siedzibie ZUS przy ul. Matejki w Szczecinie do dziennikarzy wyszła Dagmara Ledzion, przewodniczącą Krajowego Związku Zawodowego Inspektorów Kontroli ZUS.
- Od 1 kwietnia, odkąd zaczęliśmy okupować centralę ZUS, oczekujemy jednego: godnych warunków pracy i płacy - mówiła. - Chcemy wreszcie zobaczyć pieniądze za naszą ciężką pracę - a rząd ciągle zleca nam nowe zadania, jest ich bez liku. Sprostamy każdemu wyzwaniu, bo tu są ludzie ambitni, zaangażowani, pracują po godzinach. Tylko że robimy dodatkowe zadania, a podstawowe zadania leżą.
Dagmara Ledzion jest przekonana, że pieniądze w ZUS na pensje są. Tylko że są źle dystrybuowane w obrębie instytucji. Wskazuje na to, że w ZUS od pół roku nie ma prezesa. Potrzebny byłby, jej zdaniem, nowy prezes i przeprowadzenie audytu. Jednocześnie przewodnicząca dodawała, że rozmowy z zarządem przebiegają w dobrej atmosferze. Największym problemem jest postawa rządu.
- Nie ma dialogu. Pani ministra nie znalazła czasu dla protestujących. Nie było ani jednego spotkania z panią ministrą - podkreślała Dagmara Ledzion. - Obsługujemy mnóstwo zadań. Za te zadania ZUS dostaje pieniądze. Ale opłaca za nie prąd, wszystko, natomiast złotówki z tego nie dostają pracownicy. Chcemy jedynie, żeby ułamek z tych pieniędzy trafiał do pracowników. Do tego potrzebne są rozwiązania ustawowe. Wiemy, że 1200 zł to duża kwota, ale nie stajemy na stanowisku: ani złotówki mniej. Ale nie 170, czy 220 zł, jak proponuje pracodawca. Zresztą te pieniądze jakoś się znajdują. Dołożono 2 tys. nagrody, suma urosła do 4 tys. Gdyby te 4 tys. rozdzielić na wszystkich pracowników i na 12 miesięcy, to my byśmy przestali protestować.
Pracownicy odeszli od biurek także w siedzibie ZUS na ul. Citroena.
Co dalej? Jeśli środowy strajk ostrzegawczy nic nie da, możliwe jest zorganizowanie referendum strajkowego, które może zdecydować o strajku generalnym. ©℗
Tekst i fot. Alan Sasinowski