W powtórnym procesie Mariusza G. z Kołobrzegu nazwanego w mediach „Krwawym Tulipanem”, oskarżonego m.in. o trzy zabójstwa, sąd słuchał w czwartek wyjaśnień trzech współoskarżonych kobiet, które w różny sposób miały pomagać mu w zacieraniu śladów zbrodni i przejmowaniu majątków ofiar.
Przed Sądem Okręgowym w Koszalinie od środy toczy się powtórny proces pięciu oskarżonych w związku z zabójstwami: 31-letniej Iwony K. wiosną 2016 r., 37-letniej Anety D. w październiku 2018 r. i 54-letniej Bogusławy R. - 7 czerwca 2019 r.
W drugim dniu rozprawy sąd zaplanował wysłuchanie wyjaśnień Doroty Ł., niedoszłej żony głównego oskarżonego, Łucji S. i jej córki Karoliny S., z którą romansował Mariusz G. Wszystkie trzy kobiety są oskarżone o pomocnictwo w zacieraniu śladów zbrodni i przejmowaniu majątków ofiar.
Dorota Ł. z Koszalina nie przyznała się do przedstawionych zarzutów. Odmówiła składania wyjaśnień. To ona, zdaniem śledczych, miała pomagać Mariuszowi G. sprzątać mieszkanie Bogusławy R., spakować jej rzeczy, gdy kobieta już nie żyła. Pojechała z Mariuszem G. do Sebastiana T. do wsi Obroty, by zostawić u niego samochód Bogusławy, a następnie do Niemiec, by z telefonu Bogusławy R. wysłać uspokajające smsy do jej rodziny. Miała też kartę płatniczą Anety D.
- Przechodzę horror od 6 lat. Półtora roku byłam w areszcie śledczym. Nie przyznałam się do niczego, bo niczego złego nie zrobiłam. Ja tylko pomagałam, jeśli za to jest się karanym, to ja się na to nie godzę. Jestem niewinna, czuję się bardzo pokrzywdzona. Współczuję rodzinie R. Nie znałam tej rodziny, tej kobiety – mówiła w czwartek w sądzie Dorota Ł.
Przewodniczący składu orzekającego sędzia Jacek Matejko odczytał składane przez oskarżoną wyjaśnienia w toku śledztwa i w pierwszym procesie. Dorota Ł. w czwartek je podtrzymała.
Mówiła wówczas, że zna Mariusza od marca 2019 r., nie mieszkała z nim na stałe, mówił jej, że jest sejsmologiem. Wiedziała, że Bogusława R. to jego dobra znajoma. „Nigdy mi nie mówił, że byli w związku. Nie znałam Iwony K. i Anety D. U Mariusza była karta płatnicza Anety D., korespondencja bankowa na nią” – odczytywał sędzia Matejko wyjaśnienia Doroty Ł.
Kobieta twierdziła, że karta płatnicza Anety D. znalazła się w jej dokumentach przypadkiem. Wzięła ją przez pomyłkę, była podobna do jej własnej. Potem wyjaśniała, że ze stolika przy zatrzymaniu przez policję zabrała pomyłkowo dokumenty bankowe na Anetę D.
Do mieszkania Bogusławy R. pojechała z Mariuszem G., jego mercedesem. On miał powtarzać, że Bogusława R. ma długi, wyjechała za granicę, by ukryć się przed wierzycielami, że jej życie i zdrowie jest zagrożone i on jej pomaga. „Był zły i mówił, że Bogusława sama powinna pozałatwiać swoje sprawy. My w tym mieszkaniu byliśmy 2-3 godziny. (…) Spakowałam jej rzeczy do worków, do toreb. (…) Część od razu trafiło do śmietnika. (…) Na rękach miałam rękawiczki. Mówiłam, że się brzydzę” – wyjaśniała w śledztwie Dorota Ł.
W prokuraturze mówiła, że oboje pojechali pod mieszkanie Bogusławy R. jeszcze późnym wieczorem po zaparkowany niebieski samochód. Nie wiedziała, że należał do Bogusławy. Zostawili go u Sebastiana T., we wsi Obroty.
Dorota Ł. wyjazd za granicę w celu wysłania smsów z telefonu Bogusławy R. do jej rodziny traktowała jako przysługę dla koleżanki Mariusza G. Zaznaczyła, że smsy wysyłał tylko on. Przyznała, że widziała umowę pożyczki sporządzoną na kwotę 75 tys. dolarów między Bogusławą R. a Mariuszem. Prosił, by złożyła podpis za Bogusławę R. Dorota Ł. przyznała, że zrobiła to na jakimś „świstku papieru”. W kolejnych wyjaśnieniach temu zaprzeczała. Pytała Mariusza, dlaczego na jego adres przychodzi korespondencja od jakiś kobiet. Tłumaczył, że to jego znajome z przeszłości i on próbował interweniować w sprawie zmiany adresu tych przesyłek, ale, jak widać, bezskutecznie.
W oświadczeniu złożonym na końcowym etapie śledztwa Dorota Ł. powiedziała, że nie miała żadnej wiedzy o zbrodniach, które miał popełnić jej narzeczony. Gdyby wiedziała, choćby dla własnego bezpieczeństwa, zawiadomiłaby organy ścigania. „Zniszczył mi życie. Mało śpię, budzę się z myślą, że to koszmarny sen” – wyjaśniała.
Mariusz G. i Dorota Ł. mieli wziąć ślub 15 czerwca 2019 r. Zostali zatrzymani kilka dni przed ceremonią.
Kolejna ze współoskarżonych osób Karolina S. z Ostrowic przyznała się w czwartek w sądzie do zarzucanego jej czynu z 17 sierpnia 2018 r., pierwszego z dwóch jej stawianych związanych z pokrzywdzoną Anetą D. (od trzech dotyczących Iwony K. została uniewinniona w pierwszym procesie - PAP). Odmówiła składania wyjaśnień. Odpowiadała na pytania sądu i obrońcy.
Przyznała się do wyłudzenia podstępem poświadczenia nieprawdy przez wprowadzenie w błąd notariusza na szkodę Anety D. Podała się za nią i sygnowała akt notarialny jej sfałszowanym podpisem. Chodziło o uzyskanie pełnomocnictwa. Do podpisania się za Anetę D. na akcie notarialnym sprzedaży mieszkania już nie się przyznała, choć we wcześniejszych wyjaśnieniach wskazywała na swój udział. W czwartek stwierdziła, że wcześniej „wszystko jej się pomieszało”, nie chciała tłumaczyć dlaczego. Tym samym częściowo podtrzymała swoje wyjaśnienia składane w śledztwie i w pierwszym procesie.
Karolina S. poznała Mariusza G. w 2014 r. przez internet, poprzez ogłoszenie towarzyskie. Mówił jej, że pływa na morzu. Intensywniej mieli zacząć się spotykać w 2017 r., głównie w kołobrzeskich hotelach, turystycznie jeździli do Gdańska. Dostawała od Mariusza G. 100-150 zł, robił zakupy, płacił za dentystę. Obiecywał założenie rodziny.
To w lipcu 2018 r. Mariusz G. miał ją poprosić, by poszła z nim do notariusza i podpisała się pod aktem notarialnym, podszywając się za jego koleżankę Anetę D. Ćwiczyła ten podpis na podstawie dokumentu tożsamości, który dał jej Mariusz. „Powiedział mi, że Aneta wyjechała z Kołobrzegu i nie zdążyła wszystkiego załatwić. (…) Wysłałam mu swoje zdjęcie. On powiedział, że załatwi dowód osobisty i że ta Aneta wszystko wie" – wyjaśniała przed śledczymi Karolina S., która spotykała się z Mariuszem G. do maja 2019 r.
Łucja S. od początku śledztwa przyznawała się do zarzucanych jej czynów. To ona miała przed notariuszem podać się za Bogusławę R. Mariusz G. z pomocą Łucji S. uzyskał notarialne pełnomocnictwa do reprezentowania R. m.in. przed sądami i administracją państwową. W czwartek przeprosiła rodziny ofiar. Żałowała, że dała się tak zmanipulować. Odmówiła wyjaśnień. Sąd odczytał te składane wcześniej.
„Bałam się jechać do notariusza, ale on mi powiedział, że mam wnuczkę, więc mam uważać. Odebrałam to jak groźbę" – mówiła w odczytanych przez sąd wyjaśnianiach. Przyznała, że Mariusz G. uregulował jej dług komorniczy w kwocie 2,8 tys. zł.
Powtórny proces jest konsekwencją rozstrzygnięcia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie. Ten 24 stycznia 2025 r. uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie z czerwca 2023 r., bo wydał go pięcioosobowy skład orzekający pod przewodnictwem sędzi Anny Ruteckiej-Jankowskiej, tzw. neosędzi.
W pierwszym procesie Mariusz G. został nieprawomocnie skazany na łączną karę dożywocia za zabójstwo trzech kobiet z powodów zasługujących na szczególne potępienie i popełnienie 14 innych przestępstw z 19 mu zarzucanych. Kary więzienia usłyszało czworo pomocników w zacieraniu śladów zbrodni i przejmowaniu majątku ofiar.