– Narodowy Fundusz Zdrowia planuje zmienić sposób finansowania ważnych badań diagnostycznych, takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia. W praktyce może to oznaczać, że pacjenci będą dłużej czekać na diagnozę – alarmuje Fundacja Onkologiczna Alivia. W tym kontekście oburzenie wywołały słowa minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, że „pacjentom jest lepiej”. Minister mówi, że wie, bo „jeździ po kraju i widzi jak się ludzie cieszą”.
– Komu konkretnie jest lepiej? – pytał w tym tygodniu z trybuny sejmowej Adrian Zandberg (Partia Razem). – Czy lepiej jest tym, którzy dowiadują się, że ich zabiegi i badania są odwoływane? Czy lepiej jest kobietom z tych miejscowości, gdzie są zamykane porodówki? Czy lepiej jest ludziom, którzy tej jesieni dowiedzą się o odwołanych zabiegach, odwołanych operacjach, bo znowu nie przewidzieliście środków na ostatnie miesiące funkcjonowania systemu ochrony zdrowia? Po co opowiadacie takie bzdury, które wkurzają ludzi? Jeżeli komuś jest lepiej, to dzisiaj jest lepiej prywatnym firmom medycznym, które korzystają na polityce głodzenia publicznej ochrony zdrowia. Bo tam ludzie zaniosą pieniądze. Za badania, za rehabilitację. I to się dzieje. Jedna z dużych firm medycznych ogłosiła program płacenia na raty za badania diagnostyczne, bo ludzie tam idą, dlatego że nie mogą się doczekać na badania w szpitalach. Ludzie mają brać chwilówki, zadłużać się, żeby ratować życie?
W sprawie słów pani minister głos w mediach społecznościowych zabrała w środę także Ewa Zajączkowska-Hernik (poseł do Parlamentu Obywatelskiego, Konfederacja): „To, co się dzieje w ochronie zdrowia przechodzi ludzkie pojęcie, tymczasem minister zdrowia Sobierańska-Grenda radośnie wypala: „Jeżdżę po kraju i widzę, jak ludzie się cieszą, że 18 miliardów z KPO przynosi realne korzyści.” To ja to tutaj zestawię, specjalnie dla pani minister, bo może umknęło: Według sprawozdania NFZ pod koniec 2025 roku w kolejce na oddziały szpitalne czekało 124 tys. pacjentów ze wskazaniem „pilny” (wobec 87 tysięcy 2 lata wcześniej); W specjalistycznej opiece ambulatoryjnej w kolejce pod koniec 2025 roku czekało 786 tysięcy pacjentów (wobec 497 tysięcy 2 lata wcześniej); Normy czasu oczekiwania na przyjazd karetek są już przekroczone W KAŻDYM województwie (nie każdy ma możliwość zajumać karetkę jak dyrektor i działacz partyjny, by jechać po członka rodziny posłanki Szumilas z KO); Ministerstwo obcięło limity na badania diagnostyczne; Kolejki na rezonans, tomografię czy kolonoskopię wydłużają się dramatycznie, a wizyty są odwoływane lub przekładane nawet ciężko chorym pacjentom; Od początku kadencji tego rządu zamknięto lub zawieszono już co najmniej 43 porodówki, w tym jedną z najlepszych w Polsce, w Brzezinach pod Łodzią. To co, uśmiechamy się? „Ludzie się cieszą”? W tym roku w ochronie zdrowia ma brakować co najmniej 18 miliardów złotych i to po uruchomieniu rezerw oraz cięć i ograniczeń w dostępie do lekarzy. I to w sytuacji, gdy budżet NFZ wynosi 221 miliardów, czyli… ponad 2 razy więcej niż 5 lat temu. Co się dzieje z tymi pieniędzmi?!
Fundacja Alivia zwraca uwagę, że jeśli placówka wykona więcej badań niż przewiduje kontrakt z NFZ, otrzyma za nie tylko 40 proc. zapłaty – i to dopiero po zakończeniu roku: „Nowe zasady mogą więc zniechęcić placówki do wykonywania większej liczby badań, a to bezpośrednio przełoży się na ograniczenie dostępu do diagnostyki dla pacjentów”. Wraz z 20 organizacjami apeluje więc do minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy o podjęcie działań zapobiegających ograniczeniu dostępu do diagnostyki medycznej w Polsce. Zdaniem Fundacji proponowane rozwiązanie oznacza powrót do realiów sprzed ponad dekady, kiedy limity świadczeń diagnostycznych powodowały wielomiesięczne kolejki i opóźnienia w wykrywaniu chorób.
– Formalnie badania mają pozostać nielimitowane, ale w praktyce mechanizm ekonomiczny będzie działał jak dawniej. Jeśli za badanie wykonane ponad kontrakt placówka otrzyma jedynie 40 proc. jego wyceny, wiele z nich po prostu przestanie je wykonywać – ostrzega Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
Fundacja przypomina, że przed zmianami w finansowaniu diagnostyki pacjenci czekali na badania miesiącami. W 2018 roku średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny wynosił około 200 dni, a na tomografię komputerową ponad 70 dni. Po zmianach w systemie finansowania dostępność badań stopniowo się poprawiała, choć kolejki nadal są długie.
Pomysł ograniczenia finansowania diagnostyki pojawił się już w grudniu ub.r., gdy w Ministerstwie Zdrowia rozważano przywrócenie limitów na badania diagnostyczne. Wówczas organizacje pacjentów wystosowały apel do Ministerstwa Zdrowia, a Fundacja Alivia zainicjowała protest pod hasłem „Nie chcemy umierać w kolejkach”, wskazując, że ograniczanie dostępu do diagnostyki może prowadzić do opóźnień w wykrywaniu chorób. Po tej reakcji pomysł nie został ostatecznie wdrożony. Obecna propozycja NFZ – choć formalnie nie wprowadza limitów – może wywołać podobny efekt.
NFZ argumentuje, że zmiany są elementem racjonalizacji wydatków w sytuacji rosnących kosztów systemu ochrony zdrowia. Fundacja zwraca jednak uwagę, że w ostatnich latach znacząco wzrosły wydatki na ochronę zdrowia – w tym wynagrodzenia personelu medycznego oraz inwestycje w infrastrukturę i sprzęt medyczny.
– Wydaje się miliardy na inwestycje i sprzęt, rosną wynagrodzenia w systemie ochrony zdrowia, a oszczędności szuka się w najbardziej bezbronnym ogniwie całego systemu – wśród pacjentów czekających na diagnozę. Ci, których stać na prywatne badania, często omijają kolejki. Natomiast osoby o niższych dochodach, seniorzy czy pacjenci o ograniczonej mobilności nie mają takiej możliwości. To właśnie oni najbardziej odczują zmiany – wskazuje Joanna Frątczak-Kazana z Onkofundacji Alivia.
Nie należy zapominać, że pacjenci, którzy płacą za badania prywatnie, oddają część swoich dochodów także na publiczną ochronę zdrowia. Nie otrzymują w zamian nic.
(K)

Grzegorz Kaczor:
– Słyszałem, że takie ograniczenia już wprowadzono, ale ja na szczęście jeszcze tego na sobie nie odczułem. Tylko człowiek się zastanawia, gdzie trafiają pieniądze z naszych składek i podatków? Może takie ograniczanie badań na chwilę coś uporządkuje, trochę zmniejszy kolejki, ale to przecież nie rozwiąże problemu. Trzeba by naprawdę większych pieniędzy i porządnych zmian, żeby naszą ochronę zdrowia dźwignąć. A jak widać, tych pieniędzy wciąż brakuje. Jeśli mam powiedzieć szczerze, to naszą, szczecińską służbę zdrowia oceniam w tej chwili słabo. Coraz częściej człowiek musi iść prywatnie i płacić z własnej kieszeni, żeby szybciej coś załatwić.
Bronisław Sobuś:
– Zawsze uważałem, że zdrowie to największa wartość i trzeba o nie dbać, zanim zacznie go brakować. A jak dbać? Nie pić, nie palić, żyć spokojnie i rozsądnie. Bo życie to dar od Boga. Czy ograniczanie liczby badań to dobry pomysł? Trudno mi jednoznacznie powiedzieć. Na pewno nasza służba zdrowia potrzebuje porządnych zmian i to jak najszybciej. Gdyby był większy porządek w tym systemie, my, Polacy, mielibyśmy łatwiejszy dostęp do badań i lekarzy. Na wszystko nie mam prostej odpowiedzi, ale jestem pewien jednego – zdrowie jest w życiu najważniejsze.
Zdzisław Kowalczyk:
– Mam już 82 lata i tak naprawdę niewiele mi potrzeba, bo najważniejsze jest dla mnie teraz już tylko zdrowie. Cieszę się, że moi lekarze dbają o mnie, i że mogę w miarę szybko umówić się na badania czy wizytę. Ale widzę też, że ogólnie jest duży problem z dostaniem się do specjalisty. Ludzie czekają na wizytę po kilka miesięcy, a czasem nawet dwa lata albo i dłużej. Słyszałem, że są nowe zasady w NFZ, i że ogranicza się pieniądze na badania. Moim zdaniem nie powinno tak być.
Wiesława Denkiewicz z wnuczką:
– Uważam, że to wcale nie rozwiązuje problemu, bo jak było trudno, tak dalej jest trudno. Dla nas, pacjentów, powinno być trochę łatwiej. Przecież z emerytury co miesiąc odprowadzana jest składka do ZUS, człowiek pracował i płacił całe życie, a potem i tak musi długo czekać. Ja sam czekam na wizytę u neurologa w Gryficach już chyba dwa lata, a do okulisty pół roku. To naprawdę bardzo długo. Moim zdaniem tak być nie powinno. Na taką konsultację nie powinniśmy czekać latami, może pół roku to jeszcze można zrozumieć, ale nie więcej. ©℗
Tekst i fot. Jarosław BZOWY