Z księdzem Pawłem ŻURAWIŃSKIM, proboszczem parafii świętego Antoniego z Padwy w Kobylance, kustoszem Sanktuarium Błogosławionego Kardynała Stefana Wyszyńskiego i dyrektorem Wydziału Życia Konsekrowanego Kurii Metropolitalnej w Szczecinie rozmawia Kamila BONDAROWICZ-WIEWIÓRA.
– Maj i początek czerwca kojarzą się w Polsce z białymi albami, rodzinnymi uroczystościami i zdjęciami dzieci przystępujących do Pierwszej Komunii Świętej. Są tacy, dla których jest to jedno z najważniejszych wydarzeń duchowych w życiu, są i inni, którym kojarzy się przede wszystkim z rodzinną tradycją i kosztowną imprezą. Od niemal 20 lat przygotowuje ksiądz dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. Jaka jest istota Pierwszej Komunii Świętej – czym ona tak naprawdę jest i dlaczego jest tak ważna dla wiernych Kościoła katolickiego?
– Żeby to zrozumieć, trzeba zacząć od samego pojęcia sakramentu. Sakrament to „widzialny znak niewidzialnej łaski”. W przypadku Eucharystii tym widzialnym znakiem jest chleb, ale według wiary katolickiej człowiek przyjmuje samego Chrystusa. To właśnie dlatego ten sakrament ma tak wyjątkowe znaczenie. Eucharystia nie jest jedynie symbolem czy tradycją. Dla wierzących to realna obecność Boga. „Chrystus pozostał z ludźmi pod postacią najprostszego znaku – chleba, dostępnego dla każdego”. Można powiedzieć, że ten kawałek chleba to kawałek Boga, czyli kawałek miłości. Pierwsza Komunia Święta nie jest jedynym sakramentem przeżywanym przez dziecko w tym czasie. Często zapominamy, że przed Komunią jest jeszcze pierwsza spowiedź. Dziecko najpierw przygotowuje się do sakramentu pojednania z Bogiem, a dopiero potem przyjmuje Eucharystię. Białe stroje symbolizują czystość, niewinność i stan łaski uświęcającej.
– Coraz większym wyzwaniem podczas Pierwszej Komunii Świętej we współczesnym Kościele nie są dzieci, ale… dorośli.
– Kiedyś rodzice i dziadkowie przekazywali wiarę naturalnie. Uczyli modlitwy, prowadzili do Kościoła, dawali przykład. Dziś bardzo często sami nie praktykują i traktują przygotowanie do Komunii jak organizację wydarzenia rodzinnego, a wręcz jako przykry obowiązek. A dzieci szybko dostrzegają brak autentyczności. Pamiętam mamę, która przyszła do mnie zapłakana, bo córka odmówiła pójścia do Kościoła. Dziewczynka powiedziała: „Jak wy nie chodzicie, to ja też nie idę”. Takie dziecko bardzo szybko widzi rozdźwięk między słowami a czynami rodziców.
– Problemem staje się również skupienie głównie na materialnej stronie uroczystości.
– Dziś często więcej emocji budzi to, ile kosztowała sala, czy prezenty, niż samo spotkanie z Bogiem. A to przecież właśnie dorośli sami generują tę presję. Błogosławiony Kardynał Stefan Wyszyński mawiał: „Ludzie mówią, że czas to pieniądz. A ja wam mówię, że czas to miłość”. Cały współczesny świat cierpi na brak miłości, jest jej głodny i koniec końców, to właśnie wzajemna miłość ma dla nas znaczenie. Dla nas, a szczególnie dla dzieci. Wielu rodziców skupia się na tym, aby zapewnić dzieciom zajęcia dodatkowe, wakacje, nowy telefon czy hulajnogę. Ale dzieci coraz częściej narzekają na brak wspólnego spędzania czasu, na deficyt rozmów z rodzicami czy rodzinnej bliskości. To jest największy dramat współczesnych rodzin, który być może dałoby się rozwiązać, zatrzymując się na chwilę i zmieniając nieco hierarchię wartości. Choć nikt oczywiście nie ma na celu podważania rodzicielskiej miłości i chęci zapewnienia dziecku dobrej przyszłości. Zapytajmy jednak samych siebie, z perspektywy już dorosłych ludzi, jakie są nasze najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, również te związane z Pierwszą Komunią Świętą?
– Powyższa konkluzja sprowadza się do kolejnej refleksji dotyczącej kryzysu relacji i samotności młodych ludzi.
– We Francji, mimo postępującej laicyzacji – tysiące młodych dorosłych zaczęło przyjmować chrzest. Ci ludzie zobaczyli, że życie bez Boga, bez wartości i bez relacji po prostu nie ma sensu. Mają wszystko, ale brakuje im smaku życia. Współczesny świat oferuje wygodę, ale jednocześnie osłabia więzi rodzinne i społeczne. Kiedyś dzieci chciały po szkole biec na dwór, aby bawić się ze sobą, szukały towarzystwa drugiego człowieka. Dziś dla wielu wyjście z domu jest karą, bo wolą ekrany swoich telefonów. Coraz mniej jest prawdziwych relacji, a życie staje się po prostu miałkie.
– Do czego to prowadzi?
– Brak duchowego fundamentu często prowadzi do zagubienia. Jeśli człowiek wierzy tylko w przyjemność i wygodne życie, to w chwili cierpienia czy choroby wszystko się rozsypuje. Pojawia się pytanie: „Po co żyję? Jaki to wszystko ma sens?”. Wiara daje człowiekowi oparcie także w trudnych momentach i to warto pokazywać dzieciom, aby wiedziały, że zawsze mają do kogo się zwrócić w chwili problemów czy zwątpienia.
– Obecnie Pierwsza Komunia Święta coraz bardziej przypomina rodzinny spektakl czy event?
– Niestety tak bywa. Wielu rodziców skupia się przede wszystkim na otoczce: sali, dekoracjach, zaproszeniach i prezentach. Tymczasem dzieci po uroczystości często nie wracają już nawet na Biały Tydzień, bo „najważniejsze” już się wydarzyło. Dawniej to wszystko wyglądało zupełnie inaczej, skromniej, a jednocześnie bardziej podniośle. Po Komunii było kakao i drożdżówka dla dzieci. I tyle. Ale wszyscy wiedzieli, co tego dnia jest najważniejsze. Pragnę też podkreślić, że absolutnie nie chodzi mi o potępianie rodzinnych spotkań, radości czy nawet tych wszystkich prezentów. Problem zaczyna się wtedy, gdy sakrament staje się jedynie dodatkiem do tego wszystkiego.
– Ciekawym rozwiązaniem tej komplikującej się sytuacji i interesującą propozycją są nieco bardziej kameralne Komunie. Ksiądz od kilku lat również w swojej parafii organizuje tzw. Komunie indywidualne lub w małych grupach.
– Wtedy rodzina naprawdę wie, po co przychodzi do Kościoła. Nie ma całego rozproszenia związanego z akademiami, przemówieniami czy presją otoczenia. Jest dziecko, rodzina i Eucharystia. Takie rozwiązanie pomaga przeżyć sakrament bardziej świadomie i osobiście. Widzę ogromną różnicę. Inaczej wygląda przygotowanie, spowiedź i sama uroczystość przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. Rodzice są bardziej zaangażowani, a dzieci bardziej skupione. Często dzieci są bardziej świadome tego, czego doświadczają w trakcie Eucharystii i tego, że spotykają w niej samego Boga. Od lat przygotowuję dzieci pierwszokomunijne. Pracowałem kiedyś w Szkole Salezjańskiej. W trakcie Mszy Świętej, podczas przeistoczenia jeden z chłopców rozrabiał pod ołtarzem. Wtedy jego kolega szturchnął go i wskazując na Hostię w podniesionych rękach kapłana, powiedział: „Ciii… On tam jest. Pan Jezus”. To było niesamowite świadectwo wiary dziecka.
– Podobno dzieci często dużo głębiej przeżywają duchowość niż my, dorośli.
– One jeszcze potrafią wierzyć prosto i szczerze. Problem zaczyna się wtedy, gdy później nie dostają wsparcia od rodziców i środowiska. Przestają się starać i wykazywać zainteresowanie, widząc postępowanie ludzi wokół siebie. I trudno winić za to dziecko, które jest przecież odbiciem dorosłych, z którymi przebywa. Pierwsza Komunia Święta nie powinna być „metą”, lecz dopiero początkiem duchowej drogi młodego człowieka. Najważniejsze jest to, żeby dziecko po Komunii nadal żyło wiarą i mogło tak żyć nieskrępowanie, dojrzewając w domu, który tę wiarę rozpala, a nie gasi. Wiara, podobnie jak każda relacja, wymaga troski i zaangażowania. Jeśli nie podtrzymujemy relacji, ona umiera. Tak samo jest z wiarą. Dlatego najważniejsze nie są dekoracje ani prezenty, ale codzienny przykład płynący ze strony rodziny.
– W świecie pełnym pośpiechu, nowych technologii i coraz słabszych więzi międzyludzkich słowa te wybrzmiewają wyjątkowo mocno i to nie tylko dla osób wierzących. Niezależnie od stosunku do religii trudno nie zgodzić się z jednym: dzieci najbardziej potrzebują dziś szczerości, czasu i obecności drugiego człowieka. Dziękuję za rozmowę. ©℗