We wtorek 31 marca na polskich stacjach paliw wprowadzono nowe zasady sprzedaży w ramach pakietu „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Regulacje te wynikają z aktualnej sytuacji na rynku energetycznym, będącej następstwem napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie.
Kluczowym elementem nowych przepisów jest odgórne wyznaczenie przez resort energii maksymalnych limitów cenowych, których właściciele stacji muszą przestrzegać pod groźbą sankcji finansowych sięgających miliona złotych. Zmiana ta bezpośrednio wpływa na codzienne wydatki kierowców, którzy od rana weryfikują nowe stawki przy dystrybutorach.
Pan Karol, który regularnie korzysta z usług stacji, przyznaje, że czekał na ten moment, choć do mechanizmu zmian podchodzi z dystansem.
- Zazwyczaj tankuję za 150 złotych, mam nadzieję, że po wprowadzonej obniżce ceny się utrzymają i będę mógł zatankować kilka litrów więcej - mówił. - Na tę chwilę brałem tylko tyle, ile wystarczyło do końca miesiąca. Nie zauważyłem wcześniej tych obniżek, najpierw podnieśli kwotę może o 30 procent, a teraz obniżają o 10. Wartość tej zmiany sprawdzę przy kasie.
Podobną strategię wyczekiwania przyjęła pani Sandra, która porusza się autem o większym zużyciu paliwa. Kobieta zdecydowała się na wizytę na stacji dopiero we wtorek, licząc na realną różnicę w kosztach eksploatacji swojego auta.
- Dużo pali, więc często muszę tankować. Właśnie przyjechałam na stację, więc zobaczymy, ile mi wyjdzie. Jak zatankuję tak, jak zawsze, to jestem ciekawa efektu. Nie wiem, co o tym sądzić, bo wcześniej te ceny tylko rosły – wyjaśniała pani Sandra.
Wprowadzone limity mają w założeniu stabilizować ceny detaliczne, jednak wielu kierowców, podobnie jak nasi rozmówcy, zamierza oceniać skuteczność tych rozwiązań dopiero na podstawie paragonów za paliwo w nadchodzących tygodniach. ©℗
(dg)