Drugi dzień Świąt Wielkanocnych, kiedy to - jako katolicy - świętujemy Zmartwychwstanie Chrystusa, to także tradycyjnie tzw. lany poniedziałek. W Szczecinie ta ciekawa tradycja nieco przygasła, ale nadal kultywują ją przede wszystkim najmłodsi mieszkańcy regionu, dla których to także okazja do zabawy.
Tradycja oblewania się wodą zwana w Polsce śmigus-dyngus sięga ponoć czasów przedchrześcijańskich i prasłowiańskich, ale ściśle wiąże się także z symboliką chrześcijańską. Między innymi chodzi o rytuał oczyszczenia, bliski tej tradycji jest także chrzest. Wody więc nie należy się bać - wręcz przeciwnie. To również zaproszenie do zabawy i ożywienie relacji międzyludzkich w czasach ogólnego zestresowania i cyberoszołomienia.
Poza tym to jedna z najbardziej rozpoznawalnych tradycji wielkanocnych w Polsce. Pierwotnie były to dwa odrębne zwyczaje. Śmigus polegał na smaganiu witkami wierzby, natomiast dyngus wiązał się z polewaniem wodą — często w zamian za drobny "okup". Z czasem oba rytuały połączyły się w jeden.
Całymi wiadrami polewa się dziś rzadko, chyba że na wsiach. W miastach, gdzie policja jest bardziej aktywna, stróże prawa studzą zapędy i przypominają, że granica między zabawą a wykroczeniem jest cienka. Policja przestrzega, że nieodpowiednie zachowanie może zostać zakwalifikowane jako zakłócanie porządku publicznego lub nieobyczajny wybryk. W takich przypadkach grozi mandat do 500 zł, a nawet kara do roku pozbawienia wolności.
Stróże prawa wzywają do umiaru. Zdaje się, że szczecinianie już od dawna stosują tę zasadę. Jak się wydaje zagorzałymi stróżami tej tradycji nadal są strażacy i dzieci.
(CK)