Nad ranem w niedzielę, 1 lutego, o 4.33 doszło do próby podpalenia domu działacza Ruchu Obrony Granic w miejscowości Trzynik, koło Siemyśla w powiecie kołobrzeskim. Dom działacza organizacji ROG zaatakowano dwoma koktajlami Mołotowa. Na szczęście właściciel budynku obudził się i ugasił ogień.
– Prowadzone są czynności, by ustalić okoliczności i sprawców. Straży pożarnej nie było – poinformowano nas w Komendzie Powiatowej Policji w Kołobrzegu.
O sprawie wcześniej informowały między innymi portale wPolsce24 oraz dorzeczy.pl. Portale te cytują wypowiedź Roberta Fijałkowskiego, działacza ROG, właściciela domu i zarazem współpracownika Roberta Bąkiewicza, który mówi między innymi: „Chcieli mnie pozbawić życia. Mówię to głośno i wyraźnie, apeluję do organów ścigania o zmianę kwalifikacji czynu.”
Małżeństwo Beaty i Roberta Fijałkowskich jest zaangażowane w Ruchu Obrony Granic. W rozmowie z reporterem Telewizji wPolsce24 Rafałem Jarząbkiem Robert Fijałkowski zrelacjonował, co konkretnie się wydarzyło.
„Byłem w domu. […]. O godzinie mniej więcej 4:20 usłyszałem straszny huk, więc obudziłem się, chwała Bogu, że się obudziłem. Wyjrzałem przez okno, usłyszałem tylko bieg oddalających się ludzi po tym zmrożonym śniegu, ale patrząc w dół na taras, zauważyłem płomienie ognia, więc zszedłem szybko na dół i «ratuj się, kto może», można tak powiedzieć. Po prostu wziąłem się do gaszenia pożaru – tak, jak stałem. Poszukałem jakiejś wody, wiaderka. No i zacząłem gasić pożar. Z wewnątrz zgasiłem pożar na tarasie. Natomiast musiałem wyjść na zewnątrz, żeby gasić drugie okno, gdzie był też rzucony koktajl Mołotowa. Dzięki Bogu te koktajle Mołotowa nie wpadły do środka, tylko zatrzymały się na szybach i ten pożar miał miejsce na zewnątrz domu” – mówił Fijałkowski w telewizji wPolsce24.
Jak twierdzi, słyszał oddalające się dwie osoby. „To nie była jedna osoba, to były oddalające się dwie osoby w kierunku lasu” – mówi.
Warto przypomnieć, że społeczny Ruch Obrony Granic powstał w reakcji na procedurę przerzucania przez niemieckie służby do Polski migrantów z Afryki, w tym z krajów Maghrebu, w sytuacji całkowitej bierności władz Polski. Dopiero pod presją spontanicznych działań ROG rząd polski wysłał na granicę policję, a następnie funkcjonariuszy Straży Granicznej. ©℗
(c)