Niewyobrażalna tragedia dotknęła na początku grudnia rodzinę Wiśniewskich z Kaleńska w gminie Boleszkowice, w powiecie myśliborskim. W środku nocy zawaliła się ściana ich domu. Budynek został uznany za niebezpieczny, a rodzice z trojgiem dzieci, w tym dwojgiem z niepełnosprawnościami oraz 70-letnia babcia zostali zmuszeni do natychmiastowego opuszczenia miejsca, które przez lata było ich schronieniem.
Do dramatu doszło 9 grudnia, około godziny drugiej w nocy. Gdy domownicy spali, Zofię Wiśniewską obudził potężny huk. Okazało się, że runęła ściana szczytowa budynku. Już wcześniej widoczne były na niej pęknięcia, ściana była wklęsła i kwalifikowała się do pilnego remontu. Rodzina zbierała pieniądze na naprawę, jednak nie zdążyła. Konstrukcja się zawaliła, zanim prace mogły się rozpocząć.
W ciągu kilkunastu minut Wiśniewscy musieli opuścić dom.
– Byłam w szoku – wspomina feralną noc z 9 na 10 grudnia pani Zofia. – Gdy zobaczyłam ten gruz na podłodze, kompletnie nie wiedziałam, co robić. Siedziałam i myślałam, co z nami będzie, gdzie się podziejemy. Obudziłam męża. Około czwartej nad ranem zawaliła się reszta ściany. Wyszliśmy z dziećmi na zewnątrz. Na miejsce przyjechała straż pożarna oraz inspektor nadzoru budowlanego, który kategorycznie zakazał wchodzenia do środka pod groźbą kolejnego zawalenia.
Z domu udało się zabrać jedynie najpotrzebniejsze dokumenty i ubrania. Cały pozostały dobytek rodziny do dziś znajduje się w zniszczonym budynku.
Rodzina Wiśniewskich od lat zmaga się z ogromnymi trudnościami zdrowotnymi. Dziesięcioletni Szymon choruje na dziecięce porażenie mózgowe i autyzm. W tym roku lekarze postawili kolejną, druzgocącą diagnozę – chłopiec cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną. Najstarsza córka, 18-letnia Martyna, ma niepełnosprawność intelektualną i również wymaga stałej opieki oraz nadzoru. Problemy zdrowotne dotknęły także głowę rodziny. U pana Pawła lekarze podejrzewają nowotwór przełyku, zmaga się on również z poważnymi schorzeniami kręgosłupa oraz guzem w kolanie. Mimo to podejmuje dorywcze prace, by zapewnić rodzinie środki do życia. Wiśniewscy utrzymują się także z zasiłków.
– Naszym jedynym marzeniem jest wrócić do domu – mówi pani Zofia. – Dzieci bardzo za nim tęsknią, za przestrzenią i normalnością. Teraz mieszkamy w bardzo ciasnym lokalu. To maleńkie mieszkanie w przedszkolu w Boleszkowicach. Czternastoletnia Klaudia chodzi do szkoły, więc ma zajęcie poza domem. Ja z dwojgiem niepełnosprawnych dzieci często wychodzę na spacery, żeby nie siedzieć cały czas w małym pomieszczeniu.
Choć tragedia mogła zakończyć się nawet śmiercią, na szczęście nikomu nic się nie stało. Zawalona ściana znajdowała się tuż obok kuchni, gdzie na podłodze stała butla gazowa. Rodzina mieszkała na piętrze starego, poniemieckiego budynku, który od lat wymagał gruntownego remontu. Część parterowa była nieużytkowana. Wcześniej mieszkał tam wujek Wiśniewskich. Decyzją nadzoru budowlanego dalsze przebywanie w domu zostało zakazane. W jednej chwili rodzina straciła dach nad głową. Gmina Boleszkowice udzieliła im doraźnej pomocy, zapewniając tymczasowe lokum.
– Dysponujemy tylko dwoma mieszkaniami komunalnymi i oba są obecnie zajęte – wyjaśnia Marek Czypar, wójt gminy Boleszkowice. – Zaproponowaliśmy rodzinie pomoc psychologiczną, obiady dla dzieci w szkole oraz wsparcie prawne. Jest ono konieczne, ponieważ dom formalnie nie należy do rodziny, mimo że mieszkała w nim od lat. Rozmawiamy z sąsiednimi samorządami, aby włączyły się w zbiórkę pieniędzy.
Rodzina posiada udziały w nieruchomości i czeka na zakończenie postępowania spadkowego. Obecnie mieszka w dwupokojowym, bardzo małym mieszkaniu tymczasowym, które nie jest dostosowane do ich potrzeb. Pan Paweł śpi na materacu rozłożonym na podłodze.
Pomoc dla Wiśniewskich płynie także od ludzi dobrej woli. Aleksandra Głębocka, siostrzenica pana Pawła, założyła zbiórkę na odbudowę domu. Do tej pory udało się zebrać około 65 tysięcy złotych, potrzeba jeszcze 85 tysięcy.
– Zebrane środki zostaną przeznaczone na odbudowę lub zakup niewielkiego domu, a także na leki, rehabilitację i inne potrzeby dzieci – informuje organizatorka zbiórki na portalu Pomagam.pl. – W jednej chwili zostali bez niczego: bez domu, bez poczucia bezpieczeństwa, bez planu na jutro.
Zbiórka prowadzona jest pod nazwą „Pomoc dla rodziny Wiśniewskich”. W mediach społecznościowych działa także grupa licytacyjna, z której 100 procent dochodu trafia na wsparcie rodziny. Do wylicytowania są m.in. trening personalny BJJ z doświadczonym trenerem Bartkiem Wanenczakiem z klubu WildBears, a także vouchery na usługi kosmetyczne i fryzjerskie. Licytacje potrwają do 31 grudnia.
Nikt nie powinien mierzyć się z takim dramatem w samotności. Dziś los rodziny Wiśniewskich zależy od solidarności i wrażliwości innych ludzi. Link do pomocy jest tutaj: https://pomagam.pl/3ha99d ©℗
Wioletta MORDASIEWICZ