Sąd rodzinny w Szczecinie zdecydował, że dzieci szczecinianki, który obecnie przebywają w zamkniętymi ośrodku Jugendamtu w Niemczech, wrócą do Polski, pod opiekę babci. W czwartek po południu poinformował o tym mecenas Michał Lizak, pełnomocnik rodziny zatrzymanej Polki.
- Choć stronie przeciwnej przysługuje zażalenie, to wyrok jest pod rygorem natychmiastowej wykonalności. Dzieci powinny być u babci już w piątek - dodaje adwokat. - Jestem w pełni usatysfakcjonowany z wyroku sądu.
Przypomnijmy całą sprawę. 31 października ub. roku pani Natalia zabrała dzieci na wyprawę do Berlina. Została zatrzymana przez niemieckich funkcjonariuszy. Trafiła do aresztu, jej dzieci – do zamkniętego ośrodka Jugendamtu.
Dlaczego tak się stało? Musimy się cofnąć w czasie. Pani Natalia mieszkała wcześniej w USA. Jednak w 2020 roku, po tym, jak zaczęła się jej sprawa rozwodowa, wróciła do Polski z dziećmi. Mąż, obywatel USA, wydał na to zgodę notarialną. Jednak później poinformował szczecińską prokuraturę, że dzieci zostały uprowadzone. Polscy śledczy sprawę umorzyli. Do strony polskiej o ekstradycję zgłosiła się również prokuratura w Kalifornii, którą uruchomił mąż pani Natalii. Polska na ekstradycję się nie zgodziła. Jednak ten sam wniosek o ekstradycję stał się podstawą dla niemieckich służb, by zatrzymać panią Natalię i jej dzieci.
Ostatecznie sąd w Rostocku zdecydował, że losem dzieci ma się zająć polski sąd. Otwarta pozostaje kwestia ekstradycji pani Natalii, wciąż zamkniętej w areszcie pod Rostockiem.
Sprawa wstrząsnęła jej rodziną, jej znajomymi. Uważają, że polskie państwo nie zrobiło wystarczająco wiele, aby zabezpieczyć prawa swojej obywatelki. Gdy Szczecin kilka tygodni temu odwiedził minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, powitali go bliscy pani Natalii z transparentami domagającym się reakcji urzędników.
©℗
(as)