Blisko 2000 kilometrów mają do pokonania wolontariusze ze Szczecina, którzy w dwóch ciężarówkach wiozą do Charkowa agregaty prądotwórcze, śpiwory i termosy. Transport organizuje ks. Tomasz Kancelarczyk z Fundacji Małych Stópek przy wsparciu Caritasu.
Trzeba było dwóch ciężarówek, aby przetransportować dary na wschód Ukrainy. Potrzebne rzeczy przygotował ks. Tomasz Kancelarczyk z wolontariuszami Fundacji Małych Stópek. To m.in. śpiwory, termosy i aż 50 agregatów prądotwórczych, które mają już jutro trafić do ukraińskiego Charkowa.
– Agregaty, bo są tu bardzo potrzebne. Tutaj jest wielki problem z prądem. Ten prąd jest naprawdę dostarczany po kilka godzin dziennie – mówi „Kurierowi” ks. Kancelarczyk. Chodzi o niewielkie, kilkukilowatowe urządzenia, które pozwalają choćby naładować podstawowy sprzęt, utrzymać łączność, przetrwać kolejne dni bez stałego dostępu do energii. – To jest taki towar, który będzie potrzebny nie tylko teraz, ale i na następne ciężkie dni i zwłaszcza kolejną zimę.
Rosyjską tradycją od kilku lat jest bombardowanie infrastruktury energetycznej Ukraińców właśnie w okresie zimowym. Nie inaczej jest w tym roku, w obwodzie charkowskim, zwykli mieszkańcy funkcjonują dzięki agregatom, piecykom i punktom pomocy humanitarnej.
Pomagają mimo „złej” prasy
W ostatnich miesiącach pomoc Ukrainie nie cieszy się dobrą prasą. Głównie ze względu na afery korupcyjne na Ukrainie, gdzie pomoc nie trafiała, do potrzebujących. Media podawały, że także dostarczane dla najbiedniejszym agregaty, nie dotarły do nich, tylko stały się przedmiotem handlu nieuczciwych Ukraińców.
Starym, ale wciąż aktualnym problemem jest wciąż nierozwiązany politycznie temat Wołynia. Mimo tego gehenna „zwykłych” ludzi, którzy co warto podkreślić, zostali na miejscu, trwa.
– Zbiórka została zorganizowana przez ks. Kancelarczyka, przy wsparciu szczecińskiego Caritasu. Spotkał się z krytyką, bo pomoc Ukrainie nie jest już dobrze widziana, nie zmienia to faktu, że wciąż są ludzie, którzy tej pomocy potrzebują, zwłaszcza w Charkowie, gdzie w wielu miejscach nadal brakuje prądu – powiedział Tomasz Duklanowski, dziennikarz i wolontariusz, który do Charkowa pojechał razem z transportem, w roli m.in. kierowcy.
Działają bezpośrednio
Dlatego Fundacja Małych Stópek od lat działa w sposób bezpośredni. Jak podkreśla ks. Kancelarczyk, zbiórkę zorganizowano w odpowiedzi na konkretne prośby z Charkowa. Transport trafi do polskich sióstr Orionistek, które na miejscu rozdysponują sprzęt wśród najbardziej potrzebujących.
– Realnie widzimy, jak ta pomoc poprawia życie zwykłych ludzi, bo to taka akcja, zwykłych ludzi dla zwykłych ludzi, bez polityki. Posiłkujemy się przede wszystkim obecnością sióstr, polskich sióstr orionistek w Charkowie – mówi ks. Kancelarczyk. – Mamy także informacje z pierwszej ręki i zaufane osoby, którym możemy przekazać nasze dary. Współpracujemy z nimi od dawna i znamy ich jeszcze sprzed wojny, w obecnym kształcie. To one zadbają, by agregaty, śpiwory i termosy trafiły do konkretnych rodzin i wspólnot – dodał duchowny.
Wolontariusze powinni wrócić do Szczecina w piątek, bez splendoru i wielkich słów, ale za to z nadzieją, że prąd w kilku miejscach ogrzewa potrzebujące serca. ©℗
(km)